
Laureatka literackiej Nagrody Nobla Olga Tokarczuk zabrała głos po burzy, jaką wywołały jej słowa o korzystaniu ze sztucznej inteligencji. Pisarka, która była jedną z prelegentek kongresu Impact'26, opublikowała obszerne oświadczenie w mediach społecznościowych. Podkreśliła, że jej nowa książka nie została napisana przy pomocy AI.
Pisarka była jedną z prelegentek kongresu Impact'26, który odbył się w Poznaniu 13 i 14 maja. Na scenie wystąpili m.in. premier Donald Tusk z zaskakującym wystąpieniem oraz Amal i George Clooneyowie, którzy potem spotkali się z szefem polskiego rządu prywatnie. Jednak to słowa Olgi Tokarczuk o AI wywołały największą burzę.
– Wykupiłam sobie najwyższą, zaawansowaną wersję jednego modelu językowego i bywam w głębokim szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne. Z drugiej strony trzeba się przy tym bardzo pilnować. Bo te rozmowy wciągają i można zatracić pierwotny cel korzystania z AI na rzecz np. poznawania, a nawet odkrywania niezwykłych teorii – powiedziała podczas panelu laureatka Literackiej Nagrody Nobla.
– Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: "kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?". Mimo że wiem o halucynacjach i licznych błędach rzeczowych algorytmów na polu ścisłej ekonomii i twardych danych, muszę oddać to, że w płynnej literackiej fikcji ta technologia stanowi atut o niewiarygodnych wprost proporcjach – dodała.
Olga Tokarczuk o AI. Postawiła sprawę jasno
Słowa Tokarczuk wywołały burzę w sieci, a niektórzy wprost zarzucali pisarce pisanie nowej książki za pomocą sztucznej inteligencji. W dyskusję włączyli się także pisarze, m.in. Szczepan Twardoch i Remigiusz Mróz. Na fali kontrowersji noblistka opublikowała w poniedziałek obszerne oświadczenie.
"Szanowni Państwo, chciałabym się odnieść do tego, co dzieje się wokół moich wypowiedzi na temat AI na konferencji Impact w Poznaniu. Uwagi wygłaszane podczas publicznych spotkań na żywo, podobnie jak wszystkie inne rozmowy, mogą być niewłaściwie zrozumiane. Nie napisałam książki, która ukaże się jesienią w Polsce ani z AI, ani z nikim innym. Od kilkudziesięciu lat piszę sama" – napisała w mediach społecznościowych.
Dalsza ciąg artykułu poniżej.
Zobacz także
Autorka "Ksiąg Jakubowych" podkreśliła, że traktuje sztuczną inteligencję przede wszystkim jako narzędzie pomocnicze, które może usprawnić research i proces zbierania informacji, ale nie zastępuje pracy autora.
"Korzystam ze sztucznej inteligencji na takich samych zasadach, jak większość ludzi na świecie – traktuję ją jako narzędzie, pozwalające szybciej dokumentować i sprawdzać fakty. Zawsze, kiedy z tego narzędzia korzystam, dodatkowo weryfikuję informacje. Tak samo, jak robiłam to przez kilkadziesiąt lat czytając książki i szperając w bibliotekach i archiwach" – wyjaśniła.
Pisarka stanowczo odniosła się również do spekulacji dotyczących jej nowej powieści, która ma ukazać się jesienią tego roku. "Żaden z moich tekstów, również powieść, która ukaże się jesienią tego roku, nie powstała przy pomocy sztucznej inteligencji – nie licząc używania jej jako narzędzia szybszej kwerendy" – podkreśliła Tokarczuk.
Swoje oświadczenie noblistka zakończyła ironicznym komentarzem: "Czasem inspiruję się snami, ale zanim i to zdanie zostanie osaczone i zagryzione przez ekspertów, spieszę donieść, że są to moje własne sny".
