
– Coś złego się tu wkrada. Ja takiej sytuacji nie pamiętam – mówi nam Polka mieszkająca w Wielkiej Brytanii od 20 lat. Jak twierdzi, nigdy imigranci z innych kultur jej nie przeszkadzali. – Ale teraz na ulicach widać ich ogrom. Brytyjczycy mają dość. Wszyscy rozmawiamy o wydarzeniach w Belfaście i Southampton – mówi. Co dzieje się z Wielką Brytanią? – Przeżywa okres poważnych zmian politycznych, które wynikają z głębokich zmian społecznych – analizuje w rozmowie z naTemat dr Przemysław Biskup, analityk PISM.
Wydarzenia w Belfaście i Southampton były wstrząsem. W pierwszej połowie czerwca cała Europa patrzyła, jak na Wyspach wyrósł społeczny bunt. Środowiska prawicowe, również w Polsce, szybko zaś znalazły pożywkę dla swojej retoryki.
Choć nastroje w Wielkiej Brytanii są coraz bardziej antyimigranckie, jest też przeciwko nim silny opór. Tylko w sobotę w Belfaście odbył się potężny wiec przeciwko rasizmowi. Wzięły w nim tysiące ludzi i grup, które pomagają imigrantom.
Jaka naprawdę jest dziś Wielka Brytania? I w którą stronę zmierza?
– W ciągu ostatnich kilku lat brytyjska debata polityczna wyraźnie przesunęła się w prawo pod względem ideologicznym i kulturowym. Są powody, by sądzić, że partia Nigela Farage’a już dziś może realnie myśleć o zwycięstwie w kolejnych wyborach parlamentarnych. Myślę, że wyborcy dadzą mu szansę na zakwestionowanie, przynajmniej częściowo, dominującego w Wielkiej Brytanii porządku politycznego – komentuje w rozmowie z naTemat dr Przemysław Biskup, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, który specjalizuje się m.in. w sprawach dotyczących Wielkiej Brytanii.
Nigel Farage, lider skrajnie prawicowej partii Reform UK, dziś przoduje w sondażach. Nerwy psuje mu jednak Rupert Lowe, lider Restore Britain, nowej, jeszcze bardziej skrajnej partii na prawicy, która powstała w 2026 roku (za chwilę do niej wrócimy). Dziś obaj ze swoją polityczną wizją trafiają na podatny grunt, ale sami też podkręcają nastroje tak, że internet aż się gotuje.
Gołym okiem widać, że wydarzenia takie jak w Belfaście i Southampton to dla skrajnej prawicy dodatkowe paliwo.
Zamieszki z Belfaście i Southampton po napadach z udziałem imigrantów
Przypomnijmy. 9 czerwca w stolicy Irlandii Północnej wybuchły potężne zamieszki. Iskrą był makabryczny napad na Europejczyka, którego dokonał nożownik, 30-letni imigrant z Sudanu. Jego ofiara straciła oko i doznała wielu innych obrażeń. Gdyby nie reakcja ludzi, zapewne doszłoby do morderstwa.
W mieście doszło do starć z policją, jakich Belfast dawno nie widział. Przez dwie noce płonęły samochody, domy, na ulicach stanęły policyjne barykady. W kierunku policjantów leciały butelki i płyty chodnikowe, w ruch poszły armatki wodne.
Dosłownie parę dni wcześniej podobnie było w Southampton. Na ulice wyszły tysiące ludzi, doszło do starć z policją. Rannych zostało 11 policjantów i policyjny pies. Ponad 20 osób biorących udział w zamieszkach usłyszało zarzuty.
Tu iskrą była sprawa zabójstwa 18-letniego Henry'ego Nowaka, Brytyjczyka polskiego pochodzenia, który pięć razy został dźgnięty nożem przez Sikha.
Zaraz po ataku to napastnik fałszywie oskarżył Nowaka o rasistowską napaść i policja mu uwierzyła. Dopiero potem okazało się, że było odwrotnie. Vickrum Digwa został już skazany na dożywocie.
