Radosław Sikorski
Radosław Sikorski doczekał się odpowiedzi ze strony niemieckiego rządu po swoich ostatnich słowach o Ukrainie. Fot. shutterstock

Rzecznik niemieckiego rządu zareagował na ostatnie słowa Radosława Sikorskiego. Szef MSZ domaga się udziału Polski przy stole negocjacyjnym w sprawie wojny w Ukrainie. Tymczasem Stefan Kornelius zapewnia, że wszystko będzie koordynowane z naszym krajem, ale jednocześnie twierdzi, że to "nie jest odpowiedni czas na takie dyskusje".

REKLAMA

Radosław Sikorski udzielił ostatnio wywiadu niemieckiej gazecie "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Został tam zapytany między innymi o przewodnictwo Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji w negocjacjach dotyczących Ukrainy. Polityk zaznaczył wówczas, że "Warszawa domaga się swojego miejsca przy negocjacyjnym stole", ponieważ Polska jest zarówno sąsiadem Rosji, jak i Ukrainy, oraz ponosi ryzyko wojny.

– Między Morzem Czarnym, Bałtyckim i Adriatyckim w UE żyje 120 mln ludzi, a łącznie ze Skandynawią to 150 mln ludzi, którzy są o wiele bardziej bezpośrednio zagrożeni rosyjską agresją niż Niemcy – ocenił szef MSZ i dodał, że "nie można ignorować jednej trzeciej UE". – Francusko-niemiecki silnik jest zbyt mały, aby napędzać tak duży pojazd, jakim stała się UE. Musimy albo działać za pośrednictwem instytucji ustanowionych w traktatach UE, takich jak Rada Europejska, albo za pośrednictwem koalicji chętnych do reprezentowania kontynentu w negocjacjach – powiedział Sikorski.

Niemiecki rząd reaguje na słowa Sikorskiego ws. Ukrainy

Teraz na wypowiedź polskiego wicepremiera zareagował rzecznik niemieckiego rządu Stefan Kornelius. – Europejskie działania negocjacyjne w sprawie Ukrainy będą zawsze ściśle koordynowane z polskim rządem – zapewnił, cytowany przez agencję DPA.

Nie jest to odpowiedni moment na dyskusję o formatach ani o udziale – stwierdził Kornelius, argumentując to tym, że obecnie nie toczą się żadne negocjacje, a Rosja nie wyraziła gotowości do rozpoczęcia rozmów. Dodał również, że "Niemcy nie mają wiodącej roli w decydowaniu o tym, kto miałby uczestniczyć w potencjalnych negocjacjach".

Dodajmy, że w sprawie rozmów o zakończeniu wojny w Ukrainie trwają różne podejścia już od roku. Gdy w sierpniu 2025 r. Władimir Putin przyleciał do USA na spotkanie z Trumpem, rynki również czekały w napięciu na rezultaty.

Doniesienia o proteście Tuska na szczycie UE

Dodajmy, że 18 i 19 czerwca odbył się szczyt Unii Europejskiej, na którym był także Donald Tusk. Tam też Wołodymyr Zełenski spotkał się z polskim premierem. Ponadto szerokim echem odbiły się doniesienia o proteście szefa rządu – kolejnym przejawie ofensywy dyplomatycznej Tuska ws. Ukrainy. – Polska nie zaakceptuje sytuacji, w której o sprawach dotyczących bezpieczeństwa, kontaktów z Rosją, decydowałyby największe kraje – bez udziału Polski – miał mówić na szczycie polski premier, o czym poinformowało RMF FM.

A dyskusja zaczęła się od tego, że kraje członkowskie UE oburzyły się na fakt, iż przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa nawiązał ostatnio kontakty z Moskwą. Padły zarzuty, że nie wszyscy zostali o tym uprzedzeni. Sam Costa tłumaczył się tym, że nie prowadzi żadnych merytorycznych negocjacji z Rosją. Przekonywał, że utrzymywanie "kanałów komunikacji" ma jedynie zapewnić gotowość Unii Europejskiej na wypadek rozpoczęcia rozmów pokojowych.

Dyskusja toczyła się tak długo aż przeszła na wątek związany z udziałem naszego kraju w rozmowach. – Polska nie będzie czuła się związana decyzjami podejmowanymi przez formaty, w których nie jest reprezentowana, takie jak E3 (Francja, Niemcy i Wielka Brytania – red.). Dlatego, gdyby Francja i Niemcy upierały się, że to one mają prowadzić negocjacje w ramach tego formatu, Warszawa nie uznałaby takiego rozwiązania za właściwe – ocenił jeden z polskich dyplomatów w rozmowie z RMF FM.

Ostatecznie większość przywódców poparła utrzymanie koordynacyjnej roli przewodniczącego Rady Europejskiej, bo skoro jest już odpowiednia instytucja UE, to nie ma potrzeby tworzenia nowych formatów reprezentacji. Costa powinien więc reprezentować 27 krajów i konsultować z nimi swoje decyzje. Na takie rozwiązanie przystała także Polska, choć jednocześnie Niemcy zwołały szczyt grupy E5 z udziałem Warszawy, co pokazuje, że dyskusja o formacie negocjacyjnym jeszcze się nie zakończyła.