
Film Książula i wpadki hotelu Gołębiewski rozpaliły internet. Ale czy Pobierowo? – Po pierwszym tygodniu wszyscy chwalili hotel. Były same pozytywne komentarze. Teraz wygląda to tak, jakby każdy czekał na jakieś potknięcie, żeby na nowo rozgrzać internet – mówi sołtys najsłynniejszej dziś nadmorskiej wsi. Oto jak mieszkańcy odbierają burzę, którą wywołał youtuber. Bo, jak słyszymy, zainteresowanie hotelem jest. I to niemałe.
– Patrząc po parkingu, hotel obłożony jest w 90 proc. Przyjeżdżają też całe wycieczki. Robią sobie zdjęcia. Furtki na terenie hotelu są otwarte przez cały dzień. Można podejść, można wejść do restauracji. Zainteresowanie hotelem jest bardzo duże – mówi naTemat Przemysław Studziński, sołtys Pobierowa.
Gdy rozmawialiśmy po otwarciu hotelu, opowiadał nam wręcz o pielgrzymkach, które ciągnęły, żeby zobaczyć Gołębiewskiego. – Teraz jest to jeszcze bardziej wzmożone – kreśli sytuację dzisiaj.
Kim mogą być goście hotelowi?
– Cała Polska – odpowiada sołtys.
Na parkingu hotelowym widzi głównie rejestracje z całego kraju, choć zdarzają się czeskie, czy niemieckie. – Samochody też są różne, wcale nie tylko te super, najdroższe. Widać, że pomimo cen, które pokazywane są w internecie, ludzie jednak korzystają z tego hotelu. Może niektórzy zamiast tygodnia w tańszym pensjonacie, czy apartamencie, chcą przez 2-3 dni pobyć w takim miejscu i zażyć luksusu? Różne mogą być powody – mówi sołtys Pobierowa.
Rozmawiamy po burzy, która przeszła przez polski internet z powodu nagrania Książula. W ostatni weekend znany youtuber odwiedził hotel wraz ze swoją ekipą i bez litości podsumował swój krótki pobyt w Gołębiewskim.
– Oczywiście, przykre jest, że są jakieś niedociągnięcia i awarie. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Awaria powinna być usunięta szybko, a hotel może mógł zachować się inaczej i zareagować jak najszybciej, dając mu drugi pokój. Oświadczenie było spóźnione. I trochę słabo wypadło – reaguje sołtys.
Jego zdaniem oświadczenie mogło być łagodniejsze i zawierać przeprosiny, że takie sytuacje będą szybko rozwiązywane i rekompensowane. Ale z drugiej strony i on, i inni mieszkańcy Pobierowa, podchodzą do wpadek hotelu ze zrozumieniem.
– Wszyscy mamy pensjonaty. W Pobierowie wszyscy są przedsiębiorcami. Wiemy, co znaczy awaria różnych rzeczy. Rozumiemy, że obsługa jest nowa. Musi się dotrzeć i nauczyć tego hotelu. Jesteśmy więc wyrozumiali, bo takie rzeczy się zdarzają. Tak naprawdę hotel czynny jest drugi tydzień. I powiem z własnego doświadczenia – prędzej, czy później jakiejś awarii można się było spodziewać – mówi Przemysław Studziński.
Jednak w mniejszych pensjonatach doba hotelowa nie kosztuje tysięcy złotych. Inne są też atrakcje i standard, a w związku z tym również oczekiwania gości. Pokazał to przykład Książula.
Film Książula wywołał burzę. Za nocleg zapłacił prawie 5 tys. zł
Przypomnijmy, znany youtuber zapłacił prawie 5 tys. zł za noc w Gołębiewskim. Okazało się, że w jego apartamencie jest niesprawna klimatyzacja. W środku były 32 stopnie C. Ale problemów było więcej. Z kranu leciała brązowa woda. A potem obsługa hotelu sama nie zaproponowała im możliwości zmiany pokoju.
Ostatecznie okazało się, że problem z klimatyzacją miał występować w całym obiekcie i nikt nie dawał im gwarancji, że w innym pokoju będą mieli lepsze warunki. Książulo zażądał zwrotu pieniędzy i natychmiastowego wymeldowania. Zwrot otrzymał. Kolejnego dnia na Instagramie zamieścił krótki wpis: "W Pobierowie najfajniejsza jest trasa na Mazury".
Po publikacji filmu hotel wydał oświadczenie, w którym wyrażono ubolewanie, że pobyt Książula i jego ekipy nie spełnił ich oczekiwań i poinformowano, że wcześniej podobna usterka nie wystąpiła, a "testy klimatyzacji we wszystkich pomieszczeniach, przeprowadzone przed udostępnieniem ich gościom, nie wykazały nieprawidłowości".