Do napadu doszło w grudniu 2025 roku, ale dopiero na początku czerwca ujawniono nagranie z policyjnych kamer, które wywołało wściekłość wśród obywateli. Cała Wielka Brytania zobaczyła, że policjanci skuli zakrwawionego nastolatka kajdankami i ignorowali jego słowa o tym, że został pchnięty nożem i nie może oddychać. Niedługo potem Henry stracił przytomność i zmarł.
Co obnażyły wydarzenia w Southhampton i Belfaście?
– Na te wszystkie zdarzenia trzeba patrzeć jako na objawy szerszego kryzysu. W przypadku Henry'ego Nowaka policjanci postępowali zgodnie z procedurami, ale te nakazywały im w zasadzie z automatu uznać go – osobę należącą do białej większości, a nie do etnicznej mniejszości – za podejrzanego i potencjalnie winnego w sporze, w którym padały zarzuty o postawy rasistowskie. Ta sprawa bardzo mocno wyeksponowała problem – komentuje dr Biskup.
– Natomiast sprawa w Belfaście to kolejny przypadek bardzo brutalnego fizycznego ataku osoby, która ma nie do końca uregulowany status w Wielkiej Brytanii. To kolejne sytuacje, kiedy mamy do czynienia z pogłębianiem się istniejących trendów.
Wcześniej były m.in. takie głośne zdarzenia:
– Takie sytuacje bardzo mocno przebijają się do brytyjskiej opinii publicznej. Powiedziałbym, że farba drukarska jeszcze nie zdąży do końca wyschnąć po doniesieniach w jednej sprawie, a mamy następne – mówi analityk PISM.
Polka z Wielkiej Brytanii: wszyscy kibicują Brytyjczykom, żeby się obudzili
Polka mieszkająca w Wielkiej Brytanii twierdzi w rozmowie z nami, że ludzie zaczynają się bać. To jej subiektywna ocena.
– Wszyscy o tym rozmawiamy. Nie tylko Brytyjczycy. Komentują to Polacy, Czesi i inne narody. Sprawa Henry'ego pokazała, że dyskryminacja idzie w złą stronę. Że Brytyjczycy, czy biali, nie mogą się odezwać, bo zaraz jest problem. Że jeśli jesteś ciemnoskóry, to masz przewagę. Brytyjczycy się wkurzają, protestują, wychodzą na ulice, mają dość – mówi nam.
Uprzedza, że nie jest nacjonalistką i wcześniej nie przeszkadzali jej imigranci z innych kultur. – My też jesteśmy imigrantami, ale my się integrujemy. Znam mnóstwo Brytyjczyków, którzy mają dobre zdanie o Polakach. Nie sądzę, żeby wszyscy zaraz stali się nacjonalistami. Ale oni po prostu mają dość tych, którzy się nie integrują i zaburzają im spokój oraz poczucie bezpieczeństwa – mówi.
W Wielkiej Brytanii mieszka od 20 lat. Twierdzi, że czegoś takiego nie pamięta. Mówi głównie o imigrantach, którzy docierają do Wielkiej Brytanii na łodziach, a potem czekają na azyl.
– To się zmieniło 3-4–lata temu. Na ulicach widać, że tych przybyszów jest ogrom. Te osoby są widoczne wszędzie. Dochodzi do przestępstw. Brytyjczycy mają coraz większe obawy. W tym momencie stają się trochę taką zahukaną mniejszością, której w ramach poprawności politycznej czegoś nie wolno. Czujemy się coraz mniej bezpiecznie. Myślę, że dużo osób powie, że pod tym względem jest coraz gorzej – mówi Polka.
Dodaje: – Ja byłam za wielokulturowością, ale to nie jest wzbogacanie kultur. To jest narzucanie siebie. Dlatego wszyscy kibicują Brytyjczykom, żeby się obudzili, opanowali i ogarnęli swój kraj dla własnego dobra. Bo to nie idzie w dobrą stronę. Coś złego się tu wkrada.
Co dzieje się w Wielkiej Brytanii?
Zobacz także
Fala imigrantów w Wielkiej Brytanii. "Dlatego te kwestie stały się tak nabrzmiałe"
Dr Przemysław Biskup przypomina tzw. Boriswave – wielką falę migracyjną, która w latach 2021-2024 sprowadziła do Wielkiej Brytanii kilka milionów ludzi.
