Keir Starmer, premier Wielkiej Brytanii i Donald Tusk
Potężny cios dla Starmera. Nad Tamizą już wieszczą upadek przyjaciela Tuska Fot. Shutterstock

Okręg Makerfield wokół Manchesteru. Tu w czwartek 18 czerwca odbyły się wybory uzupełniające do Izby Gmin, na które normalnie pewnie mało kto zwróciłby uwagę. Tymczasem dziś region ten jest na ustach całej Wielkiej Brytanii, ale też poza nią. To stąd do parlamentu właśnie dostał Andy Burnham – burmistrz Wielkiego Manchesteru i kto wie – niewykluczone, że przyszły lider Partii Pracy oraz premier Wielkiej Brytanii.

REKLAMA

Andy Burnham zdecydowanie wygrał wybory uzupełniające w Makerfield. Zdobył 55 proc. głosów i nie miał sobie równych. Daleko za sobą zostawił kandydata skrajnej prawicy, który w wyścigu do Izby Gmin zajął drugie miejsce. Na Roberta Kenyona z partii Reform UK głosowało 35 proc. wyborców.

Dzisiejszy wieczór naprawdę może okazać się punktem zwrotnym – ogłosił w wyborczy wieczór Burnham. Wszyscy mają tego świadomość. Burmistrz Wielkiego Manchesteru już dawno wyraźnie zapowiedział, że jeśli dostanie się do parlamentu, chce rzucić wyzwanie premierowi Keirowi Starmerowi i walczyć o przywództwo w Partii Pracy.

A to dla obecnego szefa rządu, jest wielkie zagrożenie.

"Kilka tysięcy wyborców w mało znanym okręgu Makerfield może przesądzić o tym, kto będzie następnym premierem Wielkiej Brytanii. Jeśli obecny burmistrz Manchesteru Andy Burnham wygra czerwcowe wybory uzupełniające, polityczny kryzys w Londynie może wejść w zupełnie nową fazę" – tak wcześniej tłumaczył wagę tych wyborów serwis "Politico".

Andy Burnham chce rzucić wyzwanie premierowi Keirowi Starmerowi

Dziś pytanie, czy to przyszły premier wybrzmiewa nie tylko w Wielkiej Brytanii. "Kim jest Andy Burnham, który może zostać następnym premierem?", "Wygrana toruje mu drogę do walki z Keirem Starmerem o przywództwo Partii Pracy i stanowisko premiera Wielkiej Brytanii" – reagują zagraniczne media.

Czy tak będzie, zobaczymy. Na dziś jedno jest pewne – Starmerowi wyrósł bardzo poważny konkurent.

Andy Burnham, uważany za jednego z głównych rywali Starmera, to bardzo doświadczony i popularny polityk Partii Pracy. Przez 16 lat – do 2017 roku – był członkiem Izby Gmin. Był też ministrem zdrowia i stał na czele resortu kultury w rządach Tony'ego Blaira i Gordona Browna, a nawet już raz ubiegał się o przywództwo w partii. W 2015 roku przegrał jednak z Jeremym Corbynem.

Gdy został burmistrzem Manchesteru, nie mógł podjąć tego wyzwania po raz kolejny. Taką możliwość daje mu tylko mandat Izby Gmin. I jak wszystko na to wskazuje, zamierza to wykorzystać.

Partia Pracy w kryzysie. W sondażach prowadzi skrajna prawica

Partia Pracy pod przywództwem Keira Starmera mierzy się dziś z ogromnym kryzysem. W ogólnokrajowych sondażach przoduje skrajna prawica. Notowania labourzystów są bardzo słabe, a na to nakładają się kiepskie wyniki w majowych wyborach lokalnych. Nawet w okręgu Makerfield, który – jak wyjaśnia BBC – od 120 lat jest bastionem Partii Pracy. Ale nawet tam wybory lokalne wygrała Partia Nigela Farage'a.

Wtedy przelała się czara goryczy niezadowolenia z rządów Starmera. Blisko 100 deputowanych chciało jego do rezygnacji.

W maju do dymisji podał się minister zdrowia, co uznano za wielki, polityczny wstrząs. "Po utracie zaufania do twojego przywództwa doszedłem do wniosku, że gdybym to zrobił, byłoby to niehonorowe i sprzeczne z zasadami" – napisał do premiera Wes Streeting. Zasugerował też, że Keir Starmer powinien odejść.

On również, jak wynika z doniesień medialnych, może ubiegać się o przywództwo laburzystów.

Dalsza część artykułu poniżej:

Tusk o Starmerze: Mamy przyjaciela nad Tamizą

Keir Starmer zapowiedział wcześniej, że nie zamierza odejść. Teraz pogratulował Burnhanowi zwycięstwa – na X stwierdził, że wyborcy "wybrali kampanię Partii Pracy opartą na nadziei i optymizmie zamiast podziałów i nienawiści".

Na czele Partii Pracy stoi od 2020 roku. Szefem rządu jest od 2024 roku. Donald Trump na początku swojej drugiej kadencji uważał go za przyjaciela i chwalił za to, że jest "pomostem" między USA a Europą ws. wojny w Ukrainie. Jak wiadomo, Starmer podpadł mu, gdy Wielka Brytania pokazała, że nie zamierza angażować się w ataki USA i Izraela na Iran i nie popiera blokady Cieśniny Ormuz.

Przyjacielem premiera Wielkiej Brytanii nazwał również Donald Tusk. "Mamy przyjaciela nad Tamizą" – stwierdził już w 2024 roku szef polskiego rządu. A potem przyszły realne efekty.

27 maja 2026 roku Polska i Wielka Brytania podpisały nowy traktat w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony z Polską. Według Keira Starmera to "największy od pokolenia krok naprzód w zakresie obrony i bezpieczeństwa". Donald Tusk przyznał zaś, że to "dziejowa chwila".

Przypomnijmy. Dokument zakłada wspólne działania wojskowe, walkę z cyberzagrożeniami i zwalczanie zorganizowanej przestępczości. Wcześniej podobne porozumienie nasz kraj zawarł z Francją.