
W mediach na wszystkie sposoby odmieniane jest nazwisko Dawida Kacprzyka, tymczasem Koalicja Obywatelska w nowym sondażu... wciąż prowadzi i nawet zwiększa poparcie. Najnowsze badanie Instytutu Badań Pollster sugeruje, że na razie formacja Donalda Tuska nie płaci politycznej ceny za skandal w Szpitalu Południowym w Warszawie.
Z sondażu przeprowadzonego na zlecenia "Super Expressu" w dniach 19-21 czerwca (czyli już po wybuchu afery wokół Dawida Kacprzyka i Szpitala Południowego) na próbie 1045 dorosłych Polaków wynika, że gdyby wybory parlamentarne odbyły się w najbliższą niedzielę, na Koalicję Obywatelską zagłosowałoby 34,01 proc. respondentów. "Tylko tyle"? Ależ skąd! Nie ma tu mowy o żadnej stracie. To o ponad punkt procentowy względem końca maja, gdy partia rządząca notowała 32,98 proc.
Prawo i Sprawiedliwość uzyskało tymczasem wynik na poziomie 26,17 proc., czyli minimalnie mniej niż miesiąc wcześniej (26,66 proc.). Na trzecim miejscu znalazła się Konfederacja z 13,93 proc. Dla ekipy Sławomira Mentzena jest to rezultat trochę lepszy niż w majowym badaniu (13,29 proc.).
Próg wyborczy przekroczyłyby jeszcze dwa ugrupowania: Nowa Lewica (7,82 proc.) oraz Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna (7,66 proc., wzrost o 0,63 p.p.). Poza Sejmem zostałyby Razem (4,58 proc.), PSL (3,55 proc., wyraźny spadek z 4,25 proc.) i Polska 2050 Szymona Hołowni, która osunęła się z 2,71 do 1,61 proc. To skądinąd jeden z największych spadków w całym badaniu.
Dawid Kacprzyk z Warszawskiego Szpitala Południowego nie szkodzi KO. Przynajmniej na razie...
Wyniki KO są o tyle zaskakujące, że badanie powstało w trakcie jednej z głośniejszych afer ostatnich miesięcy, jak nie lat. Sprawa zaczęła się od oświadczenia majątkowego Dawida Kacprzyka – młodego lekarza i byłego radnego dzielnicy Ursus z Koalicji Obywatelskiej.
Jak ujawnił Patryk Słowik z Zero.pl, 28-letni medyk bez specjalizacji objął funkcję koordynatora SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym i tylko w 2025 roku zarobił na działalności lekarskiej ok. 1,6 mln zł.
O ustalonych przez siebie szczegółach afery Patryk Słowik niedawno opowiedział także rozmowie z Jakubem Kralką w naTemat.pl. Porównując grafiki dyżurów lekarza z jego aktywnością w mediach społecznościowych, dziennikarz ustalił, że Kacprzyk musiałby często bywać w dwóch miejscach jednocześnie i to zapoczątkowało lawinę kolejnych ustaleń.
Sprawa rozrosła się do wątku tzw. "saloniku VIP" w szpitalu, gdzie – jak twierdzi Słowik – politycy i ich bliscy mieli być przyjmowani poza kolejką, podczas gdy zwykli pacjenci czekają na badania miesiącami. Dziennikarz w "Rozmowie naTemat" podkreślał, że bardziej niż samo pomieszczenie oburza go to, że partyjna legitymacja mogła przyspieszać dostęp do diagnostyki.
Zobacz także
Tuskowy PR-owcu, poczekaj z tym szampanem
Skala konsekwencji jest spora. To już dwa śledztwa prokuratury, kilka nerwowych wystąpień Donalda Tuska i oświadczeń prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego i odwołanie całego zarządu szpitala. Ten drugi polityk zapowiedział też usunięcie polityków z rad nadzorczych miejskich spółek medycznych.
Jednak mimo intensywnego nagłośnienia afery przez media i opozycję, nowy sondaż nie pokazuje żadnego osłabienia notowań Koalicji Obywatelskiej. Trudno więc na razie mówić o realnym "efekcie Kacprzyka" w skali ogólnopolskiej. PR-owcy KO otwierać szampana jednak zbyt szybko nie powinni. Wszakże tego typu afery czasem przekładają się na poparcie z opóźnieniem.


