
Mam ciarki żenady, widząc internet zalany niemal identycznymi filmikami polityków PiS, którzy karnie pobiegli pod swoje stacje paliw, by wykonać polecenie partyjnej "góry" i pookładać Donalda Tuska rosnącymi cenami benzyny. Z jednej strony nie dziwię się im, wszak w 2022 roku ówczesna opozycja równie szybko postanowiła zbić polityczny kapitał na wielkich podwyżkach po inwazji Rosji na Ukrainę. Z drugiej – Prawo i Sprawiedliwość zdaje się slalomem omijać fakt, że tym razem rynek oszalał nie przez dyktatora ze wschodu, a przez ich idola zza oceanu.
To był zły poniedziałek dla Polski, ale nie dla PiS-u
Poniedziałkowy poranek dla zdecydowanej większości Polaków zaczął się od fatalnych wieści. Bezprecedensowy wzrost ceny za baryłkę ropy na światowym rynku wzbudził potężne pokłady niepokoju, bo wszystkim od razu przypomniał się bardzo trudny czas, jaki przeżywaliśmy przez długie miesiące po lutym 2022 roku. Ale politycy PiS rozpoczęli tydzień w znakomitych humorach. Naładowani dobrą energią po sobotnim mianowaniu Przemysława Czarnka na kandydata na premiera zwietrzyli doskonałą okazję do tego, by zaatakować rząd, celując w miękkie podbrzusze każdej władzy, czyli sytuację ekonomiczną.
Szybko powstał prosty hashtag #TuskŁupiPolaków i posłowie rozjechali się po Polsce, by znaleźć jak najwyższą cenę na pylonie przy stacji Orlen i nagrać krótki filmik. Z jednej strony przypominają na tych klipach słowa Donalda Tuska, który obiecywał litr benzyny po 5,19 złotych, z drugiej promują pomysł zaprezentowany przez Czarnka, czyli obniżenie akcyzy i VAT-u na paliwo.
Pielgrzymki posłów na stacje paliw
Wyszło, jak to w PiS-ie, koślawo. Kazimierz Smoliński popędził na autostradę A1, wiedząc, że w takich miejscach stacje zawsze mają najdroższe paliwo, i z dumą prezentował za swoimi plecami cenę 7,04 zł za litr 95-ki. Janusz Cieszyński z kolei tak cieszył się z pomysłu robienia filmików, że przez całe nagranie się uśmiechał, sprawiając wrażenie, że uderzenie w portfele Polaków jest dla niego w sumie całkiem optymistyczną wiadomością. Rolkę o paliwie nagrał też Robert Gontarz. Tak, ten sam Robert Gontarz, który po wygranej Trumpa wyszedł na swoje pole i nagrał swój żenujący Trump-dance do piosenki "Y.M.C.A.".
PiS traktuje bowiem paliwowy kryzys jako swego rodzaju prezent od Donalda Trumpa. Jego politycy nie krytykują działań prezydenta USA, choć ten sam nie wie, po co tę wojnę rozpętał i jakie cele ma w niej do osiągnięcia. Nie mogą, bo to ich guru, któremu hołd oddali nawet w polskim Sejmie, skandując jego nazwisko. Za to chętnie pomijają cały kontekst i kierują wektor swojej krytyki wprost na Donalda Tuska, który - w ich pokrętnej logice - postanowił zarobić na Polakach, windując ceny paliw.
Rząd broni się słabo, bo ma swoje na sumieniu
Widać, że rząd nie był gotowy na wizerunkowe kłopoty związane z globalnym szokiem paliwowym. Na poniedziałkową ofensywę PiS nie było zdecydowanej reakcji, a premier Tusk odpowiedział jedynie, że wszelkie pytania w tej sprawie trzeba kierować "do innego Donalda".
Zobacz także
Próbę odparcia ataku opozycji podjął szef MSWiA Marcin Kierwiński, pisząc na portalu X: "PiS to stan umysłu. Atakują polski rząd za efekty wojny, która wybuchła za sprawą innych". Ale bardzo szybko został ostrzelany swoimi własnymi wpisami z 2022 roku, kiedy robił dokładnie to samo - atakował polski rząd za efekty wojny, która wybuchła za sprawą innych ("Jedyny sukces Obajtka to paliwo u progu 8 zł", "Paliwo po 8 zł. Inflacja 14 proc. Tak rządzi PiS").
Nie możemy bowiem zapominać, że dzisiejsze cyniczne zagrywki Prawa i Sprawiedliwości to tak naprawdę w sporej mierze powtórka z tego, co Koalicja Obywatelska robiła w 2022 roku. Wtedy opozycja wzywała rząd do interwencji na rynku paliw, obarczała Morawieckiego winą za inflację, ten odpowiadał historią o putinflacji, przypominając, że to Putin wywrócił światowy porządek, atakując Ukrainę.
Dziś Tusk mógłby spokojnie ukuć nowy termin – trumpinflacja – ale i mniej zgrabnie to brzmi, i trudniej budować swoją narrację biorąc na celownik coraz bardziej nieprzewidywalnego, ale wciąż sojusznika.
Pierwszy ruch obronny rządu już jest – szykowane od 12 marca duże promocje na Orlenie. Są też pozytywne dla światowej gospodarki sygnały z Białego Domu, bo Trump zorientował się, że poza jego najbliższą ekipą nie ma w USA zbyt wielu entuzjastów wojny, więc zasugerował, że wkrótce może ona się skończyć. Ale nawet jeśli tak się stanie, to zawirowania na rynkach zostaną z nami na dłuższy czas, a PiS będzie okładał Tuska kanistrami do momentu wyczerpania się drogiego politycznego paliwa.
