Donald Trump w trakcie przemówienia.
Donald Trump wprowadza sankcje, które docelowo mają uderzyć w Niemcy. Polska ucierpi na nich równie mocno. Fot. whitehouse.gov / Materiały prasowe

Donald Trump zapowiada wycofanie jeszcze większej liczby żołnierzy z terenu Niemiec. Planuje on też objęcie UE cłami, które szczególnie mocno mogą uderzyć w sytuację polskich firm z sektora automotive.

REKLAMA

Pentagon pragnie ograniczyć liczebność amerykańskich żołnierzy na terenie Niemiec. Zapowiedzi z 2 maja 2026 roku dotyczyły relokacji 5 tys. członków personelu wojskowego. Teraz okazuje się, że liczba ta ma zostać podniesiona.

Donald Trump skomentował doniesienia o wycofaniu amerykańskich żołnierzy w trakcie sobotniej konferencji. Jak podaje CNBC, prezydent USA zapowiedział jeszcze ostrzejsze cięcia w liczebności kontyngentu. Prezydent nie podał precyzyjnej liczby, ale stwierdził, że będzie to "znacznie więcej niż 5 tys."

Niemcy są najważniejszym amerykańskim partnerem militarnym w Europie. Na ich terenie goszczonych jest około 35 tys. żołnierzy. Kraj rządzony przez Friedricha Merza stanowi logistyczny hub dla USA, który ułatwia operacje w regionie Europy, Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu.

Działanie Donalda Trumpa jest bezpośrednią reakcją na krytykę ze strony kanclerza Niemiec. Wobec kursu kolizyjnego z europejskimi liderami, prezydent USA zdecydował się na jeszcze jeden drastyczny krok, który nie dotyczy sfery militarnej, a silnie uderzy w Stary Kontynent (w tym w Polskę) gospodarczo.

Nowe cła Donalda Trumpa to poważny cios w UE

Jak podaje BBC, Donald Trump w kolejnym tygodniu (4-10 maja) planuje podniesienie ceł na samochody i ciężarówki z Unii Europejskiej o 25 proc. Działanie to jest wymierzone w niezwykle rentowną gałąź przemysłu, która od ponad wieku stanowi dumę Starego Kontynentu.

Rynek amerykański jest niezwykle atrakcyjny z perspektywy europejskich producentów. Trafiają tam auta z segmentu premium. Marki takie jak Porsche, Audi, BMW, Mercedes-Benz są w USA modne, ikoniczne i kojarzą się z wysoką jakością, a także swego rodzaju europejską egzotycznością. Amerykański styl życia zbudowany jest wokół samochodów, a walka o klienta ze Stanów Zjednoczonych to ważny element strategii europejskich producentów.

Tak wysokie cła silnie ograniczają konkurencyjność samochodów produkowanych w UE na rynku amerykańskim. Rynek ten jest atrakcyjny również z perspektywy rodzimych, amerykańskich producentów, ale także tych z Dalekiego Wschodu. Informacja o podniesieniu ceł na europejskie samochody, o ile decyzja wejdzie w życie i zostanie utrzymana, bo wiadomo jak to bywa z Donaldem Trumpem, z pewnością wywoła niejeden uśmiech na twarzach członków zarządów gigantów pokroju Toyoty, Hyundaia, Kii czy Hondy.

W Europie blady strach. Cios w sektor automotive odczuje też Polska

Polski sektor automotive nie może spać spokojnie. A przypomnijmy – to jedna z najważniejszych gałęzi polskiej gospodarki. Nasz kraj jest nie trybikiem, a kołem zamachowym w łańcuchu dostaw niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego.

Największe firmy z Niemiec bardzo chętnie wykorzystują produkowane nad Wisłą silniki, skrzynie biegów, akumulatory, elektronikę i elementy z tworzyw sztucznych.

Amerykańskie sankcje, bo tak w zasadzie należy nazwać proponowane przez Waszyngton cła, w rzeczywistości mogą w długiej perspektywie wpłynąć na liczbę zamówień w polskich zakładach, a co za tym idzie, na ich przychody.

Sankcja jest słowem mocnym, ale działania Donalda Trumpa bardzo często określane są jako odwetowe. Dziennik "Le Monde" nazwał sytuację wojną handlową z Europą. Cła są pokłosiem m.in. europejskiej niesubordynacji w trakcie operacji Epic Fury. Chodzi tu oczywiście o wojnę na Bliskim Wschodzie, której władze większości kluczowych gospodarek w UE otwarcie nie popierają.