Ceny paliw 3 kwietnia. Poznaliśmy maksymalne stawki za benzynę i olej napędowy
Minister Energii podał maksymalne ceny paliw na 3 kwietnia. Ile zapłacimy za benzynę i diesla? Fot. Adam bartosik / Shutterstock

Mamy doskonałe wieści dla polskich kierowców, bo jutro na stacjach benzynowych zapłacimy za tankowanie mniej niż dzisiaj. Nowe limity cen dyktowane przez władze przynoszą obniżki. Ile zapłacimy 3 kwietnia (Wielki Piątek) za benzynę i olej napędowy?

REKLAMA

Jeszcze wczoraj obserwowaliśmy niepokojące podwyżki stawek za benzynę. Wydawało się, że trend wzrostowy utrzyma się na dłużej. Jednak dzisiejsze obwieszczenie Ministra Energii odwraca tę sytuację. Ustalono zupełnie nowe maksymalne ceny paliw na jutro, które wyraźnie spadają w dół.

Nowe maksymalne ceny paliw na stacjach na 3 kwietnia

Szef resortu energetyki Miłosz Motyka codziennie publikuje najświeższe limity w Monitorze Polskim. Właśnie tak prezentują się dokładne ceny paliw obowiązujące od jutra, uwzględniające wprowadzony podatek:

  • Benzyna 95 – 6,19 zł, co oznacza spadek o 4 grosze względem dzisiejszych 6,23 zł.
  • Benzyna 98 – 6,80 zł, dając obniżkę o 4 grosze od dzisiejszych 6,84 zł.
  • Olej napędowy – 7,64 zł, a więc o 1 grosz taniej niż dzisiaj.
  • Tym samym odwrócono niekorzystny trend z poprzednich dni (w środę i czwartek ceny wzrosły o parę groszy). Teraz w końcu potaniały wszystkie paliwa przy dystrybutorach. Zatem wyjazdy na wielkanocny weekend będą ciut lżejsze dla naszych portfeli.

    Jak działa algorytm CPN? Państwo dyktuje maksymalne ceny na stacjach

    Pakiet ustaw CPN (Ceny Paliw Niżej) to złożony mechanizm, który ma chronić kierowców maksymalnie do końca czerwca. Bazą do wyliczeń pozostaje uśredniona wartość hurtowa z dnia poprzedniego. Do rynkowej podstawy doliczane są zminimalizowane koszty operacyjne.

    Obejmują obciętą do unijnego minimum akcyzę, obowiązkową opłatę paliwową oraz marżę dla sprzedawców utrzymaną na poziomie 30 groszy za litr. Całość operacji zamyka podatek od towarów i usług, pomniejszony na ten niespokojny czas z 23 proc. do poziomu zaledwie 8 proc.

    Przez wojnę rosną stawki za baryłkę ropy. Konflikt na Bliskim Wschodzie nie ma końca

    Dzisiejsze obniżki cieszą, ale sytuacja na Bliskim Wschodzie nie jest optymistyczna. Mija już miesiąc od rozpoczęcia wojny USA i Izraela z Iranem. Donald Trump w ostatnim orędziu brutalnie groził Irańczykom, że "będzie ich bombardował, aż powrócą do epoki kamienia łupanego, gdzie jest ich miejsce". Zapewnił, że "strategiczne cele są prawie zrealizowane" i Stany "opuszczą" Iran w ciągu dwóch do trzech tygodni. Prezydent USA nie zadeklarował, w jaki sposób chce zakończyć wojnę, ani co dalej zamierza, aby to osiągnąć.

    Już w zeszłym tygodniu rząd był przygotowany na to, że wojna jeszcze potrwa. "Najbliższe dni mogą doprowadzić do eskalacji tej sytuacji. Nie możemy więc spodziewać się radykalnej poprawy sytuacji na rynku paliw" – mówił premier Donald Tusk 27 marca. Wprowadzona 31 marca (wtorek) tarcza jest właśnie takim zabezpieczeniem.

    Niestety rodzimy sektor to tylko trybik w globalnej machinie. Nawet najlepsze rozwiązania z czasem mogą ustąpić przed naporem rosnących kwot za baryłkę ropy (dziś znów wzrosła do niemal 110 dolarów). Odgórne obniżki dają nam chwilę wytchnienia, ale z tyłu głowy musimy mieć świadomość, że o wiele taniej na razie nie będzie.