– Po pierwsze, to bardzo zachwiało poczuciem pewności Brytyjczyków, że ich państwo kontroluje sytuację. Po drugie, bardzo duża zmiana ilościowa w zakresie imigracji sprawiła, że bardzo wielu Brytyjczyków uznało, iż nadchodzi fundamentalna zmiana jakościowa w postaci zmiany kulturowej. I że jest ostatni moment, żeby ją kontrować lub powstrzymać. Dlatego kwestie nawet legalnej polityki imigracyjnej stały się tak nabrzmiałe. Co więcej – tradycyjna, ekonomiczna debata na temat imigracji została wyrzucona do kosza. Bo duża część Brytyjczyków w tej chwili skupia się na jej wymiarze kulturowym – wskazuje.
dr Przemysław Biskup
główny specjalista, program UE, PISM
– Obok tego mamy jeszcze zjawisko nielegalnej imigracji, które bardzo uwidoczniło się po brexicie, gdyż Wielka Brytania nie uczestniczy w unijnym systemie readmisji. Ludzie masowo przeprawiają się przez Kanał La Manche na małych łodziach. W ostatnich latach to ponad 200 tysięcy osób – mówi Przemysław Biskup.
W 2025 roku odnotowano 41 472 takich osób – blisko o 5 tys. więcej niż rok wcześniej. Była to najwyższa od 2022 roku liczba migrantów, którzy dostali się do Wielkiej Brytanii przez kanał La Manche.
– To również bardzo mocno podważa poczucie kontroli. I przy okazji zasila brytyjską debatę na temat potrzeby wystąpienia z systemu Europejskiej Konwencji Ochrony Praw Człowieka, zgodnie z rozumowaniem, że skoro nie można deportować nielegalnych imigrantów, bo przeszkadza w tym EKPCz, to trzeba wypowiedzieć konwencję. Nazywane jest to Brexitem 2.0 – mówi ekspert.
"Twardego jądra rdzennych Brytyjczyków w ciągu najbliższych 30 lat już nie będzie"
– Wiele prognoz demograficznych wskazuje na to, że twardego jądra rdzennych Brytyjczyków – jako jądra większościowego – w ciągu najbliższych 30 lat już nie będzie. Oceny te wzbudzają silne emocje w społeczeństwie brytyjskim – mówi dr Biskup.
– Choć warto podkreślić, że kwestia ta jest bardziej złożona, gdyż w prawicowo-populistycznej i antyimigranckiej Partii Reformy Nigela Farage'a są osoby z korzeniami imigranckimi – dodaje.
dr Przemysław Biskup
anaityk PISM
Czy Brytyjczykom uda się zmienić ten trend?
– Nie mam pojęcia. Bardzo wiele zależy od samych wyborców i od umiejętności liderów politycznych starych partii i Farage'a. To ostatnie ugrupowanie to jakby nie było pospolite ruszenie – mówi ekspert.
Zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię:
– Konserwatyści mają kryzys zaufania. Ewidentnie wyborcy preferują pod tym względem farażystów. Ale z kolei konserwatyści mają spory zasób ludzi doświadczonych w rządzeniu, czego na pewno nie mają farażyści. Pytanie, czy przed kolejnymi wyborami usłyszymy o jakimś sojuszu, czy przyszłej koalicji między farażystami a Partią Konserwatywną.
Nowa skrajna prawica na Wyspach – Rupert Lowe i Restore Britain
Wydaje się, że w Wielkiej Brytanii rodzi się jeszcze jedna nacjonalistyczna siła. To Rupert Lowe i jego partia Restore Britain, o której kilka miesięcy temu nikt nie słyszał. Twór jeszcze bardziej skrajnie prawicowy niż ugrupowanie Reform UK Nigela Farage'a, które doprowadziło do brexitu.
Masowa deportacja imigrantów to jego główny cel. Lowe chce też zakazać noszenia burki i nikabu, zlikwidować publiczne finansowanie BBC, czy zorganizować referendum ws. przywrócenia kary śmierci. Farage – guru brytyjskich nacjonalistów – dla zwolenników Lowe'a stał się zbyt umiarkowany.
