
Afera z lekarzem, który w ciągu roku zarobił 1,6 mln zł, nie przestaje wstrząsać Polską. Dzień po dniu mamy lawinę nowych zdarzeń i zwrotów akcji, a PiS korzysta i uderza z każdej strony. – Jeśli opozycja będzie grała tym za mocno, to się na tym przejedzie. Sama nie jest bez winy – ocenia dr hab. Bartłomiej Biskup, politolog. Jak może odbić się to na wizerunku KO? Jakie nastroje panują w partii? I jak odbierają to ludzie, którzy kiedyś współpracowali z Dawidem Kacprzykiem? W jego dawnym środowisku słyszymy o nim skrajne opinie.
Ta sprawa bulwersuje Polskę już od wielu dni. Wszyscy widzą, że opozycja dostała wiatru w żagle. "Klasyczny reprezentant uśmiechniętej Polski Tuska w pełnej okazałości" – kpi z Dawida Kacprzyka Jarosław Kaczyński. "Dawid Kacprzyk przede wszystkim jest symbolem władzy i folwarku Donalda Tuska" – atakuje Mateusz Morawiecki.
28-letni lekarz, który za dyżury w Warszawskim Szpitalu Południowym – na których mogło go w ogóle nie być – zarobił ok. 1,6 mln zł, jest na ustach wszystkich. A wraz z nim Koalicja Obywatelska i jej wizerunek. W kraju wrze.
– Takie afery są coraz mniej skuteczne, bo widzimy, że coraz bardziej spływają po politykach. Ale ta może mieć większy potencjał rozwojowy i stać się jedną z większych afer na miarę słynnych ośmiorniczek. Po pierwsze, jej skutku możemy nie widzieć od razu. On może być odroczony, widoczny w późniejszych sondażach. Poza tym afera jest wielowątkowa. Nie dość, że mówimy o dużych zarobkach, to jeszcze mamy tzw. salonik VIP. A to jest po prostu przykład demoralizacji klasy politycznej. Oczywiście tego człowieka zapewne też, ale trudno sobie wyobrazić, żeby nikt o tym nie wiedział – komentuje w rozmowie z naTemat dr hab. Bartłomiej Biskup, politolog.
– Ale jeśli opozycja, czyli PiS, będzie grała tym za mocno, to się na tym przejedzie. Bo sama nie jest bez winy i grzechu. W czasie swojego rządzenia też różne błędy popełniała i zdarzały jej się sprawy o podobnym charakterze – dodaje.
Jak ta afera może odbić się na KO? Jakie nastroje panują w partii Donalda Tuska? I jak odbierają ją ludzie, którzy współpracowali z Kacprzykiem?
Dawid Kacprzyk traci kolejne funkcje
Od wybuchu afery i ustaleń portalu Zero.pl mamy dosłownie maraton zdarzeń.
Przypomnijmy. 28-letni Dawid Kacprzyk nie jest już członkiem Koalicji Obywatelskiej – kilka dni temu władze partii przyjęły jego rezygnację. Nie jest też pracownikiem Szpitala Południowego w Warszawie – placówka rozwiązała z nim umowę. W czwartek 18 czerwca sam zrezygnował z funkcji radnego dzielnicy Ursus. Złożył też wniosek o zawieszenie w prawach członka Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie. A także zwrócił szpitalowi część wypłaconych mu środków. W samym szpitalu trwa audyt zlecony przez Prezydenta m.st. Warszawy.
Ale najsłynniejszy dziś lekarz w Polsce przestał też być członkiem Nowej Generacji – młodzieżówki KO, której w 2023 roku był jednym z założycieli.
– W dniu wczorajszym [17 czerwca] przyjąłem jego rezygnację z członkostwa w Nowej Generacji. Dostałem ją mailowo. Zrezygnował z młodzieżówki – mówi naTemat Mateusz Gieryga, radny KO ze Szczecina, od niedawna jej przewodniczący. Przez trzy lata pracowali w jednym zarządzie. Formalnie Kacprzyk przewodniczył młodzieżówce od 15 marca 2023 roku do 15 marca 2026 roku.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym wątku.
– Ja byłem wiceprzewodniczącym, więc oczywiście się znamy. Natomiast nigdy nie rozmawialiśmy o pracy Dawida. Nasza działalność skupiała się na działaniach młodzieżówki. Na wszystkich spotkaniach zawsze był merytoryczny. Myślę, że pod kątem prywatnym każdy ocenia go pozytywnie. Bardzo ambitny, serdeczny, zawsze uśmiechnięty i miły dla naszych członków – mówi Mateusz Gieryga.
W 2026 roku Kacprzyk nie ubiegał się już o reelekcję na funkcję przewodniczącego. – Rozmawialiśmy o tym, że nie miał na to czasu, a potrzebna jest zmiana. Pod koniec działalności w zarządzie przyznawał, że skupia się bardziej na pracy niż na tej działalności politycznej – mówi szef stowarzyszenia.
Jak odbiera aferę z jego udziałem? Jakie nastroje widzi wokół siebie?
