Zakochana para, obok samotna kobieta
Czy mówić przyjaciółce o tym, że partner ją zdradza? Psycholog odradza takie ruchy Fot. Shutterstock / canva

– Powiedziałam przyjaciółce, że partner ją zdradza. I już nie mam przyjaciółki – wspomina z goryczą Magda, która nie mogła znieść tego, że jej najbliższa osoba jest oszukiwana. Dlaczego prawda o zdradzie niszczy przyjaźń, a nie związek?

REKLAMA

Wyobraź sobie sytuację: dowiadujesz się, że partner twojej najbliższej przyjaciółki ją zdradza. Masz dowody, widziałaś to na własne oczy. Kierowana lojalnością i odruchem serca postanawiasz jej o tym powiedzieć. Spodziewasz się wdzięczności – w końcu próbujesz uchronić bliską osobę przed kolejnymi latami życia z oszustem.

Wdzięczność jednak nie przychodzi. Zamiast niej pojawiają się zarzuty o zazdrość, chęć zniszczenia związku i wtrącanie się w nie swoje sprawy.

Ostatecznie przyjaciółka zrywa z tobą kontakt.

Zostałam sama

"Ktoś chce nas zniszczyć! Nie rozumiesz tego? Musimy trzymać się jeszcze mocniej. My przeciwko całemu światu. Kocham cię, Skarbie" – Magda czytała tego smsa i przecierała oczy ze zdumienia.

Ledwie wczoraj widziała Adama, partnera jej przyjaciółki, jak całował się z młodą dziewczyną – tą samą, z którą od miesięcy miał rzekomo tylko "czysto biznesowe relacje".

Ale jej przyjaciółka triumfowała. Machała smartfonem przed oczami Magdy.

– Wykrzykiwała: "Widzisz? Widzisz? On kocha tylko mnie. Przyszłaś tu, bo chcesz się zemścić, bo ci w życiu nie wyszło. Rozwiodłaś się, nie możesz nikogo sobie znaleźć, więc knujesz teraz przeciwko innym". Myślałam, że po trzech latach od tego zdarzenia będę o tym opowiadać już bez emocji, ale jednak się nie da – głos Magdy się łamie.

Z Sylwią siedziały w jednej ławce w liceum. Mówiły sobie wszystko, wspierały się w najtrudniejszych momentach – najpierw Magda straciła mamę, później Sylwia. Pomagały sobie w przeprowadzkach, razem robiły setki kilometrów w górach.

– Gdybym wiedziała, że tak się to skończy, że Sylwia nie będzie chciała mnie znać, nigdy bym jej nie powiedziała, co wyczynia Adam. Oni dalej są razem, a ja została sama – mówi smutno.

Jesteście toksyczni

"Mówić, czy nie mówić przyjaciółce o tym, że jest zdradzana?" Na forach kobiecych ten dylemat wraca regularnie. Beata też stanęła przed takim wyborem. Paweł, partner jej przyjaciółki Kamili, w pracy nie krył się ani trochę. Tu stażystka, tam imprezy firmowe i kolejne kobiety… O tym, że romansuje, wiedzieli wszyscy. W domu czekała na niego niczego nieświadoma Kamila. Pech chciał, że mąż Beaty pracował z Pawłem i na bieżąco opowiadał żonie o kolejnych "podbojach" kolegi. A Beata przyjaźniła się z Kamilą od studiów. Była też świadkiem na ich ślubie.

Mąż Beaty od razu zarzekł się, że wtrącać się nie będzie.

– Kompletnie nie wiedziałam, co mam zrobić, więc zanim cokolwiek zrobiłam, zapytałam na forum dyskusyjnym, czy mam mówić Kamili. Jedne dziewczyny ostrzegały mnie, że stracę przyjaciółkę. Inne pisały: "mów, facet robi z niej idiotkę, też chciałabyś wiedzieć!". No to powiedziałam – wspomina Beata.

Na spotkanie wzięła dużo paczek chusteczek. Spodziewała się, że Kamila zacznie płakać, że trzeba będzie ją utulić, a nawet znaleźć dla niej bezpieczny kąt na najbliższe dni.

Ale stało się zupełnie inaczej: Kamila wstała i zaczęła śmiać się Beacie w twarz. Wykrzyczała, że sama pewnie ma problemy w związku i próbuje zniszczyć ich małżeństwo.

I natychmiast zadzwoniła do Pawła. Ten, przyparty do muru, błyskawicznie przyjął linię obrony: stwierdził, że to… mąż Beaty mści się na nim za porażki w pracy i dlatego wymyśla te historie.

Wieczorem Beata dostała SMS-a: "Jesteście toksyczni. Nie życzę sobie kontaktu."

