
– Jestem pięć lat po rozwodzie, mam dziecko w wieku szkolnym i bardzo wymagającą pracę. Marzę o miłości, ale szukanie partnera na Tinderze przypomina drugi etat. Zanim w ogóle dojdzie do spotkania, trzeba spędzić długie godziny na rozmowach. A ja zwyczajnie nie mam na to czasu. Dlatego korzystam z czata AI – przyznaje z rozbrajającą szczerością 41-letnia Emilia.
Konia z rzędem temu, kto już za pierwszym podejściem znalazł w aplikacji randkowej swojego partnera. Poszukiwanie miłości online to ciężka praca, która coraz częściej zwyczajnie nas wyczerpuje. Żeby utrzymać uwagę osoby po drugiej stronie, trzeba mieć czas, pomysł i odrobinę lekkości w pisaniu. Skoro nie możemy liczyć na mowę ciała, ton głosu czy spojrzenie, wszystko rozgrywa się w wiadomościach. To od nich zależy, czy w ogóle będzie kolejny etap.
A przecież nigdy nie wiadomo, z kim ostatecznie przyjdzie nam stanąć na ślubnym kobiercu. Dlatego często ciągniemy kilka srok za ogon.
Pyk, i już
Emilia trzy razy usuwała Tindera i trzy razy instalowała aplikację na nowo. Jak sama mówi, za każdym razem wracała z nadzieją, że tym razem będzie inaczej. Bardzo chce kochać i być kochaną. Nie ma gdzie poznać mężczyzny, z którym zacznie wszystko od nowa. Na imprezy nie chodzi, w pracy wszyscy są w związkach. Po pracy biegnie do szkoły po synka. Popołudniami ogarnia dom i robi z synem szlaczki. Ostatnio noce zarywała na pisanie na Tinderze.
– Był czas, kiedy nie miałam aplikacji. Wieczorami uczyłam się języka, czytałam książki, jeździłam na orbitreku. Jak ją zainstalowałam, całkowicie pochłonęły mnie rozmowy. To koleżanka podpowiedziała mi, że warto poprosić czata o pomoc. Sama szuka partnera i wspomaga się czatem. Człowiek godzinami zastanawia się, co mądrego napisać, a tu pyk i już.
Nie jest w tym odosobniona. Single przyznają, że szukanie miłości w aplikacjach randkowych coraz częściej ich wykańcza. Zmęczeni są tzw. talking stage, czyli etapem niekończących się wstępnych rozmów. To zabiera czas i energię i nie daje żadnej gwarancji, że z tego wyjdzie związek.
Emilia miłości jeszcze nie znalazła, ale odzyskała wieczory dla siebie.
Weronika ma 23 lata i też korzysta z czata, ale z zupełnie innego powodu:
– Zawsze miałam wrażenie, że jestem beznadziejna w pisaniu z ludźmi. Kiedy na Tinderze trafiałam na fajnego faceta, od razu łapał mnie stres, że napiszę coś głupiego i on po prostu przestanie się odzywać – tłumaczy. – Dlatego teraz piszę prompta z tym, co chcę powiedzieć, a on ubiera to w bardziej błyskotliwe słowa.
Kaśka, 25-latka, robi podobnie:
Kaśka
szuka miłości na Tinderze
Niektórzy idą o krok dalej: proszą bota, żeby pokierował ich relacją. Pytają, czy jest szansa na związek, co druga strona ma na myśli i czy warto inwestować w nią czas i emocje. Wklejają do czata całe rozmowy i proszą o interpretację słów potencjalnego partnera czy partnerki.
AI coraz częściej pełni rolę nie tylko ghostwritera, ale i terapeuty od spraw sercowych.
– Facet, z którym się zmatchowałam i z którym pisałam już dość długo, napisał jakoś dziwnie o swoich planach na weekend. Zrobiłam zrzut ekranu naszej rozmowy i wrzuciłam go do czata. Wpisałam prompt: "Przeanalizuj ton jego wypowiedzi. Czy on ze mną flirtuje, czy jest po prostu miły? Czy ta relacja ma w ogóle potencjał na coś więcej?" – przyznaje Emilia, która, jak widać, nie tylko zyskała wolne wieczory, ale też darmowego doradcę.