– Myślę, że na pewno jest zdziwienie. Nikt się tego nie spodziewał. Dawid był prominentnym członkiem, nie ma się co się od tego odcinać. Doniesienia medialne, jak widać, częściowo się potwierdziły. Dawid skorygował część faktur i zwrócił szpitalowi pół miliona złotych. To oczywiście nie kończy spraw. Wymaga ona dogłębnego i całościowego wyjaśnienia. Mam nadzieję, że wszystkie audyty potwierdzą, jaka była prawda i jaki był realny efekt tego, co się wydarzyło. Ta sprawa jednak przede wszystkim doprowadziła do przyspieszenia kwestii ujawniania zarobków lekarzy. Dobrze, że rząd bardzo szybko zareagował – odpowiada.
Kacprzyk? "To była osoba, przez którą musiałam odejść z działalności w Młodych Demokratach"
Młodzieżówka to istotna część przeszłości Dawida Kacprzyka. Wcześniej działał w Młodych Demokratach. Nie wszyscy z tamtego okresu mają z nim dobre wspomnienia.
– To była osoba, przez którą musiałam odejść z działalności w Młodych Demokratach – mówi naTemat Milena Kowalska, był przewodnicząca Młodych Demokratów, dawnej młodzieżówki partyjnej PO.
Tamten konflikt w MD to długa i skomplikowana historia. W mediach przewinęły się już doniesienia o nim, że Kacprzyk doprowadził do ich rozpadu. A w tle miały być powody partyjne.
– To nie był efekt działań partyjnych, tylko efekt wewnętrznego niezadowolenia większości działaczy. Wtedy do Nowej Generacji odeszła większość członków Młodych Demokratów. Ja sam byłem w Młodych Demokratach od 2018 roku. Widziałem rzeczy, które wymagały wewnętrznych zmian. Gdy się nie udało, zdecydowaliśmy się założyć nowe stowarzyszenie. Dziś, po 4 latach, odbudowujemy relacje z Młodymi Demokratami. Tych animozji raczej już nie ma – reaguje na to Mateusz Gieryga.
Milena Kowalska pamięta to inaczej.
– Była duża presja, żeby Dawid Kacprzyk przejął Młodych Demokratów. Gdy okazało się, że ja odchodzę, chciał zostać przewodniczącym. Nie był jednak w stanie wygrać wyborów. Paraliżował wtedy nasze posiedzenia, powoływał się na wpływy, na ludzi. Raz przyszedł na obrady z prawnikami. Mieliśmy wrażenie, że chcieli, żeby Młodzi Demokraci przestali istnieć – wspomina.
Konflikt skończył się tym, że partia wręczyła jej wypowiedzenie umowy stowarzyszeniowej. – Usłyszeliśmy, że jeśli się dogadamy, nie będzie wypowiedzenia. Natomiast u nas nie było zgody na Dawida Kacprzyka. Wtedy powstała druga młodzieżówka – mówi.
Co myśli dziś, gdy afera z jego udziałem od wielu dni przetacza się przez Polskę?
– Że staliśmy wtedy po dobrej stronie. Mimo, że większość z nas zakończyła wtedy działalność, to historia pokazała, że byliśmy po dobrej stronie, nie oddając mu wtedy stowarzyszenia, które było pełne wartości demokratycznych – odpowiada Milena Kowalska.
O tym, jak sprawa Kacprzyka odbija się dziś na wizerunku KO, mówi:
– Wielka szkoda, bo to nie jest twarz młodych działaczy. My całe życie dokładaliśmy do działalności w Młodych Demokratach. Nigdy nie zarobiliśmy na tym złotówki. Finansowaliśmy działania często poświęcając nasz czas i własne pieniądze. Nigdy nie korzystaliśmy z wpływów. Jest nam bardzo, bardzo przykro, że młodzi politycy, którzy mogliby zmieniać świat, dzisiaj mają twarz Dawida Kacprzyka.
Polityk KO: "To był szeregowy radny. Jeden z tysięcy, który startował w wyborach"
W mediach huczy od tego, że w KO panuje złość i frustracja. "Sprawa Kacprzyka to dla nas tykająca bomba", "Jest wielkie wkurzenie", "Rujnująca historia", "To wizerunkowa katastrofa" – od kilku dni przewijają się podobne reakcje, cytowanych przez nie anonimowych polityków.
Posłowie KO niechętnie o tym mówią. Niektórzy wydają się zrezygnowani, że praca tylu miesięcy może zostać zniszczona przez aferę z udziałem jednej osoby, która nawet nie jest parlamentarzystą. Inni mówią, że trzeba czekać na wyjaśnienia. Albo odbijają pałeczkę.
– Na pewno nie jest to dla nas miła sytuacja. To był szeregowy radny. Jeden z tysięcy, który startował w wyborach. Odczuwamy bezradność, bo to są pojedyncze przypadki. Przecież ani premier, ani ministrowie, nie mają wpływu na to, co będą robić poszczególni radni – mówi nam o nastrojach w KO poseł ze wschodniej Polski.
Tymczasem dla opozycji to paliwo, jakiego dawno nie miała. "Afera z prywatnym SOR to "nowe ośmiorniczki", "Tusk już wie, że ta historia wróci do niego w kampanii i może zdecydować o utracie władzy" – atakują prawicowe media.
