Jak długo potrwa wojna wokół Iranu? Co to wszystko oznacza dla Polski?
Jak długo potrwa wojna wokół Iranu? Co to wszystko oznacza dla Polski? Fot. Shutterstock.

– To może potrwać kilka dni, ale równie dobrze i kilka tygodni, jeżeli wymiana ognia między Izraelem i Stanami Zjednoczonymi a Iranem będzie trwała tak długo – stwierdza prof. Piotr Balcerowicz. W rozmowie z naTemat.pl orientalista i filozof ocenia trudną sytuacją Polaków, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie, wyjaśnia jaki wpływ nowa wojna może mieć na wzrost cen i dostępność surowców nad Wisłą, oraz mówi, co w tej sytuacji mogą zrobić nasze władze.

REKLAMA

Sytuacja na Bliskim Wschodzie pozostaje bardzo napięta po tym, jak w sobotę 28 lutego doszło do ataku Izraela i USA na Iran. W ramach odwetu Irańczycy rozpoczęli atak na izraelskie obiekty oraz na miejsca, w których znajdują się bazy USA m.in. w Bahrajnie, Katarze, Kuwejcie, Iraku i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Drony trafiły też w port w Omanie oraz tankowiec w Cieśninie Ormuz.

Prof. Piotr Balcerowicz w naTemat o tym, co grozi turystą na Bliskim Wschodzie

Weronika Tomaszewska-Michalak, naTemat: Jakie są największe zagrożenia dla turystów, którzy są w krajach ogarniętych konfliktem?

Prof. Piotr Balcerowicz: Teraz to nie jest okres, żeby tam latać. Zresztą nie da się dolecieć, bo przecież loty są odwołane i nie wiadomo, jak długo ta sytuacja potrwa. To może trwać nawet tygodniami, jeżeli wymiana ognia między Izraelem i Stanami Zjednoczonymi a Iranem będzie trwała tak długo.

Tak naprawdę na miejscu w krajach takich, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Oman, to zasadniczo nie powinno turystom nic poważnego grozić. Nie jest w interesie Iranu niszczyć, czy atakować tych krajów bezpośrednio. To, że wczoraj doszło do wystrzelenia ostrzegawczego paru dronów, czy rakiet w kierunku Emiratów i Bahrajnu, to trochę inna sprawa. Ważna rzecz, trzeba podkreślić, że były to ataki nie na Emiraty, czy na Bahrajn, czy Katar, tylko to były ataki na bazy amerykańskie tam ulokowane.

A bazy amerykańskie, tak jak ambasady na przykład, mają status eksterytorialny. To jest może drobna, subtelna różnica, ale Iran atakując te cele, nie atakował terytoriów tych krajów, tylko wydzielone obszary tych krajów, gdzie znajdują się wojskowe instalacje amerykańskie.

Czytaj także:

I raczej nie zanosi się, żeby Iran miał te kraje atakować. Skądinąd wczoraj około południa, kiedy mnie pytano w jednym z wywiadów o Dubaj, to wspomniałem, że spodziewam się w najbliższym czasie, że może coś polecieć w kierunku trzech punktów w Dubaju. I wymieniłem trzy punkty: tzw. "Ramka", Burdż Chalifa i "Żagiel". Drugie i trzecie zostało trafione parę godzin później.

Ale znowu to były wystrzały tylko ostrzegawcze, nie po to, żeby zniszczyć te konstrukcje, ale żeby pokazać, że Iran taką zdolność ewentualnie będzie posiadał, jeżeli Emiraty chciałyby się w ten konflikt włączyć i wyraźnie opowiedzieć militarnie po stronie amerykańskiej. Ale znowu prawdopodobieństwo czegoś takiego jest niezwykle małe.

A turyści w Izraelu?