Bot w kilka sekund przeanalizował sytuację i wskazał, co mogło być jej przyczyną. Według niego mężczyzna użył konstrukcji sugerujących dystans, ale emotikon na końcu może świadczyć o próbie jego skrócenia.
Teraz, zanim Emilia w ogóle pójdzie z kimś na kawę, pyta bota, czy ten facet "rokuje". Jeśli chat dość słabo oceni powodzenie tej relacji, po prostu odpuszcza.
Tomasz, 28 lat:
– Nie mam czasu ani siły na wymyślanie błyskotliwych tekstów do każdej dziewczyny. Kiedyś spędzałem godziny na Tinderze i rzadko kiedy coś z tego wychodziło. Teraz kopiuję opis z profilu dziewczyny, która mi się podoba, i wklejam go do czata z poleceniem: "Napisz zabawny, nienachalny i oryginalny tekst na podryw nawiązujący do jej pasji". AI generuje mi trzy opcje. Wybieram najlepszą, robię "kopiuj–wklej" i wysyłam.
Gdzie ta autentyczność?
Prosimy bota o wygenerowanie idealnej odpowiedzi albo podrzucamy mu screeny od potencjalnego partnera z pytaniem: "Co on miał na myśli?". Co tak naprawdę kryje się za tą potrzebą? Zapytałam o to Bartłomieja Borysa, psychoterapeutę, psychologa i terapeutę relacji.
Ekspert przyznaje, że patrzy na rozwój sztucznej inteligencji z dużą ostrożnością, ale nie widzi w niej wyłącznie zagrożenia.
– Nie demonizowałbym jej w kontekście randkowania – podkreśla Bartłomiej Borys. – W pewnych sytuacjach technologia może nam po prostu pomóc. Szczególnie wtedy, gdy ktoś ma trudności z płynnym formułowaniem myśli, bardzo stresuje się randkowaniem albo po prostu chce napisać wiadomość w bardziej spokojny i dojrzały sposób.
Jak dodaje, za wszystkim bardzo często nie stoi ciekawość technologii, ale emocje.
– Mierzymy się na co dzień z różnymi rzeczami – często czujemy się niewystarczający, doświadczamy stanów lękowych, a randkowanie bardzo nas stresuje i wywołuje poczucie niezręczności – tłumaczy.
Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy – jak zauważa psycholog – narzędzie, które miało pomagać, zaczyna zastępować użytkownika.
– Randkowanie powinno opierać się na autentyczności, zaufaniu i prawdzie – podkreśla psychoterapeuta.
Jak wyjaśnia dalej, bardzo łatwo wtedy wpaść w mechanizm nadinterpretacji.
– Jeśli każdą otrzymaną wiadomość wrzucamy do bota, żeby zinterpretował, co druga osoba "tak naprawdę" miała na myśli, to wpadamy w pułapkę. W psychologii poznawczo-behawioralnej nazywa się to "czytaniem w myślach" – precyzuje. – Próbujemy zgadywać, co dzieje się w głowie drugiej osoby, i dopasować do tego własne reakcje. A to nie jest ani autentyczne, ani prawdziwe.
Ciąg dalszy tekstu poniżej
Zobacz także
Brutalne zderzenie z rzeczywistością
W praktyce – jak zauważa ekspert – cyfrowa perfekcja często kończy się w momencie spotkania na żywo.
– Na spotkaniu nie będzie z nami bota, a co za tym idzie – zabraknie też tej wypracowanej "autentyczności" – mówi Bartłomiej Borys. – Jeśli na etapie pisania w dużej mierze wyręcza nas sztuczna inteligencja, to ona przejmuje kontrolę.
Jak dodaje, algorytm może tworzyć bardzo przekonującą wersję nas samych.
