
Gdy politycy zabierają się za pisanie podręczników do nauki historii to nie może skończyć się dobrze. Szczególnie, gdy mowa o Rosji. Teraz zaś w Moskwie opracowano nową wersję książki, z której siódmoklasiści będą uczyć się o XVI-wiecznych relacjach Rzeczypospolitej Obojga Narodów z ówczesną Rosją.
W rosyjskim podręczniku do historii dla uczniów siódmej klasy zmodyfikowano rozdział dotyczący stosunków XVI-wiecznej Rosji z Litwą i Polską, które współtworzyły wtedy unię. O zmianie poinformował "Moscow Times". Dorastający Rosjanie dowiedzą się teraz, że królowie Rzeczypospolitej prowadzili wojnę z ich krajem z powodu czystej nienawiści.
Rosja pisze historię na nowo
Modyfikowane fragmenty dotyczą głównie wojny o Inflanty (teren, gdzie dziś leżą Estonia i Łotwa), która trwała w 2. poł. XVI wieku. O sporne terytorium rywalizowały wtedy Rzeczypospolita, Szwecja, Dania i Carska Rosja. Chodziło głównie o panowanie na Morzu Bałtyckim. Konflikt miał naturę geopolityczną.
W podręczniku dla uczniów klasy siódmej w rozdziale "Rosja i Krym" autorzy stają się wytłumaczyć młodym Rosjanom, dlaczego Polacy walczyli o Inflanty. Nie sięgają jednak po argumenty merytoryczne, a rzekomy fanatyzm polskich elit i nienawiść, jakie te czuły do Moskwy.
Warto dodać, że we wcześniejszej wersji książki można było przeczytać, że "Litwa bardziej obawiała się wzmocnienia Rosji niż najazdów Chanatu Krymskiego" i stąd taki, a nie inny, rozkład sojuszy. I było to wytłumaczenie jak najbardziej na miejscu. Obecnie z podręcznika dowiadujemy się jednak, że "władcy Litwy i Polski nienawidzili Rosjan bardziej niż rządzących Krymem".
To jawny sposób ogłupiania społeczeństwa, który jednak wpisuje się w szerszą narrację elit Rosji, które twierdzą, że ich kraj to oblężona twierdza, która stale musi obawiać się ataku z Zachodu.
To ostatnie można częściowo zrozumieć, gdyż wynika z historii choćby samej Moskwy, która została zdobyta na początku XVII w. przez wojska polskie, w XIX w. wkroczył do niej ze swoją międzynarodową armią Napoleon, a w 1941 r. jego wyczyn niemal powtórzył niemiecki Wehrmacht. Dziś fakty te są jednak cynicznie wykorzystywane przez władze. Narracja o zagrożeniu z zewnątrz pozwala Kremlowi tłumaczyć kolejne wojny, w tym długotrwały konflikt o Ukrainę.
Zobacz także
Wszystko wpisuje się w szerszy kontekst
Nowe zmiany w podręczniku przygotowano na polecenie doradcy prezydenta Rosji, autora koncepcji o "dodatkowym chromosomie narodu rosyjskiego", Władimira Medinskiego. Ten były minister kultury już ponad 10 lat temu prowokował polską dyplomację, zapowiadając między innymi budowę w Krakowie pomnika jeńców bolszewickich z wojny lat 1919-21.
Najbardziej przeraża to, że zmiany w programie nauczania mają miejsce, gdy Moskwa prowadzi kampanię dezinformacyjną, którą stara się uderzyć w kraje bałtyckie. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oskarżyło właśnie Litwę, Łotwę i Estonię o dyskryminację rosyjskojęzycznej ludności i twierdzi, że kraje te mają w planach jej masowe deportacje.
Z analizy doktryny wojennej Rosji, Doktryna Gierasimowa, wynika, że wojna propagandowa (hybrydowa) jest częścią szerszego konfliktu, a może też zwiastować ataki zbrojne (nawet w ograniczonej formie).




