Radosław Sikorski.
Sporu o ambasadorów ciąg dalszy. Fot. Flickr.com / Kancelaria Premiera

Kanada zaakceptowała już kandydata Polski na nowego ambasadora, ale jego wyjazd do Ottawy może utknąć na etapie podpisu prezydenta. Trwający od lat konflikt między Pałacem Prezydenckim a MSZ znów grozi dyplomatycznym impasem.

REKLAMA

Kadencja dotychczasowego ambasadora RP w Kanadzie, Witolda Dzielskiego, dobiegła końca. Jak poinformowało RMF 24, dyplomata wrócił do Polski, a rząd Kanady formalnie zaakceptował proponowanego przez MSZ następcę.

Ma nim być Krzysztof Lisek, były poseł do Parlamentu Europejskiego. Problem polega jednak na tym, że prezydent Karol Nawrocki ze względu na spór z wicepremierem Radosławem Sikorskim może nominacji nowego ambasadora nie podpisać.

Napięcia doprowadziły nawet do kuriozalnej sytuacji 1 kwietnia 2026 roku, kiedy to Radosław Sikorski podziękował prezydentowi za podpisanie 42 ambasadorskich nominacji. W rzeczywistości nie została podpisana ani jedna.

Spór kompetencyjny ws. ambasadorów trwa od lat

Zdarzenie spowodowało liczne negatywne wypowiedzi ze strony pałacu prezydenckiego. Andrzej Duda jasno sygnalizował, że "nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać ani odwołać bez podpisu prezydenta".

Ówczesnego prezydenta wspierał m.in. Marcin Mastalarek, który przedstawiał tę sytuację w taki sposób: "Panu premierowi Donaldowi Tuskowi chyba się coś pomyliło. To nie są ambasadorowie rządu. Jeżeli premier Tusk mówi o jakiejś lojalności, to ambasador RP ma mieć lojalność tylko i wyłącznie wobec RP, a nie wobec PO, nie wobec rządu premiera Donalda Tuska. To jest zupełne pomylenie pojęć."

Według Donalda Tuska sytuacja wyglądała jednak nieco inaczej. W październiku 2024 roku na X stwierdził, że "to, że prezydent Duda wciąż blokuje nominacje ambasadorskie w takich krajach jak USA, Izrael, Ukraina czy przy NATO jest skrajnie nieodpowiedzialne. Prosiłem, tłumaczyłem – wszystko jak krew w piach. Wiem, zostało tylko 299 dni, ale to o 299 za dużo. Bezpieczeństwo, Prezydencie!"

Dalsza część artykułu poniżej.

Konflikt wynika po części z konstrukcji samego prawa – artykuł 133. Konstytucji stwierdza, że "Prezydent Rzeczypospolitej (...) mianuje i odwołuje pełnomocnych przedstawicieli Rzeczypospolitej Polskiej w innych państwach i przy organizacjach międzynarodowych, przyjmuje listy uwierzytelniające i odwołujące akredytowanych przy nim przedstawicieli dyplomatycznych innych państw i organizacji międzynarodowych".

Z kolei w artykule 39. ustawy o służbie zagranicznej widnieją zapisy, takie jak: "Ambasadora mianuje i odwołuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na wniosek ministra właściwego do spraw zagranicznych, zaakceptowany przez Prezesa Rady Ministrów" i "Ambasador podlega służbowo ministrowi właściwemu do spraw zagranicznych".

Co więcej, w ramach artykułu 39. ustawy o służbie zagranicznej określony jest również sposób oceny kandydatów do objęcia funkcji ambasadora w danym państwie. W tym celu powoływany jest Konwent Służby Zagranicznej, w skład którego wchodzą:

  1. minister właściwy do spraw zagranicznych lub wskazany przez niego członek kierownictwa urzędu obsługującego ministra właściwego do spraw zagranicznych jako przewodniczący,
  2. Szef Służby Zagranicznej,
  3. przedstawiciel Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wskazany przez Szefa Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej,
  4. przedstawiciel Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wskazany przez Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Prezydent de facto ma wpływ tylko na to, kto będzie przedstawicielem wskazanym przez Szefa Kancelarii Prezydenta RP, reszta podmiotów powoływana w Konwencie jest ze strony rządowej.

Kanada może pojawić się na "mapie wstydu"

"W prawie w połowie krajów, w sumie 88, Polska nie ma przedstawiciela w randze ambasadora. Zgodnie z ustawą złożone wnioski są u Karola Nawrockiego. Rolą prezydenta nie jest walka z rządem, paraliżowanie państwa i osłabianie naszej pozycji międzynarodowej" – informował Radosław Sikorski na początku kwietnia. Na mapie opublikowanej przez wicepremiera nie było Kanady.

W tej chwili MSZ walczy z paraliżem, wysyłając swoich przedstawicieli do danych państw jako chargé d'affaires, czyli kierowników placówek dyplomatycznych. Podobnie może być w przypadku Krzysztofa Liska.