Oczywiście w tej sytuacji turyści w Izraelu są dużo bardziej narażeni. W Izraelu mogą spadać rakiety irańskie w dużo większym stopniu niż w Dubaju, bo to Izrael jest tym głównym celem. Ale też w Izraelu jest naprawdę bardzo dobra obrona przeciwlotnicza, choć nie zawsze zdoła przechwycić wszystkie rakiety i drony.

Natomiast Izrael w ciągu ostatnich lat stał się krajem po prostu, mówiąc wprost, nieprzyjaznym turystom. Podróże po Izraela są niezwykle nieprzyjemne. Samo lądowanie na lotnisku Ben Guriona jest bardzo niemiłe. Ze względu na rozmaite kontrole, służby graniczne Izraela potrafią zadać pytanie, a po co pan tu przyjechał? Co pan tu robi? Człowiek jest traktowany bez cienia szacunku. To moim zdaniem narusza godność człowieka. Więc już traktowanie przez izraelskie służby graniczne na lotnisku już na samym wstępie nie nastraja do wjazdu turystycznego.

Czytaj także:

Co z powrotami, skoro linie lotnicze zawiesiły loty, a turyści utknęli na Bliskim Wschodzie?

Jedynym realnym problemem będzie to, jak stamtąd – to jest z krajów Zatoki Perskiej – się wydostać, gdy wymiana ognia będzie się przedłużała. I na razie szanse na wylot stamtąd są dość nikłe, bo żadne linie lotnicze nie będą latały nad tym regionem aż do zakończenia konfliktu.

Większość turystów jeździ do Zjednoczonych Emiratów, tj., głównie Abu Zabi i Dubaju, a tam lotniska są zamknięte i przez jakiś czas pozostaną. Arabia Saudyjska jest też niekoniecznie najlepszym punktem, żeby stamtąd próbować wylecieć. Tam, zresztą trzeba uzyskać wizę, choć łatwo się uzyskuje, a i tak nikt tam teraz nie lata. Największe szanse na w miarę spokojny wylot byłby przez Mascat w Omanie, o ile się tam otworzy lotnisku, bo loty do i z Mascatu też są zawieszone.

To tam ewentualnie powinno być nieco spokojniej niż w Emiratach czy Katarze, bo Oman jest poza właściwie obszarem krajów, które mogą być potencjalnie w konflikcie z Iranem. Wyjątkiem są tu wody terytorialne Omanu przy Cieśninie Ormuz – tam mogą następować ataki na statki przepływające przez tę cieśninę.

Jak długo to może potrwać? Jakie pan widzi scenariusze?

Tego nikt nie wie, bo to wszystko jest uzależnione w 100 proc. od tego, jak ta wojna długo będzie trwała, jak długo będzie trwała wymiana ognia, jaki ona będzie miała charakter. To może potrwać kilka dni, ale może to potrwać równie dobrze kilka tygodni.

Scenariuszy jest kilka, z punktu widzenia szybkiego zakończenia wojny. Jej szybkie zakończenie nie jest niemożliwe. Może dojść do sytuacji, że po wczorajszym zamordowaniu Alego Chameneiego, będzie jego nowy następca lada moment.

Wiemy też, że we wczorajszych atakach izraelskich i amerykańskich duża część elit wojskowych i politycznych została fizycznie wyeliminowana. To m.in. minister obrony, kilku szefów organizacji Strażników Rewolucji.

Te osoby są aktualnie zastępowane przez innych. Ale ci, którzy wchodzą na te stanowiska, mają świadomość, że znowu znajdą się na celowniku. Więc przejmując te urzędy, mogą być kolejnymi ofiarami rakiet izraelskich i amerykańskich. To z kolei może spowodować, że oni, albo kolejna grupa osób, które obejmą te stanowiska, będzie już bardziej skłonna do renegocjacji z Trumpem i jego oligarchami, a to może zakończyć wojnę.