W mediach społecznościowych zawrzało.
– Obejrzałem film Książula o hotelu Gołębiewski i szczerze mówiąc… byłem zażenowany. Czy to Książulo przesadził? A może nowy hotel nad Bałtykiem w Pobierowie stał się właśnie ofiarą przypadkowo nakręconej aferki? – zastanawiał się w naTemat Łukasz Grzegorczyk.
Sołtys Pobierowa reaguje: – Budynek jest świeżo uruchomiony. Na testach wszystko wypadało dobrze. Wcześniej jednak hotel nie miał dużego obłożenia. Akurat złożyło się tak, że ostatni weekend był wyjątkowo upalny. A Książulo trafił w moment, gdy było pełne obłożenie hotelu. Wszyscy włączyli klimatyzację i coś wysiadło. A że był weekend, pewnie ciężko było ściągnąć specjalistę.
Mieszkanka Pobierowa: Mam wrażenie, że od kilku tygodni trwa dziwna nagonka na hotel
Ponieważ youtuber ma duże zasięgi, zrobiła się afera. – Po pierwszym tygodniu funkcjonowania hotelu były same pozytywne komentarze. Wszyscy chwalili hotel, a dziś dziwnie to rozdmuchują. Teraz wygląda to tak, jakby każdy czekał na jakieś potknięcie, żeby na nowo rozgrzać internet – uważa sołtys Pobierowa.
Niektórzy mieszkańcy nazywają to dosadniej.
– Mam wrażenie, że od kilku tygodni na siłę jest jakaś dziwna nagonka na hotel. Na zasadzie: "zróbmy antyreklamę, pokażmy, że wcale nie jest tak kolorowo". Widziałam opinie osób, które piszą, że hotel jest niefajny, choć nigdy w nim nie były. Nie podają żadnych argumentów. A to nie jest hotel dla potencjalnego Kowalskiego. To jest hotel dla bogatego klienta – mówi mieszkanka Pobierowa.
"Wiedzieliśmy, że na pewno będą mieli jakieś wpadki, ale nie sądziliśmy, że będzie chodziło o taką"
Największy hotel w Polsce od dawna jest w centrum zainteresowania, ale od otwarcia 10 czerwca jest praktycznie na świeczniku. W mediach społecznościowych pojawiło się już dużo relacji zadowolonych gości, ale też krytycznych, z których wynikało np., że niektóre miejsca nie są jeszcze dostępne.
Swoimi spostrzeżeniami podzieliła się też "Gazeta Lubuska". Jak sama zaznacza, rezerwacja w hotelu jej reportera zbiegła się w czasie z pobytem Książula.
"Nasze ogólne wrażenia: jest tu luksusowo! Czerwony dywan, ochroniarze, piękne kwiaty, przemyślane aranżacje. No na bogato, nie ma to tamto. Świetna oferta rekreacyjna, smaczne jedzenie, piękne wnętrza. Mamy jednak kilka 'ale'" – czytamy.
Po wejściu do pokoju był efekt "wow", a był to pokój najtańszy. Gazeta wytknęła jednak, że w łazience nie bardzo zgadzały się linie i kąty proste, fugi były nierówne, a miejscami tapety były poszarpane. Podobne nierówności zauważyli na klatkach schodowych, a także na płytach chodnikowych na zewnątrz. Wytknęli, że "zestaw ratunkowy", gdy ktoś np. zapomni szczoteczki do zębów, trzeba zapłacić. Słyszeli też, że goście narzekali na brak wody, na brudną i na zimną wodę. I nie podobało im się, że w jednym miejscu leżały odpady budowalne. Ale klimatyzacja działała.
Mieszkańcy Pobierowa, z którymi rozmawiamy, uważają, że podobne uwagi to wyciąganie czegoś na siłę. Ale doświadczenia Książula to co innego.
Mieszkanka Pobierowa reaguje: – Ja rozumiem, że trzeba czasu, żeby wszystko doszlifować, jeśli chodzi o ludzi, bo w dzisiejszych czasach nie ma pracowników idealnych. To jestem w stanie zrozumieć. Ale on zapłacił 4800 zł za nocleg. To horrendalna kwota. I żeby klimatyzacja nie chodziła? To jest po prostu śmieszne.
Dziwi się, że na recepcji nie rozpoznali Książula.
– Wiedzieliśmy, że na pewno będą mieli jakieś wpadki, ale nie sądziliśmy, że będzie chodziło o taką, jak brak klimatyzacji przy takim upale. Pomyślałam jednak: Jezus Maria, trudno. Stało się. To był jeden dzień. Przy takim upale wszystko może się zdarzyć. Jednak potem usłyszałam tłumaczenie personelu. Pomyślałam: Jak nie byli gotowi, to nie powinni ruszyć z otwarciem hotelu.
