
Radosław Sikorski odniósł się do ostatnich słów przedstawicieli rosyjskich władz o ataku na Polskę. Szef MSZ od razu zwrócił uwagę, że takie same sformułowania padały przed inwazją na Ukrainę.
Doniesienia o tym, że Rosja może przeprowadzić prowokację wobec państw bałtyckich, pojawiają się już od kilku tygodni. W ten sposób Moskwa miałaby przetestować determinację NATO. Brytyjski dziennik "The Telegraph" napisał, że może tutaj chodzić o atak na Polskę.
O to został ostatnio zapytany rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Cytowany przez agencję RIA Nowosti określił te doniesienia jako "straszaki" i element "zachodniej propagandy".
"Wiele polskich i brytyjskich mediów publikowało 'prognozy' dotyczące rzekomo nadchodzącego ataku na Polskę i państwa bałtyckie. Źródła prasowe twierdzą, że lokalny kryzys, grożący rozszerzeniem działań wojennych na kraje UE, może zostać wykorzystany do zmniejszenia poparcia dla Ukrainy" – czytamy w tekście opublikowanym przez rosyjską agencję.
Sikorski ostrzega: to samo mówili przed inwazją na Ukrainę
Na konferencji prasowej podczas Narady Kierowników Placówek Zagranicznych Radosław Sikorski został zapytany o ten wątek. Wicepremier powiedział, że dopóki Ukraina się broni, Rosja jest niezdolna do generalnej ofensywy na Zachód, ale nadal jest zdolna do prowokacji i przywołał ostatnie słowa Pieskowa.
– Dokładnie to samo mówili w tygodniach przed inwazją na Ukrainę. Przecież oni kategorycznie zaprzeczali, jakoby mieli jakiekolwiek intencje zaatakowania Ukrainy, tak jak wcześniej zaprzeczali, że 'zielone ludziki' na Krymie to nie ich wojska; mówili, że każdy może sobie kupić broń. Oczywiście, dopóki Ukraina dzielnie się broni i zadaje straty Rosji, to Rosja nie jest w stanie przeprowadzić generalnej ofensywy na Zachód, także na Polskę i to jest powód, dla którego pomagamy Ukrainie. Rosja jest natomiast zdolna do prowokacji – powiedział minister spraw zagranicznych.
Zobacz także
Słowa Putina też zaniepokoiły Sikorskiego
Dodajmy, że to nie pierwszy raz, gdy Sikorski ostrzega przed Rosją. W czerwcu rosyjski przywódca przeprowadzał nieformalne rozmowy z absolwentami uczelni wojskowych. Mówił na nich, że "Rosja przeprowadzi ataki odwetowe na kraje europejskie, jeśli z ich terytorium będą wystrzeliwane bezzałogowe statki powietrzne w kierunku rosyjskich obiektów".
– Rozumieją, że nastąpi atak odwetowy. Myślę, że wszyscy to rozumieją lub powinni rozumieć. Dlatego starają się w każdy możliwy sposób zdystansować się od tego – stwierdził Putin i wspomniał o krajach bałtyckich, których przestrzenie powietrzne są coraz częściej naruszane przez drony wojskowe. W maju, po alarmie powietrznym na Litwie władze kraju zostały ewakuowane do schronów. – Nie wskazują (kraje bałtyckie – przyp. red.) palcem na Moskwę. Mówią, że to ukraińskie drony. To błąd, awaria systemu walki radioelektronicznej albo coś jeszcze innego – zaznaczył dyktator.
Szef polskiego MSZ nie zamierzał milczeć. "To brzmi jak zapowiedź prowokacji. Spodziewam się ataku na terytorium Rosji pod fałszywą flagą, na który Putin 'odpowie'. Przypominam, że w sierpniu 1939 r. Abwehra zaaranżowała 'polski' atak na radiostację w Gliwicach, aby dać sobie pretekst do wojny" – napisał wówczas na portalu X Radosław Sikorski.




