
Netflix miał w kieszeni jedną z największych transakcji w historii branży rozrywkowej. A jednak – w ostatniej chwili gigant streamingu odpuścił walkę o Warner Bros. Discovery, otwierając drzwi rywalowi, który jeszcze niedawno wydawał się przegrany. Paramount Skydance właśnie wykonało spektakularny comeback, a Hollywood przeciera oczy ze zdumienia. W tle tej wolty pojawiają się polityczne naciski z udziałem Donalda Trumpa oraz coraz pytanie o przyszłość TVN.
Na początku grudnia ubiegłego roku branża była przekonana, że sprawa jest przesądzona. Netflix i Warner Bros. Discovery ogłosiły zawarcie gigantycznej umowy o wartości 82,7 mld dolarów, która miała na nowo ułożyć siły w Hollywood.
Zgodnie z grudniowym porozumieniem Netflix miał przejąć studia Warner Bros., HBO, HBO Max oraz dział gier WBD. Z kolei telewizyjne kanały grupy (m.in. CNN, TNT, Discovery, HGTV) miały zostać wydzielone do nowej, publicznej spółki o nazwie Discovery Global i przekazane akcjonariuszom WBD w trzecim kwartale 2026 roku. To właśnie pod Discovery Global miał trafić TVN.
Niedługo po ujawnieniu planów Netfliksa do gry wkroczył Paramount Skydance, kontrolowany przez Davida Ellisona. Jego pierwsza oferta przejęcia Warner Bros. Discovery została odrzucona, a zarząd WBD oficjalnie rekomendował umowę z Netfliksem.
Paramount wraca do gry o Warner Bros., Netflix się wycofuje
Sytuacja zmieniła się jednak pod presją części inwestorów. Rozpoczęły się nowe negocjacje i wtedy Paramount podbił stawkę do 31 dolarów za akcję, składając ofertę wartą około 111 mld dolarów w gotówce za całość WBD, łącznie z kanałami telewizyjnymi i TVN. Zarząd Warner Bros. Discovery nie mógł już wtedy udawać, że konkurencyjna propozycja nie istnieje.
Choć Netflix miał jeszcze kilka dni na złożenie kontroferty, odmówił jej podbicia. W oficjalnym oświadczeniu współszefowie platformy, Ted Sarandos i Greg Peters, przyznali wprost: przy cenie wymaganej do przebicia Paramountu "transakcja przestała być finansowo atrakcyjna".
To jednak nie oznacza, że gigant streamingu odchodzi z pustymi rękami. Zgodnie z warunkami umowy Warner Bros. Discovery będzie musiało zapłacić Netfliksowi 2,8 mld dolarów tzw. termination fee – odszkodowania za zerwanie wcześniej zawartego porozumienia.
Co więcej, Paramount Skydance zgodził się zwiększyć regulacyjną opłatę za zerwanie umowy do 7 mld dolarów, jeśli transakcja nie dojdzie do skutku z powodów regulacyjnych i pokryć pełną kwotę odszkodowania należnego Netflixowi. To właśnie te zapisy miały przesądzić o tym, że zarząd WBD uznał ofertę Paramountu za "zdecydowanie korzystniejszą".
Paramount kupi Warner Bros. Discovery? Donald Trump i polityka w tle gigatransakcji
Kulisy tej decyzji prowadzą jednak również do Waszyngtonu. W dniu, w którym Netflix oficjalnie się wycofał, Ted Sarandos przebywał w stolicy USA, gdzie próbował przekonywać administrację Donalda Trumpa do swojej wizji fuzji.
Tymczasem przewaga Paramountu była czysto polityczna, zauważa Variety. Ojciec Davida Ellisona – Larry Ellison – to otwarty sojusznik Trumpa, który gwarantuje finansowanie całej transakcji. Sam Ellison junior miał aktywnie wykorzystywać te relacje, przekonując, że to właśnie jego oferta ma największe szanse na zielone światło regulatorów.
Zobacz także
Dodatkowo David Ellison lobbował przeciwko Netflixowi w Europie, rozmawiając z regulatorami w Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. Dla Netfliksa był to poważny problem – jego globalny zasięg sprawia, że jakiekolwiek "ustępstwa" regulacyjne są niemal niemożliwe.
Według źródeł branżowych amerykański Departament Sprawiedliwości już rozpoczął najostrzejszy etap kontroli antymonopolowej potencjalnej fuzji Netflix–WBD. W grę wchodziło wielomiesięczne, a nawet wieloletnie śledztwo, które mogłoby sparaliżować działalność firmy. Choć Sarandos publicznie odrzucał zarzuty o monopol, realia ery Trumpa mogły okazać się zbyt ryzykowne, zwłaszcza że sam prezydent wielokrotnie atakował Netfliksa.
Jeśli transakcja Paramount Skydance dojdzie do skutku, Warner Bros., HBO i potężne portfolio kanałów zostaną wchłonięte przez innego potężnego gracza. Oznacza to koniec planów Discovery Global, niepewną przyszłość TVN i – jak obawiają się insiderzy – kolejną falę zwolnień w branży.
Czym właściwie jest Paramount?
Paramount Pictures to jedno z najstarszych i najbardziej ikonicznych studiów filmowych w historii kina. Wytwórnia powstała w 1912 roku, jeszcze w epoce kina niemego, i przez dekady była jednym z filarów tzw. "złotej ery Hollywood". To właśnie pod szyldem Paramountu powstawały klasyki, które definiowały amerykańskie kino, a charakterystyczna góra z gwiazdami stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych logo w popkulturze.
Dziś Paramount działa już w nowej, uproszczonej strukturze, powstałej po głośnym połączeniu ze Skydance Media. Grupa Paramount Global, do której należą m.in. CBS, Nickelodeon, MTV, Comedy Central i BET, została wchłonięta przez zunifikowany medialny organizm zarządzany przez Davida Ellisona.
Mimo zmian właścicielskich studio nie traci jednak swojej tożsamości – wciąż stoi za jednymi z najbardziej rozpoznawalnych franczyz w historii popkultury, takimi jak "Mission: Impossible", "Transformers", "Star Trek" czy "Top Gun".
Strategia dystrybucyjna Paramountu coraz wyraźniej opiera się na łączeniu kina z rynkiem streamingowym. W USA kluczową rolę odgrywa platforma Paramount+, natomiast w Polsce i na innych rynkach europejskich – SkyShowtime. To właśnie tam polscy widzowie oglądają największe hity studia, w tym globalny fenomen uniwersum "Yellowstone".
