Łukasz Litewka, poseł Lewicy
Łukasz Litewka nie żyje. Internauci na własną rękę szukają sprawcy Oficjalny profil Łukasza Litewki na Facebooku potwierdził wiadoość o śmierci posła. Facebook.com/llitewka

Ktoś wykreował emerytowanego policjanta, nadał mu imię i pierwszą literę nazwiska. Potem stworzył historię o jego korespondencji z partnerką zmarłego tragicznie posła Łukasza Litewki. Później dowiedzieliśmy się o rzekomym "aresztowaniu" kobiety. Festiwal teorii spiskowych i dezinformacji rozkręcił się do tego stopnia, że coraz trudniej oddzielić fakty od fikcji. A wszystko to w czasie, gdy najbliżsi posła próbują poradzić sobie z niewyobrażalną stratą.

REKLAMA

Oczywiście nie ma w nas zgody na to, by młody człowiek wyszedł na rower i już z niego nie wrócił. Buntujemy się przeciwko takiemu scenariuszowi.

Najbardziej cierpią bliscy zmarłego Łukasza Litewki, ale emocje rozlewają się szerzej – obejmują opinię publiczną.

W naturalny sposób chcemy wiedzieć, co dokładnie się wydarzyło, kto był sprawcą tragedii i czy tej śmierci można było uniknąć. Niecierpliwimy się, że o sprawcy nie wiemy nic poza tym, że ma 57 lat.

Nie znamy jego zawodu ani nawet inicjałów. Zaczynamy więc sami je dopisywać.

Eksperci z NASK: Śmierć znanej osoby to "zapalnik"

W tę informacyjną próżnię ktoś wrzucił inicjały: Bernard Ż. Dopisał, że sprawca wypadku to były funkcjonariusz policji z Sosnowca. To wystarczyło, by rozpętać lawinę.

Potem pojawiły się "informacje", że policja niespodziewanie wkroczyła do domu i aresztowała partnerkę posła, rzekomo po odkryciu SMS-ów i tajnych umów z kierowcą.

Niektórzy zaczęli pisać, że wcześniej (nieistniejący!) Bernard Ż. jeździł po okolicy i wypytywał o posła.

Internauci, karmieni sensacją, zaczęli masowo udostępniać te rewelacje w sieci. Tylko jeden z bardzo wielu kłamliwych postów zebrał 1,5 tys. reakcji i prawie 200 udostępnień.

O wyjaśnienie tego mechanizmu zapytałam ekspertów z Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK. Jak tłumaczą, teorie spiskowe często pełnią funkcję porządkowania rzeczywistości w sytuacjach, które wiążą się z dużą niepewnością:

"Każde wydarzenie, zwłaszcza nagłe, wywołujące silne emocje, może stać się pożywką dla ich powstawania. Nagła śmierć znanej osoby jest jednym z wielu możliwych "zapalników". Może działać tutaj błąd poznawczy, który polega na przekonaniu, że znaczące, doniosłe wydarzenia muszą mieć równie istotne i celowe przyczyny, a nie mogą być wynikiem przypadku, splotu drobnych czynników czy zwykłych błędów"

Jak tłumaczą dalej, śmierć osoby rozpoznawalnej i zaangażowanej społecznie szczególnie sprzyja takim reakcjom.

To nie pierwszy raz, kiedy ludzka tragedia staje się paliwem dla dezinformacji. Mechanizm jest powtarzalny: pojawia się emocjonalne wydarzenie, a wokół niego szybko budowana jest narracja wskazująca "winnych", często dopasowanych do bieżących napięć społecznych czy politycznych. W podobnych przypadkach obserwowaliśmy już próby kierowania gniewu w stronę konkretnych grup.

Dziś efekty są podobne: zamiast spokojnego wyjaśniania okoliczności zdarzenia, instytucje muszą reagować na krążące w sieci nieprawdziwe informacje.

Policja Śląska wydała jednoznaczny komunikat, który ucina spekulacje:

"Kierujący pojazdem marki Mitsubishi nie był funkcjonariuszem Policji. Poza kierującym pojazdem nie zatrzymano żadnych innych osób. Z dotychczasowych ustaleń nie wynika, aby zdarzenie miało charakter umyślny"

Jak podają dalej policjanci, kierowcy przedstawiono zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym.

"Postępowanie prowadzi Prokuratura. Czynności są w toku, a jedynym wiarygodnym źródłem informacji są organy prowadzące postępowanie" – przypominają.

Mimo to w komentarzach nadal pojawia się fala oskarżeń. Internauci odbijają piłeczkę, twierdząc, że "policja kryje swojego" i że "będą bronić byłego policjanta".

Dezinformacja jest niebezpieczna, podejrzany pod ochroną

Tego typu treści rozprzestrzeniają się łatwo: są emocjonalne, sensacyjne i angażujące. W praktyce często "wygrywają" z bardziej wyważonymi, opartymi na faktach komunikatami.

Dalsza część tekstu poniżej

Jak nie stać się częścią tego mechanizmu?

Eksperci z NASK wskazują na potrzebę ostrożności i proponują prostą zasadę: dystans wobec treści, które wywołują silne emocje. Przypominają też o swoim systemie SPRAWDZAM:

"Należy z nieufnością podchodzić do treści sensacyjnych i wzbudzających skrajne emocje. Warto zestawiać je z komunikatami służb badających tę sprawę. Warto też mieć świadomość istnienia algorytmów, które mogą premiować treści najbardziej sensacyjne. Przypominamy o naszym systemie SPRAWDZAM: S jak SENSACJA, P jak PROWOKACJA, R jak RACJONALNOŚĆ, A jak AUTOR, W jak WYBIÓRCZOŚĆ, D jak DYSKREDYTACJA, Z jak ZAMIAR, A jak ANALIZA, M jak MANIPULACJA".

Podejrzany opuścił areszt i – jak poinformował media rzecznik prokuratury w Sosnowcu, Bartosz Kilian – został objęty kompleksową ochroną policji. Powodem są niepokojące wpisy pojawiające się w mediach społecznościowych, w tym próby ustalenia jego danych oraz miejsca pobytu.

To kolejny przykład tego, jak napięcie i dezinformacja w sieci przekładają się na realne działania służb.

Zapytałam ekspertów NASK również o to, czy w przypadku tragedii posła Litewki mamy do czynienia z czystymi emocjami internautów, czy może widać tam ślady celowej, zorganizowanej manipulacji. NASK zachowuje tutaj niezbędną w takich sprawach powściągliwość:

"Na ten moment jest zbyt wcześnie, żeby wydawać jakiekolwiek sądy czy opinie – jako Ośrodek Analizy Dezinformacji na bieżąco monitorujemy sytuację. Zachęcamy też do śledzenia komunikatów policji i prokuratury, które stanowią najbardziej wiarygodne źródło informacji".

Szacunek należy się przede wszystkim zmarłemu i jego rodzinie, która przechodzi przez piekło. Doklejanie do tej tragedii politycznych spisków i kłamstw o zatrzymaniach najbliższych jest po prostu nie do przyjęcia.