Donald Trump
Donald Trump weźmie udział w rozdawaniu nagród w ramach mundialu 2026. Fot. whitehouse.gov / Materiały prasowe

Mundial 2026 miał pokazać światu potęgę piłki nożnej w Ameryce Północnej. Zamiast tego może przejść do historii jako turniej, którego finał przegrał sport, a wygrała polityka. To w zasadzie pewne, bo niezależnie od tego, kto wygra możemy spodziewać się zgrzytów, tarć, a może i skandali. A wszystko to dzięki niedawnej decyzji FIFA, będącej kolejną laurką dla Donalda Trumpa.

REKLAMA

Już niedługo, 19 lipca, na stadionie MetLife w East Rutherford blisko Nowego Jorku, w stanie New Jersey odbędzie się finał mundialu. Choć jest to wydarzenie sportowe, a te z założenia są raczej apolityczne, tym razem będzie nieco inaczej.

Mistrzostwa Świata w 2026 roku określane są najbardziej politycznym mundialem od wielu lat, a jak ostatnio poinformował szef FIFA, nagrodę zwycięzcy wręczy nie kto inny jak prezydent USA. Oczywiście nie sam, bo asystować będzie mu wcześniej wspomniany Gianni Infantino, który o wspólnym zwieńczeniu mundialu z Donaldem Trumpem wypowiada się z niesamowitym entuzjazmem. Entuzjazmem zapewne na podobnym poziomie co ten, z którym wręczał prezydentowi USA "pokojowego Nobla pocieszenia", czyli nagrodę pokojową FIFA.

Pytanie tylko, czy podobny entuzjazm będą wykazywać odbiorcy nagrody, kimkolwiek oni będą. Bo warto pamiętać, że Donald Trump w swojej karierze zdążył obrazić i skrytykować już pół świata. I choć taki Watykan do FIFA nie należy (w tym wypadku na szczęście, biorąc pod uwagę co Trump mówił o papieżu), to Meksyk, Panama, Belgia, Norwegia, Haiti czy Hiszpania nie tylko są pod skrzydłami federacji, ale biorą czynny udział w mundialowych zmaganiach. Jak wskazuje analityk CNN, Zachary B. Wolf, jeśli któryś z krajów obrażanych przez Trumpa wygra, "może się zrobić bardzo dziwnie".

Dlaczego dziwnie? Trump to przecież idealna osoba do wręczania trofeów

CNN przygotowało listę państw, które nie do końca mają po drodze z amerykańskim prezydentem. Nie do końca, albo wcale. Bo na mundialu jest też przecież reprezentacja zaatakowanego ostatnio w ramach kampanii Epic Fury Iranu (i nawet ma szanse wyjść z grupy!).

Na liście znajdują się też przykładowe obelgi, albo czyny prezydenta przeciwko danej nacji. I tak (wzbogacając nieco amerykańskie opracowanie) wymienić można przykładowo:

  1. Nazwanie Hiszpanii "horrorem", "okropieństwem" i kierowanie wobec kraju systematycznych gróźb wstrzymania handlu.
  2. Stwierdzenie, że USA nie potrzebuje Australii, a tak poza tym prezydent "nie jest szczęśliwy" z powodu braku wsparcia w jego kampaniach militarnych ze strony tego kraju.
  3. Nazwanie stolicy Belgii "piekielną dziurą", choć tu można polemizować, czy chodziło mu konkretnie o to państwo, czy ogólnie o Unię Europejską.
  4. Powielenie fake-newsa na temat tego, że imigranci m.in. z Haiti w USA "jedzą psy".
  5. Określenie Norwegii mianem "żartu", bo kraj nie jest chętny do przyznania mu nagrody Nobla.
  6. Nazwanie krajów afrykańskich (i Haiti), dość łagodnie to ujmując w tłumaczeniu, "zadupiami".
  7. Ustawiczne grożenie Kanadzie cłami i słowa o "51. stanie USA".
  8. Wykazywanie chęci przejęcia Kanału Panamskiego. Oskarżając przy tym Jimmiego Cartera o "głupie" decyzje, tj. oddanie terytorium Panamie.

Prezydent negatywnie odnosił się również do Meksyku, intensywnie miesza się w politykę w Południowej Ameryce, w tym w Brazylii, Kolumbii i Argentynie, a także w Ewkadorze, gdzie wojska USA prowadzą operacje wojskowe wymierzone w lokalnych przestępców (za zgodą władz Ekwadoru, niekoniecznie z lokalnym poparciem) i w Wenezueli gdzie de facto obalił Nicolasa Maduro (ale Wenezuela akurat nie występuje na mundialu).

Mniejszej rangi zgrzyty dyplomatyczne występują także pomiędzy Donaldem Trumpem a Francją, Wielką Brytanią (na mundialu jest Szkocja i Anglia) i Niemcami.

Dobrze, że na mundialu nie grają Włosi. Bo w tym wypadku nie mówimy o zgrzycie, a o poważnym zwarciu pomiędzy Trumpem a Meloni. Prezydent USA przedstawia premierkę Włoch jako swego rodzaju psychofankę, a ta w ostatnim tygodniu nie gryzie się w język, odnosząc się do jego oskarżeń. Dobrze też, że nie dostała się reprezentacja Danii, bo w tym wypadku znowu mielibyśmy do czynienia z jeszcze silniejszym zgrzytem odnoszącym się do konfliktu o Grenlandię.

Jedno trzeba Trumpowi przyznać, dawno nie było polityka o tak szerokim zasięgu działania

FIFA weszła w niezłe polityczne bagno. Tak naprawdę ciężko wskazać na mundialu państwo, w którego przypadku odbiór nagrody z rąk Donalda Trumpa byłby kompletnie neutralny.

Dalsza część artykułu poniżej.

Nawet jeśli jakimś cudem wygra reprezentacja USA, bez zgrzytu się nie obędzie. Bo jak podaje CNN w teamie gra osoba pochodzenia imigranckiego, Folarin Balogun, który w przypadku ustanowienia postulowanych przez Donalda Trumpa zmian w tzw. prawie ziemi, nie mógłby liczyć na szansę reprezentowania Stanów Zjednoczonych. Ani w ogóle na obywatelstwo tego kraju (domyślną drogą).

FIFA zagrała więc w grę "high-risk", "high-reward", gdzie wygraną jest promocja piłki nożnej na bardzo obiecującym rynku (USA, Kanada, Meksyk), przy niezłej logistyce i szansie na spore dochody, upokarzając się przy tym z perspektywy starożytnych zasad w sporcie, gdzie neutralność i apolityczność są kwestią tradycji i pewnej powinności. A 19 lipca poza tym, że dziwnie, będzie też po prostu ciekawie. Nawet z perspektywy osób, które kompletnie mundialu nie śledzą.