Sum zjadł nurogęś w Łazienkach Królewskich
Nurogęsi stały się gwiazdami Instagrama. Zjedzenie jednej z nich przez suma doprowadziło do poruszenia w sieci Fot. Aleksander Jura/Miasto Stołeczne Warszawa/Facebook

Warszawa od kilku tygodni oszalała na punkcie nurogęsi. Są to chronione drapieżne kaczki, które po wykluciu się ruszają w podróż z Łazienek Królewskich do Wisły. Podczas ich przemarszu wstrzymywany jest ruch na drogach, a w bezpiecznej wędrówce pomagają im wolontariusze. Jednak podczas majówki nikt nie mógł uratować samicy prowadzącej 11 młodych.

REKLAMA

Nurogęsi w Warszawie to żadna nowość. Te znajdujące się pod ochroną kaczki są stałym elementem stołecznej fauny, ale to w tym roku stały się instagramowym fenomenem. Sieć zalewały kolejne nagrania z kaczuszkami i ich mamami w roli głównej. Jednak w sobotę 2 maja doszło do brutalnej demonstracji siły natury. Warszawiacy przejęli się tym, że jedna z samic przeprowadzających młode została pożarta przez suma.

Internet rozpacza, bo sum zjadł nurogęś w Łazienkach Królewskich w Warszawie

Nurogęsi to bardzo charakterystyczne kaczki. Młode wyglądają rozczulająco, ale i dorosłe samice, za sprawą brązowych pióropuszy, cieszą się dużą sympatią. A jak wiadomo, wszystko, co ładne, prędzej czy później zyskuje ogromną popularność w mediach społecznościowych.

W tym roku warszawiacy i wielu internautów oszaleli na punkcie nurogęsi i ich wędrówek z dziupli w Łazienkach Królewskich do Wisły. W trakcie takiej sobotniej wyprawy samica, która przepływała przez staw w Łazienkach, została zaatakowana przez suma. Ryba zjadła matkę i jedno młode, a pozostałe kaczątka złapano i przewieziono do azylu przy warszawskim zoo. Drapieżnik sprowadził na ziemię tysiące rozmarzonych obserwatorów przyrody i podgrzał sekcję komentarzy pod postem Zarządu Zieleni Warszawy, w którym poinformowano o całym zdarzeniu.

"Boszzzz!!! Macie tam jakieś piranie?", "Jakie ryby wy tam trzymacie? Szczupaki?", "Ło matko… co tam żyje? Jakiegoś krokodyila tam hodują?", "Co wy tam macie? Rekiny?", "Pożarta przez rybę??? To, co tam za potwory pływają?!" – brzmiały kolejne komentarze zszokowanych osób. Pojawiły się nawet wpisy, że takiego suma trzeba odłowić, bo stanowi zagrożenie i jest szkodnikiem. Całą sprawę szybko skomentowano.

Łazienki Królewskie nie zamierzają walczyć z rybami

Ryby w stawach w Łazienkach Królewskich są całkowicie normalnym i naturalnym zjawiskiem. Zbiorniki zostały zarybione jeszcze w XVIII wieku, czyli za czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ponieważ obowiązuje tam zakaz wędkowania, nic nie stoi im na przeszkodzie w swobodnym rozmnażaniu się i wzroście do ogromnych rozmiarów. O tym, jak duże są największe okazy sumów i karpi, nie wiedzą nawet pracownicy parku.

W rozmowie z "Faktem" rzeczniczka Łazienek Królewskich przyznała, że to, co się stało w majówkę, może być przykre, ale właśnie tak działa natura.

– Nasze działania koncentrują się na ograniczaniu wpływu człowieka. Pomagamy w bezpiecznym przeprowadzaniu ptaków, minimalizujemy zagrożenia komunikacyjne, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. To trudne i przykre, szczególnie w odniesieniu do gatunku, który staramy się chronić, ale to też przypomnienie, że natura rządzi się własnymi prawami. Działania polegające na celowym usuwaniu organizmów ze środowiska powinny dotyczyć wyłącznie inwazyjnych gatunków obcych, które stanowią zagrożenie dla rodzimej przyrody, a nie stanowić wybiórczej eliminacji gatunków – podkreśliła rzeczniczka Łazienek Królewskich Agata Zawora.

I właśnie o tym naturalnym porządku świata powinniśmy pamiętać, zamiast humanizować to, co dzieje się pośród zwierząt. Niestety, z powodu sympatii do niektórych gatunków zdarza się nam posunąć o krok za daleko. Idealnym przykładem takiej sytuacji są turystki we Włoszech, które wypuściły do morza homary kupione w restauracji. Problem polegał jednak na tym, że były to gatunki obce, które stanowią zagrożenie dla lokalnego ekosystemu. Kobietom grozi teraz poważna grzywna, a nawet kara pozbawienia wolności.