To będzie scenariusz przypominający trochę Wenezuelę. W tym sensie, że następuje nie tyle wymiana czy porwanie prezydenta, ile po prostu wymiana całych kadr najwyższych w państwie. Te kadry mogą się zdecydować na pewną kooperację z USA z bardzo wielu powodów, ratując swoje życie i licząc na zniesienie sankcji amerykańskich. Iran będzie się wtedy rozwijał gospodarczo w nowych warunkach, bez sankcji, a oni będą czerpali bezpośrednie korzyści ekonomiczne z tego rozwoju, zarządzając rozwojem Iranu i budując swoje przedsiębiorstwa.

To jest możliwy scenariusz i w takim wypadku ten konflikt może się zakończyć w ciągu kilku dni. I to byłby w jakimś sensie najpomyślniejszy scenariusz, jeśli chodzi o szybkie zakończenie wojny.

Niekoniecznie jednak będzie pomyślny dla samych Irańczyków, bo ten reżim będzie tam nadal trwał. Zapewne w mniej opresyjnej postaci, ale jednak reżim pozostanie. Tylko będzie to reżim, który będzie współpracował z amerykańskimi oligarchami.

Taki scenariusz może się jednak nie powieść, ponieważ może dojść do rozłamu w obrębie władz irańskich. Część armii, taka nieco bardziej świecko nastawiona, mniej fanatyczna, mniej religijna, przystanie na układ z Amerykanami, ale druga część będzie bronić dotychczasowego układu.

W związku z tym te dwie frakcje mogą walczyć między sobą. Wówczas dojdzie do wojny domowej, a kontynuacja będzie to oznaczało kontynuację wojny w całym regionie, co z kolei będzie wiązało się z dalszym ostrzałem i zamkniętymi lotniskami cywilnymi.

Jaki ta wojna może mieć wpływ na surowce? Czy tutaj widzi pan jakieś zagrożenia?

Rozumiem, że głównie chodzi o ropę naftową i gaz. Na razie nie wyglądało na to, żeby Iran miał blokować Cieśninę Ormuz, gdzie przepływa ok. 20-25 proc. światowej ropy, choć może się to zmienić dosłownie w każdej chwili. Iran posiada dość skuteczne możliwości jej zablokowania.

Gdyby rzeczywiście chciał, może zablokować cieśninę, grożąc atakiem na przepływające tankowce, a w ostateczności zacząć ich ostrzał. I to nie tylko ostrzał ostrzegawczy, ale skutecznie taki, żeby tankowce zatrzymać, a w ostateczności zatapiać. Natomiast czy je zechce zatapiać, jest problematyczne, ponieważ zatopienie tankowca u własnych wybrzeży powoduje to, że to wybrzeże zostaje skażone nawet na dziesiątki lat ropą naftową.

Czytaj także:

Więc niekoniecznie Iran chciałby do tego doprowadzać, żeby całe swoje wybrzeże zniszczyć. Oczywiście nie jest to niemożliwe w sytuacji, kiedy reżim w Iranie uzna, że to jest jego ostatnia deska ratunku, żeby przeżyć, gdyż mamy tu do czynienia z wojną egzystencjalną dla reżimu w Iranie. Te ataki z kolei mogłyby nie tylko wpłynąć na gwałtowny spadek ropy naftowej na świecie, ale także mogłyby skutecznie zniszczyć turystykę w tamtym regionie, gdyż doszłoby do skażenia wybrzeża i plaż np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Polskie władze mogą coś zrobić w tym czasie?

To jest poza zasięgiem Polski, poza zasięgiem jakichkolwiek polskich wpływów. Polska co najwyżej, polski rząd, może się skupić na ostrzeganiu, ewentualnie na próbie ewakuacji osób, które tam utknęły. Tylko jak wiemy do Dubaju, do Emiratów jeżdżą tysiące turystów i nie da się ich ewakuować prosto i szybko. Na razie zresztą nie ma takiej potrzeby, choć muszą mieć oni świadomość, że mogą tam utknąć nadplanowo na kilka dni, a może nawet na kilka tygodni. Taka ewentualność jest.