Polityk KO: "Tę sytuację wykorzystuje partia, która ani z etyką, ani z przyzwoitością nie ma nic wspólnego"
Polityk KO przyznaje – jego partia też wykorzystywała takie historie do uderzania w PiS. Rzecz normalna w przypadku opozycji. – Tylko różnica polega na tym, że tę sytuację wykorzystuje partia, która ani z etyką, ani z przyzwoitością, ani z poszanowaniem publicznych środków nie ma nic wspólnego. Chcą odwrócić uwagę od swojego złodziejstwa, od wszystkich przekrętów, od tego, że system, który dzisiaj pozwala lekarzom zarabiać krocie, został wprowadzony przez nich – mówi.
Podkreśla: – Nie chcę stworzyć wrażenia, że my jesteśmy źli, a oni byli jeszcze gorsi. Ale jeśli dziś mówi to partia, która jest umoczona w bagnie finansowym związanym z przepływem pieniędzy publicznych, czy traktowania stanowisk jako odskoczni do robienia karier przez swoje rodziny, to mnie też obrzydza.
Poseł KO przypomina afery związane m.in. ze Zbigniewem Ziobrą, Dariuszem Mateckim, Łukaszem Mejzą, czy Elżbietą Witek, której mąż przez około 2 lata przebywał na OIOM w szpitalu w Legnicy, co wzbudzało duże kontrowersje.
– Porównajmy ośmiorniczki za 80 zł do milionów z Funduszu Sprawiedliwości, czy do Willa Plus. Dlatego moim zdaniem, naszym zadaniem jest teraz pokazywanie tej hipokryzji i dwulicowości PiS. Bo oni nie mają moralnego prawa, żeby nam coś zarzucać. Musimy głośno przypominać, co działo się przez osiem lat rządów PiS. I oczywiście doprowadzić do tego, żeby osoby winne za obecną aferę poniosły konsekwencje – mówi poseł KO.
Uważa, że dziś trudno przewidzieć, jak odbije się to na KO.
Dalsza część artykułu poniżej:
Zobacz także
Politolog: W pewnym momencie jest przesyt epatowaniem takimi wiadomościami
– Opozycja oczywiście wykorzystuje tę sytuację, bo takie jest jej prawo. Ale moim zdaniem oprócz łajania polityków, powinna zachować się jak odpowiedzialna opozycja. Nie trzeba krzyczeć, że to jest koniec, że wszystko wygraliśmy i zmieciemy ten rząd. Tylko mówić o naprawie państwa – komentuje prof. Biskup.
Zwraca też uwagę na tzw. efekt wear-out, który dzisiejsze ataki PiS mogą wywołać. – W pewnym momencie jest przesyt epatowaniem takimi wiadomościami. Zainteresowanie opinii publicznej słabnie. I sytuacja może się odwrócić. Tak było w przypadku mieszkania Karola Nawrockiego. Temat został przegrzany przez KO – mówi.
A jak politolog ocenia reakcję KO na aferę z młodym milionerem?
Przypomnijmy, 17 czerwca szef rządu zwołał pilną konferencję prasową, reagując bezpośrednio na opisany skandal. Donald Tusk nie ukrywał oburzenia standardami, jakie zapanowały w publicznej ochronie zdrowia. – Pojawia się w przestrzeni publicznej coraz więcej informacji o zwyrodnieniach systemu – mówił premier. Zażądał też błyskawicznych wyjaśnień od warszawskiego samorządu, będącego właścicielem lecznicy.
Z kolei prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski 18 czerwca poinformował o najnowszej decyzji ws. Warszawskiego Szpitala Południowego – cały zarząd placówki został zwolniony.
"To będzie test, czy konsekwencje zostaną szybko wyciągnięte i czy ktoś powie: Popełniliśmy błąd"
– Dziś w tej sprawie występuje głównie premier. Inni się pochowali. Nikt się nie tłumaczy z tego, a powinny to robić przede wszystkim organy, które prowadzą ten szpital, czy go nadzorują. Tego w ogóle nie widzimy, bo nikt nie chce być w to umoczony – komentował chwilę wcześniej Bartłomiej Biskup.
Zapowiedź zdecydowanego działania przez Tuska uważa za dobry ruch. – Tylko pytanie, czy to wystarczy. Bo premier może się odciąć i zapowiedzieć konsekwencje, ale co za tym pójdzie dalej? Samo apelowanie do NIK nie ma sensu. Zanim NIK zrobi kontrolę, minie kilka miesięcy – mówi dr hab. Bartłomiej Biskup.
Uważa, że teraz trzeba działać w trybie natychmiastowego nadzoru nad szpitalem.
– To będzie test, czy rzeczywiście konsekwencje zostaną szybko wyciągnięte i czy w ogóle ktoś powie: "Popełniliśmy błąd". Bo takie słowa jeszcze nie padły. Premier mówi, że będzie wyciągał konsekwencje, ale nikt nie powiedział: "Zawiniliśmy". Jestem ciekawy, czy ktoś z klasy politycznej to powie – mówi politolog.





