
Wielkanocne stoły uginały się od tradycyjnych potraw, a także słodkości, po które co roku chętnie sięgają Polacy. Ale nie każdy wie, co dodawane jest do naszych ulubionych produktów, po które sięgamy w święta. Sprawdzamy więc, co kryło się w składach popularnych słodkości na Wielkanoc.
Wielkanoc w tym roku obchodziliśmy 5 kwietnia. Większość Polaków skończyła dojadać z lodówki ostatnie świąteczne potrawy, a suto zastawione niedzielne stoły są już wspomnieniem. To idealny czas na chwilę refleksji, która przyda się przed kolejnymi świętami. Przyjrzyjmy się zatem składom pyszności, którymi zajadaliśmy się na Wielkanoc.
Na starcie uczciwie uprzedzamy, że pominiemy temat królowej świątecznego stołu, czyli sałatki jarzynowej, czy też innych wytrawnych dań i produktów (np. żurku, jaj faszerowanych, sałatki wiosennej, pieczywa). O tym, że nadmiar majonezu (czy tłuszczu w ogóle) nie jest zdrowy, raczej nikogo nie trzeba przekonywać. Tym razem nie będziemy też analizować, czy łączyć pomidora z ogórkiem lub skąd kupować warzywa na sałatkę. Pochylmy się za to nad deserem, a jest nad czym, bo po wielkanocnym szaleństwie pora zrobić rachunek sumienia.
Gotowe ciasta na Wielkanoc. Skład może wystraszyć
W ferworze przedświątecznych przygotowań często sięgamy po gotowe produkty lub półprodukty. I tak na Wielkanoc kupujemy mazurki z dyskontu lub cukierni, decydujemy się na serniki, baby piaskowe, biszkopty (gotowe spody lub całe ciasta), rolady... Ale czy wrzucając je do sklepowych koszyków, na pewno przywiązujemy odpowiednią wagę do składu?
Przyznam szczerze, że w tym przypadku nie rzucę kamieniem. Ot, zdarza mi się włożyć do koszyka produkt po zaledwie pobieżnym przejrzeniu etykiety. Ale gdy czytam o składach gotowych ciast, obiecuję sobie to zmienić. Choć należy uczciwie podkreślić, że wszystkie produkty dopuszczono do obrotu w handlu spożywczym.
Lista składników w ciastach z dyskontów potrafi być dłuższa niż paragon za świąteczne zakupy. Znajdziemy w nich sporo dodatków z literką "E". Możemy wyczytać z nich, czy substancje, które dodano, są: barwnikami (E 100-199), substancjami konserwującymi (E 200-299), przeciwutleniaczami lub regulatorami kwasowości (E 300-399), stabilizatorami, emulgatorami lub substancjami zagęszczającymi (E 400-499), spulchniaczami (E 500-599), wzmacniaczami smaku i zapachu (E 600-699), środkami słodzącymi (E 900-999) czy też stabilizatorami, konserwantami i zagęstnikami (E 1000-1999).
Zobacz także
Składniki w gotowych ciastach: biszkopt, mazurek, szarlotka
I tak np. w biszkopcie z owocami możemy natknąć się na składniki spulchniające, w tym skrobię modyfikowaną, gumę ksantanową, metylocelulozę. Analiza WP Kobieta wykazała, że w jednym z ciast dostępnych w markecie do kremu dodano margarynę oraz aromat (nie wiadomo, czy naturalny, bo producent nie ma obowiązku informowania o tym). Technolog żywności i żywienia z Katedry Żywności Funkcjonalnej i Towaroznawstwa SGGW Krzysztof Świderski w rozmowie z serwisem zauważał także:
– Zapis "galaretka o smaku np. brzoskwiniowym" oznacza, że w składzie nie ma soku brzoskwiniowego, tylko aromat.
Ekspert wskazywał, że substancji dodatkowych (w tym "E") jest "pewnie z 10". – Firmy dostarczają ciastkarniom gotowe komponenty, które wykorzystywane są do produkowania ciast. Mogą być w proszku lub w postaci kremu czy przecierów owocowych. By wydłużyć trwałość, do komponentów dodaje się substancje chemiczne tj. benzoesan sodu czy sorbinian potasu – tłumaczył.
Następnie na tapet wzięto dostępny w jednym z marketów mazurek wielkanocny. W konkretnym analizowanym przypadku w składzie znalazły się mąka pszenna i margaryna, a w nawiasie także olej palmowy i rzepakowy. Później emulgatory, substancje konserwujące (sorbinian potasu) i barwnik annato. Tych nie trzeba się jednak bać. Ale do kremu czekoladowego dodano tłuszcz roślinny utwardzony.
– Może on zawierać izomery trans, a te zawarte w utwardzonych tłuszczach roślinnych zwiększają ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia – przestrzegał w rozmowie z WP prof. Świderski.
Analizie poddano także szarlotkę. Tu w składzie na pierwszym miejscu podano "jabłka prażone kostka", co jest dobrym znakiem. Prof. Świderski tłumaczy, że skład produktów podaje się od najwyższej do najniższej zawartości składników w składzie recepturowym wyrobów. Dalej w szarlotce można było znaleźć substancje konserwujące: benzoesan sodu i sorbinian potasu.
– Oczywiście lepiej, by ich nie było, ale jak wiadomo są powszechnie stosowane, bo zapewniają dłuższy okres przydatności do spożycia – wyjaśnia technolog żywienia.
Na końcu składu podano jeszcze karoten, czyli naturalny barwnik. Jego także nie należy się bać.