Bartłomiej Borys
psychoterapeuta, psycholog i terapeuta relacji
W efekcie – jak mówi – rośnie napięcie i niepewność.
– Na żywo musimy polegać wyłącznie na sobie. Jeśli wcześniej nie ćwiczyliśmy tej komunikacji, bo wyręczała nas technologia, to pojawia się stres, blokada i trudność w spontanicznej reakcji.
Etyka, prywatność i poczucie oszustwa
Ekspert zwraca też uwagę na mniej oczywisty wymiar zjawiska – kwestie etyczne i prywatności.
– W relacjach kluczowa jest prawdziwość – podkreśla Bartłomiej Borys. – Pojawia się pytanie, czy w porządku jest to, że prywatne wiadomości są bez wiedzy i zgody drugiej osoby wrzucane do systemów sztucznej inteligencji.
Jak zaznacza, nawet jeśli firmy zapewniają o bezpieczeństwie, ryzyko nigdy nie znika całkowicie.
– Nie ma stuprocentowej gwarancji, że dane nie wyciekną – mówi. – Druga kwestia to fakt, że bardzo osobiste treści trafiają do systemu bez refleksji. Wtedy granica prywatności zaczyna się zacierać.
Jego zdaniem różnica między wsparciem a nadużyciem jest zasadnicza.
– Istnieje ogromna różnica między tym, czy konsultujemy wiadomość i sprawdzamy, czy dobrze oddaje nasze intencje, a sytuacją, w której AI tworzy całą narrację za nas – zaznacza. – W tym drugim przypadku przejmuje ona odpowiedzialność za komunikację.
Czy oddajemy emocje algorytmowi?
Czy sztuczna inteligencja może osłabić naszą zdolność do przeżywania emocji i budowania relacji?
– Myślę, że sztuczna inteligencja może nam pomóc w formułowaniu myśli, ale na pewno nie powinna za nas randkować – odpowiada ekspert. – Dopóki technologia wspiera nas w tym, żeby być bardziej sobą, wszystko jest w porządku.
Jak dodaje, problem nie leży w samej technologii, ale w sposobie jej używania.
– Często mamy trudność z nazywaniem emocji. W takim asystowaniu nie ma nic złego, o ile ostateczny przekaz płynie od nas – tłumaczy.
Jednocześnie podkreśla, że zbyt duże uzależnienie od narzędzi może prowadzić do regresu kompetencji społecznych.
– Jeśli prosimy AI o pisanie gotowych wiadomości, zaczynamy działać na własną szkodę – ostrzega Bartłomiej Borys. – Odbieramy sobie szansę na rozwijanie umiejętności randkowania i autentyczne wyrażanie siebie.
"Wrażliwe dziecko" kontra algorytm
Psychoterapeuta podkreśla, że najważniejsza w relacjach jest emocjonalna bliskość.
– Budowanie relacji opiera się na bliskości emocjonalnej – podkreśla. – Rodzi się ona wtedy, gdy odsłaniamy przed drugą osobą swoją wrażliwą stronę, to nasze wewnętrzne "wrażliwe dziecko".
Jak dodaje, w tym miejscu technologia nie jest w stanie zastąpić człowieka.
– Prawdziwa więź powstaje wtedy, gdy te dwie wrażliwe strony mają szansę się spotkać – podkreśla. Sztuczna inteligencja nie ma własnej wrażliwości ani autentyczności. Kiedy wyręcza nas w komunikacji, relacja traci prawdziwość, a my tracimy możliwość budowania związku na realnych fundamentach – podsumowuje.
Sztuczna inteligencja coraz śmielej wkracza do świata aplikacji randkowych. Tinder podąża za technologicznymi trendami i planuje wprowadzić do aplikacji rozwiązania oparte na AI. Przedstawiciele Tindera tłumaczą, że aplikacja była tworzona z myślą o milenialsach. Teraz trzeba ją dostosować do potrzeb generacji Z, która coraz częściej deklaruje zmęczenie nieefektywnym swipe’owaniem.





