
W czwartkowe popołudnie w Waszyngtonie wystartowało spotkanie inauguracyjne Rady Pokoju Donalda Trumpa. Udział swoich przedstawicieli potwierdziło ok. 20 państw, które nie należą do pierwszej ligi geopolityki. Polska nie przystąpiła do Rady ze względdu na skrajnie różne opinie prezydenta i premiera. Nasz kraj w charakterze obserwatora reprezentuje tam jednak Marcin Przydacz.
Start Rady Pokoju zaplanowano już jakiś czas temu na godz. 10:00 czasu lokalnego, czyli na 16:00 w Polsce. Miejscem inauguracyjnego posiedzenia nie będzie Biały Dom, a Instytut Pokoju Donalda Trumpa zlokalizowanym przy Departamencie Stanu.
Rozpoczęcie Rady Pokoju: temat i uczestnicy
Jak podaje CNN, swoją obecność zapowiadali reprezentanci m.in. Indonezji, Rumunii, Argentyny, Uzbekistanu, Kazachstanu, Wietnamu, Pakistanu, Węgier, Kambodży, Egiptu, Armenii, Albanii, Turcji, Bułgarii oraz Izraela. Do samego końca nie było wiadomo, kto jeszcze dołączy – czekano na potwierdzenie z przynajmniej 15 krajów.
Niektóre państwa takie jak Czechy, Słowacja, Włochy oraz Polska będą tam w charakterze tylko obserwatorów.
Po części "oficjalnej" inauguracyjnej, gdzie zaplanowano przemówienia nie tylko Trumpa, ale także m.in. sekretarza stanu Marco Rubio, doradcy i zięcia prezydenta Jareda Kushnera, członkowie rozpoczną dyskusje nad planem odbudowy Strefy Gazy. Zaplanowano też ujawnienie przez Trumpa szczegółów dotyczących programu pomocowego dla tego terytorium o wartości pięciu miliardów dolarów.
Wielu uczestników wciąż nie jest jednak pewnych, jak dokładnie przebiegnie pierwsze posiedzenie. W rozmowach z CNN najczęściej nazywano je "rozpoznawczym".
Udział Polski. Do Waszyngtonu poleciał Przydacz
Temat udziału Polski w Radzie Pokoju spowodował liczne napięcia i słowne potyczki na linii prezydent-premier. Tusk bowiem nie przewiduje w obecnych okolicznościach i warunkach uczestnictwa w Radzie. A Nawrocki miał zupełnie inne zdanie na ten temat.
Ostatecznie zdecydowano, że na czwartkowym posiedzeniu Polskę reprezentuje minister z Kancelarii Prezydenta, szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Sam zainteresowany przekonywał, że chce wziąć udział w posiedzeniu Rady Pokoju z uwagi na dobro relacji polsko-amerykańskich i transatlantyckich.
Zobacz także
O co chodzi z Radą Pokoju?
Przypomnijmy: Donald Trump ogłosił powołanie Rady Pokoju 15 stycznia w Davos i od początku przedstawiał ją jako narzędzie do pilnowania realizacji 20-punktowego planu pokojowego przygotowanego w Białym Domu. Z zapowiedzi wynika, że Rada ma pełnić kilka ról jednocześnie. Po pierwsze, ma nadzorować wdrażanie ustaleń planu, czyli sprawdzać, czy kolejne punkty są realizowane i gdzie pojawiają się opóźnienia lub spory.
W mandacie Rady zapisano też mobilizowanie środków finansowych. Chodzi o to, by doprowadzić do konkretów: kto płaci, na co, w jakich terminach i przy jakich warunkach, a następnie pilnować, by zapowiedzi nie kończyły się na konferencjach i komunikatach.
Ostatni element jest politycznie najbardziej zapalny. Rada ma również rozstrzygać spory wokół odbudowy i bezpieczeństwa Gazy, czyli wchodzić w obszary, gdzie zderzają się interesy państw, presja opinii publicznej i pytania o to, kto ma odpowiadać za bezpieczeństwo oraz kontrolę nad procesem odbudowy.
