
Łukasz Litewka od lat walczył o porzucone zwierzęta. Po tym, jak do mediów trafiła informacja o tym, że poseł Lewicy zginął w wypadu, organizacja DIOZ postanowiła zorganizować marsz, aby oddać mu hołd. Sprawa wywołała jednak masę kontrowersji. Anna Maria Żukowska przyznaje, że to "wykorzystywanie tragicznej śmierci do promowania siebie".
W najbliższą niedzielę (26 kwietnia) w Warszawie ma się odbyć marsz poświęcony tragicznie zmarłemu posłowi Nowej Lewicy Łukaszowi Litewce. Organizatorem jest pozarządowy Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ), którego działalność budzi od pewnego czasu masę kontrowersji.
Jeszcze do niedawna niedzielny protest był planowany pod hasłem "Zerwijmy łańcuchy". Po tym, jak w mediach pojawiła się wiadomość o śmierci Łukasza Litewki DIOZ zdecydował, że będzie to jednak marsz poświęcony właśnie posłowi, który angażował się w działania na rzecz poprawy losu zwierząt.
DIOZ organizuje marsz dla Litewki
Szef organizacji Konrad Kuźmiński w mediach społecznościowych zaczął nagłaśniać wydarzenie, wspominając, że Łukasz Litewka "nie odwracał wzroku od cierpienia zwierząt" i konsekwentnie walczył o ich prawa. "Spotykamy się, aby pamiętać, kim był i o co walczył" – napisał.
W sprawie momentalnie pojawiły się jednak głosy sprzeciwu. O tym, że członkowie Lewicy nie mają zamiaru pójść w marszu, poinformowała przewodnicząca tego klubu parlamentarnego Anna Maria Żukowska.
"Lewica nie weźmie udziały w tym wydarzeniu. Traktujemy to jako wykorzystywanie tragicznej śmierci naszego kolegi do promowania siebie, a nie do upamiętnienia Łukasza. Nie ma zgody na 'Litewka Washing'" – czytamy w jej oświadczeniu.
W zakończeniu wpisu polityczka nawiązała do greenwashingu, czyli nieuczciwych praktyk w promowaniu, kreowaniu wizerunku firmy.
Dodajmy, że DIOZ to organizacja pozarządowa, której działalność od dawna wywołuje szeroką dyskusję i skrajne emocje. Jej szef i członkowie są znani z bardzo radykalnych interwencji, które nieraz okazywały się bezpodstawne. Pojawiały się też oskarżenia o nieprawidłowości finansowe czy manipulacje wizerunkowe. Sprawę DIOZ bada Prokuratura Rejonowa w Świdnicy.
Zobacz także
Litewka był przeciwny niektórym działaniom szefa DIOZ
Co warto wspomnieć, jeszcze niedawno sam Litewka nie miał dobrego zdania o DIOZ i o tym, co robił Konrad Kuźmiński. Gdy trwała walka o zamknięcie schroniska w Sobolewie, gdzie w dramatyczny sposób traktowano zwierzęta, między Litewką a Kuźmińskim doszło do spięcia.
Lider DIOZ zorganizował protest, na którym wykrzykiwał "Gdzie pan jest panie L.". Litewka później odpowiedział mu w social mediach, że był na 90. urodzinach dziadka, ale to nie zmienia faktu, że włącza się w pomoc zwierzętom i był w Sobolewie w innych dniach.
Natomiast to, co zrobił Kuźmiński, nazwał "prowadzeniem show". Co więcej, szef DIOZ wplątał do tego politykę. "Mówi pan, że nie zrobiłem nic w sejmie? Jestem tam 2 lata, a w temacie praw zwierząt wydarzyło się więcej niż przez ostatnie 20 lat. I ja także mam świadomość tego, że jest jeszcze wiele do zrobienia, ale zamiast kłócić się i obrażać, wolę rozmawiać" – zaznaczył w odpowiedzi Litewka.
"Szkoda, że protest zamienił pan w więc polityczny i obrażanie wszystkich, nawet tych, którzy chcą działać w tym temacie razem. Rozumiem, że pana ego nie jest w stanie pomieścić nas razem. Proszę jednak pamiętać o psach z Sobolewa. Ich polityka nie interesuje" – zwracał uwagę poseł.
Dziś, gdy DIOZ chce organizować dla niego marsz, ludzie się temu sprzeciwiają. Przypomnijmy, że 23 kwietnia Łukasz Litewka zginął tragicznie w wypadku. Jechał rowerem i został potrącony przez samochód, którym kierował 57-letni mieszkaniec Sosnowca. Sprawą już zajęły się odpowiednie służby. Zapanowano przesłuchanie i sekcję zwłok.