Składy słodyczy, które jemy na Wielkanoc
Ciasta to jedno, ale jeszcze szerszą kategorią są wielkanocne słodycze. Czekoladowe jajka, baranki, zajączki, cukierki, a wszystko to umiejscowione tak, żebyśmy podczas zakupów przeszli obok i wrzucili wybrane frykasy (często w korzystnej promocji) do koszyka lub wózka. To przemyślana strategia, ale zanim skusimy się na słodkości, poświęćmy chwilę na analizę ich składu.
– Jakość przemysłowych produktów cukierniczych zależy od tego, co dany producent zdecydował się umieścić w ich składzie – mówi serwisowi Strona Zdrowia dietetyk Jadwiga Przybyłowska, ekspert kampanii edukacyjnej "Słodka Równowaga".
– Często możemy spotkać się z taką zależnością, że im tańszy produkt, tym gorsza jest jego jakość. Te tańsze produkty mogą zawierać np. polepszacze smaku czy gorszej jakości tłuszcz. Decydując się na produkty znanych, bardziej prestiżowych marek zmniejszamy to ryzyko, ale pamiętajmy, żeby stosować zasadę ograniczonego zaufania – przed włożeniem produktu do naszego koszyka zawsze powinniśmy zapoznać się z jego składem na etykiecie.
Pewną podpowiedzią może być... długość składu. Im krótszy, czyli prostszy, tym lepszy – przynajmniej zazwyczaj. Lampka ostrzegawcza powinna zapalić się nam wtedy, gdy w składzie znajdziemy np. sztuczne aromaty lub barwniki czy gumę arabską. Dietetyk Jadwiga Przybyłowska radzi też, by uważać na niektóre dodatki, jeśli zamierzamy podać słodycze dzieciom. Mowa w szczególności o takich składnikach, jak polirycynooleinian poliglicerolu (E476), a także substancjach spulchniających, np. E500.
Ekspertka w rozmowie ze Stroną Zdrowia ostrzega, by unikać substancji spulchniających oraz syntetycznych emulgatorów. W wyrobach czekoladowych lepszym wyborem będzie naturalny emulgator, tj. lecytyna sojowa.
– (...) polirycynooleinian poliglicerolu jest słabo przebadany i zwłaszcza dzieci powinny unikać takiego dodatku w żywności. Z kolei E500, czyli węglan sodu, jest częstym dodatkiem do żywności, co u osób z wrażliwym układem pokarmowym może wywoływać efekt nadwrażliwego jelita czy zgagi – ostrzega Przybyłowska.
Unikajmy także produktów zawierających sztuczne barwniki i konserwowanych benzoesanem sodu. Jadwiga Przybyłowska powołuje się na "badania z Southampton", które przeprowadzono w Wielkiej Brytanii w 2007 roku. Sprawdzano wówczas, jak spożycie sześciu barwników wpływa na zachowanie dzieci. Badane były: tartrazyna (E 102), żółcień chinolinowa (E 104), żółcień pomarańczowa FCF (E 110), azorubina (E 122), czerwień koszenilowa A (E 124) i czerwień Allura AC (E 129).
Dietetyk wskazuje, że wyniki sugerowały, iż spożycie napoju z mieszanką barwników miało związek z nadaktywnością u dzieci w dwóch grupach wiekowych (badano 8- i 9-latków oraz 3-latków). Wśród objawów wymienia "przerywanie lub mówienie zbyt wiele, 'wiercenie się', wzburzenie z błahej przyczyny (impulsywność), niepokój, nadpobudliwość ruchową, problemy z koncentracją". Co ważne, obecnie w krajach UE konieczne jest zamieszczanie ostrzeżenia na etykietach środków spożywczych, które zawierają któryś z wymienionych barwników.
Podczas wybierania słodyczy na Wielkanoc należy zwrócić też uwagę na ich kaloryczność i ilość zawartego cukru. Niewielkie przekroczenie zapotrzebowania kalorycznego, jeśli mówimy o sytuacji "od święta", nie będzie miało dla konsumenta zgubnych skutków, ale należy zachować umiar. Ekspertka podkreśla, że niektóre wielkanocne słodkości mają w składzie nawet kilka substancji słodzących, np. jednocześnie cukier, glukozę i syrop glukozowy.
– Co ważne, czysta glukoza wchłania się jeszcze szybciej niż cukier, a więc bardziej wpływa na wysoki poziom glukozy, czyli cukru we krwi. Sprzyja to insulinooporności, a w konsekwencji cukrzycy typu 2 i oczywiście otyłości – wymienia.
Cukry proste powinny stanowić ok. 10 proc. dziennego zapotrzebowania kalorycznego tak u dorosłych, jak i dzieci. Jeśli zaś chodzi o czekoladę, zaleca się, by jeść jej maksymalnie 20 g dziennie (to ok. 1/5 tabliczki). Są one wysokokaloryczne, zwykle ok. 500 kcal na 100 g produktu. Mówimy zarówno o czekoladach mlecznych, jak i gorzkich (te drugie mają większą zawartość tłuszczu).
Czekolady nie powinno się podawać dzieciom w wieku poniżej 2 lat, bo zawiera ona kofeinę (średnio ok. 60-70 mg w tabliczce gorzkiej czekolady). Ekspertka zauważa też, że problem mogą stanowić "właściwości uczulające kakao oraz bardzo zróżnicowany skład wyrobów czekoladowych, a więc większy potencjał alergizujący związany z obecnością białka mlecznego czy laktozy".
Jak w takim razie wybierać ciasta i słodycze na Wielkanoc, ale nie tylko? Oczywiście najlepszą decyzją będzie zrobienie ich samodzielnie, bo wtedy dobrze wiemy, co znajduje się w składzie. Ale sięgnięcie po gotowe produkty również nie będzie błędem. Po prostu czytajmy składy i analizujmy etykiety. A jeśli nie robiliście tego w te święta, wyciągnijcie wnioski przed kolejnymi.
