
Wojna USA z Iranem miała się skończyć, ale wiele wskazuje na to, że jeszcze nieco potrwa. Nerwy puszczają już nawet Donaldowi Trumpowi, który przez tygodnie zaklinał rzeczywistość i upierał się, że pokój zostanie wkrótce zawarty. Teraz zawieszenie broni najwyraźniej wisi na włosku. "To koniec" – grzmi amerykański prezydent.
Przez ostatnie tygodnie świat cieszył się z zawieszenia broni na Bliskim Wschodzie. Iran zaczął jednak atakować statki, które płynęły nieautoryzowanym przez Teheran szlakiem wodnym w Cieśninie Ormuz. W efekcie w nocy z wtorku na środę wojska USA zaatakowały ponad 80 celów na terenie bliskowschodniego giganta. Czy więc wojna rozgorzeje na nowo?
Trump o zawieszeniu broni z Iranem: "Myślę, że to koniec. Szumowiny, chorzy ludzie"
W trakcie szczytu NATO w Ankarze Donald Trump został zapytany przez dziennikarza, czy zawieszenie broni "jest już martwe". – Myślę, że to już koniec – odparł prezydent USA, cytowany przez BBC.
– Nie chcę już mieć z nimi nic wspólnego. To szumowiny. Wiecie, co to znaczy? To po prostu szumowiny. To chorzy ludzie (...), okrutni i agresywni ludzi. Gdyby mieli broń jądrową, użyliby jej. Z mojego punktu widzenia to już koniec – grzmiał.
– Zawieramy porozumienie. Wszyscy się zgodzili. Żadnej broni jądrowej. Zawieramy porozumienie. A oni wychodzą, rozmawiają z prasą i mówią, że nawet o tym nie rozmawialiśmy. Coś z nimi nie gra. Są szaleni – wyliczał przewinienia ajatollahów prezydent USA.
Trump dodał, że porozmawia z amerykańskimi negocjatorami. – Chcą negocjować, są dobrymi ludźmi – Steve Witkoff, Jared Kushner – ale to oni muszą do mnie wrócić. Moim zdaniem to strata czasu. To kłamcy – mówił prezydent USA w Ankarze. Zapytany, czy rozmowy z Iranem zostaną wznowione, Trump odparł: "Nie obchodzi mnie to".
O co chodzi Iranowi? Gra o status mocarstwa
W tym wszystkim chodzi o walkę o status mocarstwa. Z tą różnicą, że USA muszą udowodnić, że są nim w skali globalnej, a Iran walczy o wzmocnienie swojej pozycji na Bliskim Wschodzie.
By lepiej zrozumieć to, w co grają oba kraje, musimy wyjaśnić, czym dokładniej jest mocarstwo. W tym kontekście chodzi o kraj, który ma wpływ na przepływy kapitału (tutaj: ropy naftowej).
Na tym polu USA dotychczas wojnę z Teheranem przegrywają: nie były w stanie samodzielnie odbić Cieśniny Ormuz, a tym samym kontrolować przepływów "czarnego złota". Iran pokazał z kolei, że mógł zablokować ów kluczowy szlak transportowy i tym samym wstrząsnąć globalną gospodarką. Gdy Iran zamknął Cieśninę Ormuz, rynki paliwowe zareagowały natychmiast. Oczywiście wyższymi cenami (zmniejszyła się podaż surowca). Dla kontrastu wcześniej, gdy Iran otwierał cieśninę, ceny ropy gwałtownie spadały.
Zobacz także
Choć ostatecznie zawarto porozumienie pokojowe (które, jak zasugerował Trump, najprawdopodobniej zostało zerwane), Iran ogłosił, że zezwala przepływać Cieśninę Ormuz tylko wyznaczonymi przez niego szlakami. Statki, które wybierały inne "ścieżki", były w ostatnich dniach ostrzeliwane. I stąd odpowiedź USA: atak na 80 celów.
Sytuacje komplikuje do tego sojusznik USA, czyli Izrael. W jego interesie jest eskalacja i wojna, której celem byłoby zniszczenie Iranu. To nie jest już w interesie Trumpa, który musi szybko zakończyć konflikt, gdyż ten zwiększa inflację w jego kraju, co może negatywnie odbić się na wynikach Partii Republikańskiej w jesiennych wyborach uzupełniających do Kongresu.
Cała ta sytuacja pokazuje, jaki problem ma Trump. Zależy mu na zakończeniu konfliktu, ale brakuje mu "kart", które pozwoliłyby na pokonanie Teheranu. Wciągnięcie się w długotrwały konflikt oznacza drogą ropę, a, co za tym idzie, wyższą inflację w USA i tym samym porażkę jego ugrupowania w jesiennych wyborach.
Wszystko to cynicznie wykorzystuje Teheran, pokazując, że na Bliskim Wschodzie to on ma decydujący głos. Na to wszystko nakłada się jeszcze polityka Tel Awiwu, który domaga się kontynuowania walk. Jak na razie – w odpowiedzi na nową serię ataków – cena kontraktu na ropę Brent gwałtownie wzrosła, zbliżając się do 80 dol. za baryłkę. Jeżeli rynki nie otrzymają sygnałów deeskalacyjnych, kurs będzie zapewne nadal rósł.




