Dystrybutor na stacji paliw, Donald Tusk
Donald Tusk mówi o dostawach i cenach paliw w Polsce. Nie do końca uspokoił kierowców. Shutterstock.com/UkrPictures, Miroslaw Durma, montaż naTemat.pl

Po ataku na Iran ceny paliw poszybowały w górę, a w poniedziałkowy poranek nastąpił kolejny gwałtowny wzrost notowań ropy. Odczuwamy to również na stacjach benzynowych w Polsce. Głos w sprawie dostaw i cen paliw zabrał premier Donald Tusk. Nie do końca uspokoił kierowców. Wspomniał też o Przemysławie Czarnku.

REKLAMA

28 lutego Izrael i Stany Zjednoczone zaatakowały Iran. Na Bliskim Wschodzie zapanował chaos, który szybko odczuliśmy także w Polsce. Nastąpił gwałtowny wzrost cen paliw na stacjach benzynowych, a chcąc uspokoić kierowców, komunikat w sprawie surowców wystosował Orlen. Następnie na ten temat wypowiedział się też premier Donald Tusk, zapewniając, że dostawy paliw są zabezpieczone. Chcąc stonować nastroje, jeszcze kilkukrotnie wydawano oświadczenia w tej sprawie. Teraz, po kolejnym skoku notowań ropy, Donald Tusk ponownie zabrał głos.

Donald Tusk komentuje wzrost cen paliw

– Dzisiaj w nocy prezydent Trump powiedział bardzo wyraźnie i brutalnie, żeby się nie przejmować, że tylko głupcy przejmują się wysokimi cenami ropy, a mądrzy ludzie rozumieją, że urosły tylko na chwilę i za chwilę spadną radykalnie. Ja chcę wierzyć w te słowa. Na pewno pan Czarnek powinien wierzyć, bo tam to zaufanie jest bezgraniczne – przekazał Donald Tusk podczas poniedziałkowej konferencji prasowej.

Premier dodał, że tym razem w jego wypowiedzi nie ma krzty ironii. Dodatkowo wskazał, że trwa szukanie dostępnych narzędzi, które pozwolą na złagodzenie kolejnych podwyżek cen dla kierowców.

– Nie ironizuję. Chcę podejmować i podejmuję odpowiedzialne decyzje. Ani Orlen, ani nikt inny nie ma prawa zarobić na tej sytuacji. Szukamy ostrożnych narzędzi tak, żeby te ceny nie wystrzeliły ponad to, co dzieje się wokół nas. W Polsce paliwa nie będą dwa razy tańsze niż u sąsiadów. Będziemy pilnować, żeby nikt na tym nie zarobił. Czekamy na spełnienie obietnicy, że wojna zaraz się skończy – tłumaczył.

Donald Tusk odniósł się również do kwestii dostaw paliw. Jak wyjaśnił, obecnie można zaobserwować wzmożony popyt na te surowce, jednak na tę chwilę nie trzeba martwić się o ich dostępność. Przynajmniej w następnych tygodniach. Nie wiadomo jednak, jak długo potrwa konflikt zbrojny, a tego, co mogłoby dziać się w kolejnych miesiącach, nie sposób przewidzieć.

– Na razie dostawy paliwa są zabezpieczone, mimo wyraźnego wzrostu zakupów na stacjach benzynowych. Dziś miałem wielogodzinną naradę w sprawie ryzyk związanych z wojną i cenami paliw. Jeśli chodzi o dostawy, magazyny, nie ma w tej chwili powodu do niepokoju. Paliwa w Polsce nie powinno zabraknąć, ale mówimy o perspektywie tygodni. Gdyby wojna miała się przedłużyć na długie miesiące, nikt nie wie, co będzie się działo na rynku ropy i benzyny na świecie – podkreślił premier.

Ropa znów podrożała. Kierowcy, przygotujcie portfele

Cena ropy w nocy z niedzieli na poniedziałek, czyli z 8 na 9 marca, w szczytowym momencie osiągnęła niemal 120 dolarów za baryłkę. Obecnie (stan na poniedziałek około godz. 15) wynosi ona niecałe 103 dolary za baryłkę.

Eksperci mówią o szoku naftowym. Przyczyn, jak zwykle, należy szukać w sytuacji geopolitycznej. Jak opisywaliśmy w naTemat, chodzi o wojnę w Iranie (ściślej mówiąc, duże znaczenie mają ataki na kluczową infrastrukturę energetyczną oraz wskazanie nowego najwyższego przywódcy Iranu, którym został Modżtaba Chamenei, syn zabitego ajatollaha). Co więcej, "Wall Street Journal" podaje, że Kuwejt zaczął ograniczać wydobycie ropy na części pól. Przyczyną jest zatrzymanie eksportu ze względu na paraliż żeglugi w Cieśninie Ormuz. Magazyny są pełne, a co za tym idzie – ropy nie ma już gdzie trzymać.

I cóż, przy takich notowaniach ropy na rynku światowym odczuwalny (dalszy) wzrost cen paliw na stacjach benzynowych jest raczej nieunikniony. Lepiej więc przygotować portfele na większe wydatki.