
Sprawa zabójstwa 11-letniej Danusi z Jeleniej Góry wstrząsnęła Polską w grudniu 2025 roku. Tymczasem wyszedł na jaw bulwersujący szczegół. Telefon dziewczynki – niedaleko miejsca zbrodni – znalazła nie policja, ale rodzice.
Zabójstwo 11-letniej Danusi wywołało falę poruszenia w całym kraju. Tragedia rozegrała się w Jeleniej Górze, zaledwie kilkaset metrów od Szkoły Podstawowej nr 10. Podejrzaną o ten czyn jest 12-latka z tej samej szkoły. Wobec dziewczyny zastosowano środek tymczasowy. To, co wiemy o zatrzymanej 12-latce, opisywaliśmy szczegółowo zaraz po tragedii.
Telefon 11-letniej Danusi odnaleźli jej rodzice
Niespełna pół roku po śmierci Danusi głos zabrała mama dziewczynki. W rozmowie z dziennikarką "Faktów" TVN wspomniała o telefonie córki. Okazało się, że komórka "przeleżała wiele miesięcy w okolicy miejsca zbrodni, zanim została odnaleziona", w dodatku przez rodziców zmarłej.
Z relacji kobiety wynika bowiem, że "dopiero po kilku tygodniach od tragedii rodzice dowiedzieli się o tym, iż w aktach sprawy nie ma telefonu córki". – Nikt nam tego nie powiedział. Byliśmy zapewniani, że są zabezpieczone dwa telefony i że jeden z nich jest Danusi – powiedziała kobieta.
Zobacz także
– Jak zareagowałam? Przyjaciele zbierali mnie z podłogi w pracy. To był dla mnie duży cios. Ufałam w to, co usłyszałam, że telefon jest. A żal miałam o to, że nie zostaliśmy poinformowani o tym, że tego telefonu nie ma – dodała.
Rodzice Danusi poszli więc w miejsce, gdzie odnaleziono ciało ich córki i zaczęli szukać telefonu na własną rękę. – Mąż pożyczył wykrywacz metali i poszliśmy tam z wykrywaczem. Nie byliśmy długo – relacjonowała mama 11-latki. Jak dowiadujemy się z rozmowy kobiety z TVN, komórka zamordowanej dziewczynki leżała tuż obok w mule.
Policjanci w reakcji na te doniesienia zapewniali, że "kilkukrotnie skrupulatnie sprawdzali miejsce, gdzie doszło do ataku na ofiarę oraz okoliczny teren", ale telefonu nie znaleźli.
Szef MSWiA komentuje sprawę: "Niezrozumiała dla mnie sytuacja"
O ten bulwersujący wątek Monika Olejnik zapytała Marcina Kierwińskiego w "Kropce nad i". – Niezrozumiała dla mnie sytuacja – przyznał minister spraw wewnętrznych i administracji.
I zapewnił, że "będzie to wyjaśniane przez pana komendanta głównego policji Marka Boronia". – W tego typu sprawach oczywiście bardzo ciężko dyskutować z faktami – powiedział Kierwiński. – Natomiast proszę pamiętać, że policjanci, tak jak każdy z nas, też popełniają błędy, czasami coś przeoczą – wspomniał.
Szef MSWiA tłumaczył policjantów, dodając, że błędy "najczęściej nie wynikają ze złych intencji". Jak sam zauważył, najgorsze jest to, iż rodzina została wprowadzona w błąd. – Dlatego ja nie znajduję dobrych słów – podsumował.
***
Przypominamy, że każda osoba, która boryka się z depresją lub ma kłopoty i chciałby porozmawiać, może zadzwonić pod jeden z poniższych numerów telefonu:
