Szczyt NATO i groźby Putina. Gen. Polko o Trumpie, prowokacjach Rosji i sile polskiej armii.
Szczyt NATO i groźby Putina. Gen. Polko o Trumpie, prowokacjach Rosji i sile polskiej armii. fot. naTemat

Rosja nie ma dziś potencjału, by rozpocząć pełnoskalową wojnę z NATO, ale Władimir Putin nigdy nie kierował się zdrowym rozsądkiem – ostrzega gen. Roman Polko. W "Rozmowie naTemat" mówi o możliwych prowokacjach Kremla, wojnie informacyjnej, błędach polskich polityków i technologicznym zapóźnieniu naszej armii. Ocenia też, czego można spodziewać się po Donaldzie Trumpie podczas szczytu NATO w Ankarze.

REKLAMA

Czy Rosja może zaatakować Polskę? To pytanie coraz częściej powraca w debacie publicznej, a kolejne ostrzeżenia służb i polityków tylko podnoszą temperaturę. Gen. Roman Polko przekonuje jednak, że sytuację trzeba oceniać bez paniki, ale również bez naiwności.

Były dowódca GROM podkreśla, że zadaniem państwa i wojska jest przygotowanie się na najgorszy scenariusz. Nie oznacza to, że rosyjskie czołgi są gotowe do marszu na Warszawę. Nie można jednak wykluczać prowokacji, których celem byłoby testowanie NATO lub mobilizowanie rosyjskiego społeczeństwa wokół Putina.

Putin nie ma siły na wojnę z NATO. Ale może prowokować

– Putin dzisiaj nie ma potencjału, żeby prowadzić pełnoskalową agresję przeciwko któremukolwiek państwu NATO. Oczywiście jest to niezgodne ze zdrowym rozsądkiem, ale Putin nigdy nie działał zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Nigdy nie myślał kategoriami bezpieczeństwa samej Rosji czy obywateli rosyjskich, tylko własnej popularności i własnej siły – mówi gen. Roman Polko.

Jego zdaniem Kreml może sięgać po prowokacje nie tylko po to, by sprawdzić spójność Sojuszu. Taki ruch mógłby również służyć Putinowi do przekonywania Rosjan, że ich kraj jest rzekomą ofiarą NATO, a nie agresorem.

Polko przypomina, że wojna przeciwko Polsce i Europie już trwa, choć nie w formie klasycznej inwazji. To cyberataki, zakłócanie sygnału GPS, dezinformacja, operacje wpływu i działania dywersyjne.

– Polska jest atakowana w cyberprzestrzeni znacznie bardziej niż wszystkie kraje europejskie razem wzięte i ta gorąca wojna już się tam toczy. Przypomnijmy, że zakłócane są sygnały GPS, że organizowane są działania o charakterze terrorystycznym i dywersyjnym na terytorium Polski. Siły specjalne powinny być w pełnej gotowości – podkreśla.

"Kwestię dronów przespaliśmy"

Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy jest ocena przygotowania polskiej armii do współczesnego pola walki. Wojna w Ukrainie pokazała, że o przewadze nie decyduje już wyłącznie liczba żołnierzy, czołgów i samolotów. Coraz większą rolę odgrywają drony, sztuczna inteligencja i zdolność szybkiego wdrażania nowych technologii.

– Liczbą butów żołnierskich i mięsa armatniego nie pokonamy wroga, ale sztuczną inteligencją, technologią i wyciąganiem wniosków z tego, co się dzieje w tej chwili w Ukrainie. To jest klucz do naszego sukcesu. Myślę, że kwestię dronów przespaliśmy – ocenia były dowódca GROM.

Generał przypomina, że już ponad 20 lat temu GROM testował najnowsze technologie wojskowe. Tymczasem Polska dopiero teraz na poważnie rozwija systemy antydronowe.

– My nie możemy tylko budować i kupować sprzętu na tu i teraz, tylko musimy dokonać prawdziwej rewolucji technologicznej. Ukraina dała nam czas. My naprawdę potrzebujemy co najmniej 5–10 lat, żeby tę rewolucję technologiczną w polskiej armii dokończyć – mówi Polko.

"Wyłączcie telewizor". Generał o psychozie strachu

Były dowódca GROM stanowczo krytykuje ekspertów i komentatorów, którzy przekonują, że w razie rosyjskiego ataku Polska zostałaby błyskawicznie pokonana.

– Bardzo dużo mówimy o zagrożeniach, tworząc atmosferę strachu. Czasem niektórzy nawet wręcz na tym zarabiają: Polska przegrałaby w dwa dni, Rosja rozniosłaby polską armię w proch i pył. Oczywiście to jest nieprawda, to jest bzdura – podkreśla gen. Polko.

Jego zdaniem państwo powinno znacznie lepiej komunikować społeczeństwu, jak wygląda realne zagrożenie i co obywatele rzeczywiście powinni robić w sytuacji kryzysowej. Samo straszenie wojną nie wzmacnia odporności państwa, a może prowadzić do efektu odwrotnego od zamierzonego.

– Polska armia sprawdziła się w wielu sytuacjach kryzysowych, bojowych i mimo różnego rodzaju deficytów na pewno nie poległaby w tak krótkim czasie, ale oczywiście ta mobilizacja odnosi też taki efekt, że niektórzy czują się zastraszeni. Taka moja wskazówka, jeżeli zbyt dużo tej psychozy strachu jest, wyłączcie telewizor, a dla tych, którzy tę narrację budują – popracujcie nad lepszą komunikacją ze społeczeństwem – mówi.

Szczyt NATO i wielka gra wokół Trumpa

Ważnym tematem rozmowy był również szczyt NATO w Ankarze. Według gen. Polko jego najważniejszym celem powinno być pokazanie jedności Sojuszu oraz dalsze przesuwanie ciężaru bezpieczeństwa na wschodnią flankę.

– Kluczowe jest pokazanie spójności i solidarności. Kluczowe jest to, że będziemy mówić na tym szczycie o NATO 3.0, europeizacji NATO, ale wciąż przy obecności i parasolu nuklearnym Stanów Zjednoczonych. Mam nadzieję, że w zakulisowych rozmowach będą też rozmowy o przesunięciu środka ciężkości bezpieczeństwa NATO w kierunku Polski – mówi generał.

Centralną postacią szczytu będzie Donald Trump. Polko nie ukrywa, że jego nieprzewidywalność jest dla Europy problemem. Jednocześnie przyznaje, że presja amerykańskiego prezydenta przyniosła konkretny skutek.

– Jego wypowiedzi wpłynęły na to, że Europa bierze się za budowanie własnego bezpieczeństwa, a nie polega już tylko na Stanach Zjednoczonych i będzie płaciła więcej na wspólne bezpieczeństwo. I to jest pozytywny aspekt wypowiedzi prezydenta Trumpa, w których, szczerze mówiąc, nie doszukuję się żadnej logiki, bo są one niespójne – ocenia Polko.

Generał bardzo dosadnie mówi też o tym, czego spodziewa się po Trumpie w kwestii wojny w Ukrainie.

– Donald Trump skupi się na własnym ego i na udowadnianiu, że zasługuje na Nagrodę Nobla. Z pewnością jego podejście do prezydenta Zełenskiego będzie bardziej pozytywne, bo Ukraina przejęła inicjatywę na froncie i osiąga pewne sukcesy. Rolą mądrych dyplomatów europejskich jest wykorzystanie tych elementów związanych z jego ego do przekonania go do własnych rozwiązań dotyczących przyszłości i wzmacniania samego Sojuszu NATO – mówi.

Rosja wygrywa tam, gdzie Polacy zaczynają się dzielić

Polko zwraca również uwagę na rosnące w Polsce nastroje antyukraińskie. Jak przekonuje, Rosja prowadzi wojnę kognitywną i informacyjną, której celem jest skłócenie sojuszników i osłabienie wsparcia dla Ukrainy.

– Rosja prowadzi swoją grę, prowadzi wojnę hybrydową, wojnę kognitywną, niestety dość skutecznie. Dzisiaj największe kłamstwa na temat potęgi Rosji i antyukraińską propagandę w dużo większym stopniu rozsiewają polskie portale niż rosyjskie farmy trolli. Rosja chce swoją narracją strachu doprowadzić do tego, żeby Europa zmuszała Ukrainę do kapitulacji – ostrzega.

Generał nie ma wątpliwości, że bezpieczeństwo Polski jest bezpośrednio związane ze zdolnością Ukrainy do dalszego oporu. Wsparcie dla Kijowa nie jest więc działalnością charytatywną, ale elementem budowania bezpieczeństwa Polski i całej wschodniej flanki NATO.