Paweł do dziś zdradza Kamilę, tyle że w innej firmie. Beata straciła przyjaciółkę. Po drodze zmierzyła się także z kryzysem w małżeństwie – jej mąż miał do niej żal o całą sytuację i jej konsekwencje.

Czytaj także:

Ewa zachwycała się, że jej Krystian – mimo długiego stażu związku – zawsze jest zadbany. Siłownia, dieta pudełkowa, fryzjer, perfumy. Jej wcześniejszy partner przestał o siebie dbać zaraz po zamieszkaniu razem. "Krystian to zupełnie inny facet, takich już nie ma" – powtarzała. "Coraz częściej kupuje mi też kwiaty".

Świecące się oczy. Maślany wzrok.

Jej koleżanki nie mogły już tego znieść.

– Wiedziałyśmy wszystkie – przyznaje Kaśka. – Ale to mnie przypadła rola tej, która musi powiedzieć Ewce, że od pół roku jest zdradzana. A kwiaty są po to, żeby uśpić jej czujność.

W paczce tylko Ewa była w wieloletnim związku. Dwie kobiety były po rozwodach, jedna w nowej relacji. Kaśka była wtedy sama.

– Próbowałam powiedzieć jej to w najdelikatniejszy sposób. Domyślałam się, że to będzie jak wybuch bomby. Nie sądziłam jednak, że uderzy we mnie. Ewa wykrzyczała, że jestem zazdrosna, że nie umiem ułożyć sobie życia, więc chcę zniszczyć jej szczęście. Potem stwierdziła, że wszystkie jesteśmy fałszywe – opowiada Kaśka.

Po tym zdarzeniu przyjaźń całej grupy się rozpadła.

Psycholożka: Ta reakcja mnie nie dziwi

To nie są odosobnione przypadki, ale powtarzający się schemat, z którym w swoich gabinetach regularnie mierzą się terapeuci. Dlaczego w obliczu zdrady tak łatwo odwracamy się od osób, które chcą nas chronić? O bolesnych mechanizmach psychologicznych, sile iluzji i o tym, dlaczego ludzki umysł panicznie boi się prawdy, rozmawiam z Żanetą Rachwaniec, psycholożką i socjolożką.

– Kiedy pacjentki pytają mnie, czy powinny powiedzieć przyjaciółce o zdradzie jej partnera, zazwyczaj to odradzam – mówi wprost Żaneta Rachwaniec.

– Bardzo często taka osoba doskonale wie, co się dzieje, albo przynajmniej mocno to podejrzewa. Jednak dopóki nikt z otoczenia nie mówi o tym głośno, może przed samą sobą udawać, że problem nie istnieje. Kiedy wtrąca się ktoś trzeci, mechanizm wyparcia zostaje zaburzony. Wtedy naturalnie pojawia się złość, a o wiele łatwiej przekierować ją na osobę z zewnątrz niż na własnego partnera. To bardzo częsta reakcja, która mnie, jako psycholożkę, w ogóle nie dziwi.

W teorii lojalność wobec przyjaciółki, z którą dzieli się wspomnienia z dzieciństwa czy studiów, powinna wygrać z relacją z mężczyzną. W praktyce jest jednak zupełnie inaczej.

– Idealistycznie chcielibyśmy myśleć, że skoro przyjaźń trwa od lat, to wygra lojalność wobec przyjaciółki. Jednak relacja partnerska wiąże się z tak ogromną inwestycją emocjonalną, czasową i osobistą, że człowiek podświadomie broni się przed bolesną prawdą i woli trwać w iluzji. Pamiętajmy, co od starożytności robiono z posłańcami przynoszącymi złe wieści – wieszano ich lub kamienowano. W sferze emocjonalnej ten mechanizm wciąż niestety działa.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

Świadek mojego upokorzenia

Okazuje się, że w grze o prawdę rzadko chodzi wyłącznie o sam fakt oszustwa. Kluczową rolę odgrywa wstyd. Kobieta, która dowiaduje się o niewierności od osoby trzeciej, zwykle też zwraca go przeciwko sobie.

– Bardzo często pojawia się dręcząca myśl: "jak mogłam być tak głupia, jak mogłam tego sama nie zauważyć?" – zaznacza Rachwaniec. – Wtedy pojawia się wstyd wobec osoby, która ujawniła prawdę. Czujemy się, mówiąc wprost, upokorzone. Dlatego często wycofujemy się z relacji, żeby uniknąć konfrontacji z własnym poczuciem naiwności. Działa tu myślenie magiczne: jeśli odsunę się od świadka mojego upokorzenia, to tak, jakby nikt nie wiedział, że dałam się oszukać. To chroni przed poczuciem bycia "ślepą".