Kim jest Lowe?
Przed laty przedsiębiorca i działacz sportowy. W politykę zaangażował się przy okazji Brexitu i z ramienia Brexit Party w 2019 roku dostał się do Parlamentu Europejskiego. Od 2024 roku jest w Izbie Gmin – trafił tam jako deputowany Reform UK z okręgu Great Yarmouth. Pokłócił się jednak z Farage'em, opuścił jego partię i w 2025 roku założył własne ugrupowanie. W lutym 2026 roku ogłosił, że przekształca je w partię polityczną.
Mocno daje o sobie znać głównie w internecie. Ostatnio coraz częściej jest bohaterem brytyjskich mediów, ma też wsparcie Elona Muska. "Dołączcie do Ruperta Lowe’a w Restore Britain, bo tylko on jest w stanie to zrobić!" – tak zachęcał do niego amerykański miliarder.
Czy Farage ma się czego obawiać?
Media analizują, że po wydarzeniach w Southampton wpisy obu skrajnych polityków zyskały dziesiątki tysięcy polubień. I że Farage zaczął mówić jeszcze ostrzejszym językiem – na przykład ostatnio powiedział, że gdyby jego partia była u władzy, eksmitowałby wszystkich obcokrajowców z mieszkań socjalnych.
Czy Lowe może bardziej zaistnieć i namieszać na brytyjskiej scenie?
– Jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Zobaczymy, czy Farage faktycznie dostanie szansę, żeby rządzić. Ale dopiero, jeśli on sobie z tym nie poradzi, to będzie przestrzeń dla ugrupowań skrajnej prawicy typu Restore Britain Lowe'a. Lowe to głównie fenomen internetowy, więc na obecnym etapie nie należy go wyolbrzymiać. Ale też nie znaczy to, że mamy go nie doceniać – uważa Przemysław Biskup.
Obu partii dziś nie ma co porównywać. Dr Biskup przypomina, że partie Farage'a już dawno odnosiła sukcesy. Na przykład Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa wygrała wybory europejskie w 2014 roku, a Partia Brexitu – w 2019 roku, a potem jeszcze odegrała kluczową rolę w zwycięstwie Borysa Johnsona w wyborach parlamentarnych w 2019 roku.
Debata, która może być ważna dla Wielkiej Brytanii
W maju 2026 roku lokalna odnoga jego partii Great Yarmouth First – politycznie związana z Restore Britan – odniosła sukces w wyborach lokalnych. Zdobyła wtedy wszystkie 10 mandatów, o które ubiegała się w Norfolk i Great Yarmouth i pozbawiła partii Reform UK większości w radzie hrabstwa Norfolk.
Wtedy pierwszy raz zrobiło się o niej głośno. Ale kolejna batalia – dużo ważniejsza dla ogólnokrajowej polityki – szykuje się już 18 czerwca podczas wyborów uzupełniających w Makerfield. Oczy całej Wielkiej Brytanii będą tego dnia skierowane właśnie tam. I to nie tylko nacjonalistów. Dlaczego?
Dla Lowe'a to będzie pierwszy test jego popularności poza jego okręgiem wyborczym i tam okaże się, czy naprawdę może zagrozić Reform UK. Ale jest też inna kwestia. Tu startuje burmistrz Wielkiego Manchesteru, Andy Burnham z Partii Pracy, o którym mówi się, że mógłby zostać potencjalnym następcą premiera Keira Starmera.
W brytyjskich mediach Makerfield przedstawiane jest więc jako test siły trzech sił politycznych naraz: Partii Pracy, Reform UK i Restore Britain.
"Kilka tysięcy wyborców w mało znanym okręgu Makerfield może przesądzić o tym, kto będzie następnym premierem Wielkiej Brytanii. Jeśli obecny burmistrz Manchesteru Andy Burnham wygra czerwcowe wybory uzupełniające, polityczny kryzys w Londynie może wejść w zupełnie nową fazę" – tłumaczy wagę tych wyborów "Politico".
Czy tak będzie, dopiero się okaże.





