"Jakbyśmy to stracili, byłby płacz". Lang mocno o Tour de Pologne
"Jakbyśmy to stracili, byłby płacz". Lang mocno o Tour de Pologne fot. naTemat

Groziła mu utrata ręki, trenerzy go skreślili, a on po wyjściu ze szpitala zaczął trenować dwa razy mocniej. W "Wieczorze naTemat" Czesław Lang wraca do najtrudniejszego momentu swojego życia, który stał się przełomem i podwalinami wielkiej kariery. Opowiada też o 34 latach pracy przy Tour de Pologne – wyścigu najwyższej światowej klasy, który w Polsce nie jest dostatecznie doceniany.

REKLAMA

To miał być jego koniec, a stał się fundamentem wielkiej kariery. Czesław Lang na początku zawodowej kolarskiej drogi trafił do szpitala. Groziła mu nawet utrata ręki. Trenerzy go skreślili, twierdzili, że nic z niego nie będzie. Zawziął się tym bardziej, trenował dwa razy mocniej niż inni. To dało efekt. W 1980 roku był nie do zatrzymania. Z dobrego kolarza stał się wybitnym. 

Od 34 lat Lang Team organizuje Tour de Pologne, obecnie należący do World Tour, najwyższej klasy profesjonalnych wyścigów szosowych w strukturach Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI). Czesław Lang w "Wieczorze naTemat" opowiada o blaskach i cieniach kariery kolarskiej oraz organizowania światowego wyścigu w polskich warunkach. 

"Groziło mi, że stracę rękę"

Czesław Lang wraca wspomnieniami do Wyścigu Pokoju z końca lat 70., podczas którego miał wypadek, wybił rękę ze stawu barkowego i na pół roku trafił do szpitala. Po operacji założono mu ciężki gips. Był upał, rana się nie goiła, a sytuacja wyglądała coraz gorzej.

– Groziło mi, że stracę rękę. Leżysz, taki chłopak dwadzieścia parę lat, twoim marzeniem jest to, żeby się ścigać. Nie patrzysz, czy będziesz miał rękę, tylko chcesz się ścigać. To było moje największe marzenie. Gdybym nie mógł się ścigać, nie mógł jeździć, to byłaby dla mnie największa kara – mówi.

Po wyjściu ze szpitala zaczął trenować jeszcze mocniej. Inni jechali na trening sto kilometrów, on robił 150–170. Dziś mówi, że właśnie tamten moment przestawił go na inny poziom.

– Ten upadek dał mi tyle siły, tak mnie zmotywował, że z takiego bardzo dobrego kolarza stałem się wybitny. Bo ten rok 1980 był wybitny i stąd właśnie propozycja, żeby zostać kolarzem zawodowym – mówi.

W 1980 roku Lang zdobył srebrny medal olimpijski w Moskwie. Później otrzymał pierwszą polską zawodową licencję kolarską.

Tour de Pologne to nie samograj

Czesław Lang porównuje sportowe sukcesy z organizowaniem Tour de Pologne, ale szybko zaznacza, że to zupełnie inne emocje. Medal zdobywa się raz. Wyścig trzeba budować co roku od nowa.

– Do medalu na mistrzostwach świata pracowałem sześć, siedem lat i zdobywałem medal. Ja tutaj już 34 lata organizuję ten wyścig i ciągle walczę. Tutaj nie jest tak, że to już jest samograj, że jest kolejka sponsorów, że każdy chce wejść, że miasta się biją o to tak jak we Francji. Ja muszę wyszukiwać trasy, muszę wyszukiwać partnerów w miastach startowych, etapowych, premiach i tak dalej – przyznaje.

Tour de Pologne ma rangę World Touru. To oznacza najwyższą klasę w kolarstwie szosowym. Lang podkreśla jednak, że samo miejsce w elicie nie rozwiązuje problemów organizacyjnych ani finansowych.

"Nie mamy Alp ani Pirenejów"

Polski wyścig nie ma być kopią Tour de France czy Giro d’Italia. Lang mówi, że Tour de Pologne musiał znaleźć własny charakter. Siedem dni ścigania, polskie trasy, inne ukształtowanie terenu i szansa dla zawodników, którzy w największych tourach często pracują na liderów.

– My już dawno przestaliśmy gonić Tour de France czy Giro d’Italia, bo wiemy, że nie będziemy mieli wyścigu, który będzie liczył 21 dni. Nie będziemy mieli Alp ani Pirenejów. Mamy siedem dni wyścigu, mamy góry takie, jakie mamy, i na tym terenie musimy zrobić imprezę interesującą. Udało nam się stworzyć taki nowy wizerunek – mówi Lang.