Relacje międzyludzkie nie są w pełni racjonalne. Dopóki nie pojawia się dowód z zewnątrz, można trwać w zawieszeniu, na zasadzie: coś podejrzewam, ale nie mam pewności. Gdy dowód przynosi przyjaciółka, pojawia się silny dysonans poznawczy. Z jednej strony zdrada powinna oznaczać odejście, z drugiej – emocjonalne zaangażowanie nie pozwala tego zrobić. Pojawia się pytanie: "skoro mnie zdradza, to dlaczego wciąż z nim jestem?". To źródło ogromnego dyskomfortu.

Żaneta Rachwaniec

psycholożka, socjolożka

"Tamta go uwiodła"

Jeszcze trudniejszy scenariusz pojawia się wtedy, gdy niewierny partner zaczyna składać dwuznaczne propozycje przyjaciółce swojej partnerki. Wtedy mechanizmy obronne działają ze zdwojoną siłą, a konsekwencje często dotykają niewinnej osoby.

– W takiej sytuacji u przyjaciółki niemal natychmiast może pojawić się podświadome podejrzenie: "co ty takiego zrobiłaś, że on zaczął cię podrywać?" – zauważa Żaneta Rachwaniec. – Kobiety mają tendencję do obwiniania innych kobiet, zamiast kierować odpowiedzialność na partnera, który składał obietnicę wierności. Kiedy mężczyzna zdradza, często mówi się, że "tamta go uwiodła". Zapominamy, że to on – a nie inna kobieta – zobowiązał się do wierności. Jeśli partner przyjaciółki zaczyna ją podrywać, ten mechanizm działa jeszcze silniej. Nawet jeśli nic się nie wydarzyło, może pojawić się odruch dystansu: "jeśli ich odseparuję, nic złego się nie stanie".

Jak podkreśla ekspertka, milczenie również nie chroni relacji.

– Osoba, która wie i decyduje się milczeć, znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Jeśli prawda wyjdzie na jaw, a zwykle wychodzi, i okaże się, że wiedziała wcześniej, ta przyjaźń również się kończy. W takich przypadkach często nie ma dobrego rozwiązania.

To jej wybór

Czy to oznacza, że należy bezczynnie przyglądać się oszustwu, nawet jeśli trwa latami? Rachwaniec zaznacza, że w przypadku długotrwałych relacji rzeczywistość bywa bardziej złożona. Czasem dopiero moment, w którym sytuacja przestaje być możliwa do ukrycia, sprawia, że osoba uwikłana w związek konfrontuje się z prawdą. 

– Jeżeli romans trwa latami, warto się zastanowić, czy druga strona rzeczywiście niczego nie podejrzewa – zauważa. – Znam przypadek mężczyzny, który przez kilkanaście lat prowadził podwójne życie. Gdy prawda wyszła na jaw, jego partnerki stopniowo odkrywały skalę tego schematu. Jedna z nich odeszła dopiero wtedy, gdy sytuacja stała się publicznie znana. Zadziałał mechanizm wstydu: skoro wszyscy wiedzą, nie da się dłużej udawać.

Kluczowe pozostaje jednak nie to, czy mówić, ale jak to zrobić. Najważniejsze jest upewnienie przyjaciółki, że przekazana informacja nie wiąże się z presją ani oczekiwaniem radykalnych decyzji. Kobieta powinna mieć poczucie, że jej wybór – niezależnie od tego, jaki będzie – zostanie zaakceptowany.

– Trzeba upewnić przyjaciółkę, że cokolwiek zrobi z tą wiedzą, może liczyć na wsparcie. To bardzo ważny komunikat: "Znam twoją sytuację, mam swoje zdanie, ale cokolwiek wybierzesz, jestem po twojej stronie" – tłumaczy psycholożka. – Dzięki temu kobieta czuje, że ma pełne prawo wyboru. Może odejść albo zostać, ale nie jest oceniana. Jeśli natomiast słyszy: "On cię zdradza, powinnaś natychmiast odejść", automatycznie pojawia się dystans. Nikt nie lubi czuć presji ani przymusu.

Jak zaznacza, nawet w kontekście zdrady rzadko mamy do czynienia z prostymi schematami.

– Czasem to, co się wydarza, uruchamia w związku proces refleksji i zmian. Dlatego narzucanie jednej interpretacji bywa krzywdzące. Podsumowując: jeżeli już chcemy powiedzieć o zdradzie, to zawsze z empatią i zostawieniem drugiej osobie przestrzeni na własną decyzję. To przecież jej życie – podkreśla Żaneta Rachwaniec.