
Zbigniew Ziobro znów postanowił zrobić politykę z zagranicy. Tym razem atakuje ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Oficjalnie chodzi o rzekome "podwójne standardy" Zachodu.
Punktem zapalnym była wypowiedź Radosława Sikorskiego na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Szef MSZ mówił, że administracja Donalda Trumpa złamała dotychczasową, niepisaną zasadę – zamiast trzymać się z dala od wewnętrznych sporów sojuszników, wkroczyła w sam środek polskiej kampanii, udzielając otwartego poparcia Karolowi Nawrockiemu w wyborach prezydenckich i pouczając Europę w sprawie wolności słowa.
Te słowa stały się dla Zbigniewa Ziobry idealnym pretekstem, by rozpętać własną awanturę. Były minister w serii wpisów na X oznaczył ambasadora USA w Polsce Thomasa Rose'a i zaczął domagać się odpowiedzi, czy to nie "podwójny standard", że europejskie instytucje mogą rzekomo "szantażować" Polskę funduszami, a krytyka trumpowskiego poparcia dla konserwatywnych polityków ma być już "niedopuszczalną ingerencją".
Internet nie zapomina
Reakcje w sieci na wywody byłego ministra są dalekie od entuzjazmu. W odpowiedziach powtarzają się zarzuty dotyczące Funduszu Sprawiedliwości, krajowy list gończy i wniosek o Europejski Nakaz Aresztowania wobec polityka PiS. Internauci piszą wprost, że trudno traktować poważnie polityka, który z jednej strony podważa działania własnego państwa, a z drugiej sam się przed tym państwem chowa.
Zobacz także
W wielu komentarzach powraca też podejrzenie, że cała aktywność w stronę ambasady USA nie jest wcale troską o konstytucyjne standardy, lecz próbą szukania nowej politycznej przystani. Węgry, gdzie Ziobro dostał azyl, nie muszą być wiecznie bezpieczną przystanią – za kilka miesięcy odbędą się tam wybory parlamentarne, a klimat wobec bliskich sojuszników Viktora Orbána może się szybko zmienić, jeśli wygra partia Tisza opozycjonisty Petera Magyara.
Użytkownicy zwracają ponadto uwagę, że Waszyngton może jawić się jako atrakcyjniejszy kierunek dla Ziobry.