Według niego Tour de Pologne często odkrywa nazwiska, które później znaczą dużo więcej w światowym peletonie. W Polsce ścigali się m.in. Peter Sagan, Remco Evenepoel, Michał Kwiatkowski i Rafał Majka.

Warto też dodać, że w 2024 r. Tour de Pologne wygrał Jonas Vingegaard z Team Visma, a ubiegłoroczny – Brandon McNulty z UAE Team.

Kobiety z nagrodami jak mężczyźni 

Osobnym tematem jest Tour de Pologne Women. Czesław Lang podkreśla, że organizatorzy nie chcieli poprzestać na deklaracjach o rozwoju kobiecego kolarstwa. Wspólnie z partnerami zdecydowali się podnieść pulę nagród. 

– Usiedliśmy i powiedzieliśmy: co zrobić, żeby panie też nie były gorzej traktowane od mężczyzn. Podnieśliśmy naprawdę całą pulę nagród tak, że jest porównywalna do mężczyzn. Myślę, że nie ma drugiego wyścigu dla pań z takimi wysokimi nagrodami, jak Tour de Pologne Women – mówi Lang.

W 2026 roku w ramach kobiecego TdP panie otrzymają dokładnie takie same stawki jak panowie za zwycięstwa w poszczególnych kategoriach. Siłą rzeczy pula nagród jest mniejsza – bo wyścig kobiet trwa 3 etapy, a ten mężczyzn 7. Niemniej za pierwsze 20 miejsc w klasyfikacji generalnej kobiet oraz wygrana w klasyfikacji "Najaktywniejszej zawodniczki LOTTO" będą wynagradzane dokładnie tak samo, jak w wyścigu mężczyzn.

To światowy ewenement, w wyścigach takich jak Tour de France, Giro d’Italia czy Vuelta a España, a więc w tych najbardziej popularnych, różnica w kwotach nagród między kobietami a mężczyznami wciąż jest znacząca. 

Wyścig jedzie przez Polskę i pokazuje Polskę

Tegoroczna 83. edycja TdP odbywa się pod hasłem "Północ-Południe". Lang tłumaczy, że w ostatnich latach wyścig mocno koncentrował się na górach, a kibice z innych regionów coraz częściej pytali, dlaczego peleton nie przyjeżdża do nich.

– Dużo ludzi do mnie pisało i pytało, dlaczego u nas nie ma tego wyścigu, tylko pokazujecie tamte miejsca. U nas też są piękne miejsca. Doszedłem do wniosku, że zmodyfikujemy trochę trasę, że nie będziemy koncentrowali się tylko na górach – mówi.

Dla organizatorów ważna jest też promocja kraju. Transmisje z Tour de Pologne trafiają za granicę, a kamery pokazują nie tylko kolarzy, lecz także miejscowości, krajobrazy i kibiców.

– Jadąc przez te wszystkie miejscowości, możemy mówić i pokazywać trochę historii Kaszub, trochę ciekawych miejsc, natury i przyrody. Możemy promować Polskę, bo ten sygnał, który jest produkowany przez Telewizję Polską, trafia poprzez Eurosport do 75 państw. To naprawdę fantastyczna możliwość promowania i pokazywania naszego kraju – podkreśla.

Powrót na Kaszuby

Pierwsze etapy będą dla Langa szczególne. Peleton pojedzie przez miejsca związane z jego dzieciństwem i początkiem sportowej drogi: Kołczygłowy, Gostkowo i Bytów.

– Tam się urodziłem, wychowałem się w Gostkowie, a Bytów to było miasto, gdzie chodziłem do liceum ogólnokształcącego. Tam zaczęła się moja kariera sportowa. Jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się tak ułożyć ten etap, że przejedziemy taką strefą Czesława Langa – mówi.

Dodaje, że najbardziej cieszy go reakcja mieszkańców. Północ Polski długo czekała na powrót wyścigu, a region ma mocne kolarskie tradycje.

"Jak masz, to nie cenisz"

W rozmowie wraca też temat polskiego podejścia do Tour de Pologne. Lang uważa, że wciąż za słabo rozumiemy skalę imprezy, która odbywa się u nas co roku.

– My nie doceniamy tego, co mamy. Jakbyśmy teraz stracili licencję i wzięliby ją Niemcy albo Anglicy, bo nie mają, to wtedy byłby płacz i strata. A jak masz, to nie cenisz tego. Myślę, że przyjdzie taki moment, że będziemy bardziej cenili to, co polskie – mówi Czesław Lang.

Tour de Pologne pozostaje dla niego projektem, o który trzeba zabiegać każdego roku. I wyścigiem, który ma znaczenie nie tylko dla kolarzy, ale też dla miejsc, przez które przejeżdża.