To słyszy też w rozmowach z innymi mieszkańcami.
– Wiedzieliśmy, że udostępniają tylko część pokoi. Liczyliśmy, że wszystko będzie grało. Pamiętamy, jakie podejście do turystów miał pan Tadeusz. Ale z drugiej strony rozumiemy sytuację, bo patrząc z punktu widzenia przedsiębiorcy, sami kiedyś ruszaliśmy z naszymi mniejszymi obiektami i różnie z tym bywało. Wpadki zdarzają się każdemu – dodaje.
Tadeusz Gołębiewski, twórca hotelowego imperium, zmarł w 2022 roku. Nie doczekał swojego ostatniego dzieła. Ale w Pobierowie wielu go pamięta. Ich opinie zbiegają się z tymi, które niedawno słyszeliśmy w Ciemnem koło Radzymina, gdzie mieszkał i gdzie działa zakład produkcyjny firmy Tago, którą stworzył.
W Pobierowie o Tadeuszu Gołębiewskim: Trudno było go odróżnić od zwykłego pracownika
– Chodził w gumowcach, w kufajce, na roboczo ubrany. Był między ludźmi, nie wywyższał się, że on jest pan Gołębiewski – mówi nasza rozmówczyni.
Również sołtys o nim wspomina.
– To nie był typowy prezes, który siedzi tylko za biurkiem albo przyjeżdża i ogląda wszystko w garniturze. On był zwykłym człowiekiem, który prowadził działalność gospodarczą. Zachowywał się jak pracownik. Zakładał robocze ubranie, gumofilce, chodził po budowie. Nie wyróżniał się. Trudno było go odróżnić od zwykłego pracownika. Nad wszystkim czuwał – od fundamentów, po ścianki działowe. Wszystko chciał wiedzieć. Obiadów też nie jadał w restauracjach tylko na stołówce pracowniczej razem ze wszystkimi pracownikami – mówi.
Jak dodaje, jego następcy też są w Pobierowie widoczni. Ale sytuacja jest inna – wtedy trwały prace na zewnątrz, właściciel biegał po budowie. Teraz – w środku hotelu.
– Pan Jarek, syn pana Tadeusza, jest tu dwa, trzy dni i leci do kolejnego hotelu. To nie jest tak, że przebywa tu cały czas, ale przylatuje tu często. Na pewno widać takie samo zaangażowanie jak pana Tadeusza. Wszyscy są zaangażowani. Przyjeżdżają tu, dopilnowują – mówi o jego spadkobiercach Przemysław Studziński.
Też, jak jego ojciec, często podróżuje helikopterem.
Teren jeszcze nie do końca jest tak zagospodarowany, jak większość turystów pewnie by chciała"
Wielkie otwarcie hotelu z udziałem 800 gości odbyło się 26 czerwca, tuż przed wizytą Książula. Imprezę prowadziła Dorota Gardias.
– Osoby z pierwszych stron gazet, aktorzy, różni wykonawcy, sportowcy, prezenterzy wyszli na Pobierowo. Skorzystali również z innych restauracji. Jedli lody, spacerowali – opowiada sołtys.
Z 1240 pokoi i apartamentów dla gości dostępnych jest na razie tylko ponad 500. W Pobierowie spekulują, że zaczynał się sezon i właściciel pewnie chciał otworzyć hotel, żeby zarobić na dokończenie pozostałej części. Koszt budowy, jak właśnie usłyszała Polska, wyniósł około miliarda złotych.
– Teren jeszcze nie do końca jest tak zagospodarowany, jak większość turystów pewnie by chciała. Ale to nie jest pobojowisko, takie opinie są przesadzone. Owszem są posadzone małe roślinki, ale wiadomo, że one urosną. Wszystko wymaga czasu – mówi mieszkanka Pobierowa o zarzutach, które padają dziś pod adresem hotelu.
Sołtys dodaje, że oczywiście najlepiej jest otworzyć hotel, czy pensjonat, kiedy jest on w 100 procentach skończony. A jeśli tak nie jest, może mocniej powinno wybrzmieć, że mogą odbywać się tam jeszcze jakieś prace.
– Po stronie hotelu jest, żeby to dobrze wyartykułować. Ale awarie zdarzają się we wszystkich hotelach, przedsiębiorstwach, wszędzie. Zimą pękają rury, pół miasta nagle nie ma wody i ludzie też są niezadowoleni. Wszystkiego człowiek nie jest w stanie przewidzieć – mówi.
