Donald Tusk i Wołodymyr Zełenski w Kijowie
Prawica ws. Wołynia rozpaczliwie próbuje przepisać historię na nowo Fot. Flick / Kancelaria Premiera; naTemat / Montaż: naTemat

Prawdziwym majstersztykiem Donalda Tuska okazała się zapowiedź budowy Muru Pamięci ofiar Wołynia. I to 11 lipca, czyli w rocznicę krwawej niedzieli. Ten ruch zdezorientował opozycję. Bo jak teraz krytykować premiera? Powiedzieć, że Mur Pamięci to zły pomysł? Nie wypada. Pozostała rozpaczliwa próba przepisania historii na nowo.

REKLAMA

Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta, pospiesznie ogłosił, że przełom w ekshumacjach na Wołyniu to zasługa... spotkania Karola Nawrockiego z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, do którego doszło w grudniu 2025 w Warszawie. I bez pardonu postanowił zaatakować szefa rządu. Oto cały wpis Leśkiewicza zamieszczony na X w sobotę rano, niedługo po tym, jak Donald Tusk zapowiedział, że w Warszawie powstanie Mur Pamięci ofiar Wołynia:

"Premier Donald Tusk w dzisiejszym przesłaniu mówi, że dzięki jego staraniom wznowiono prace poszukiwawcze i ekshumacyjne na Wołyniu. Co za bezczelność! Ponowne zgody władz Ukrainy na prowadzenie prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych to efekt spotkania prezydentów Polski i Ukrainy 19 grudnia 2025 r. w Warszawie. Od tego czasu Instytut Pamięci Narodowej otrzymał kilka zgód, dzięki którym przeprowadzono prace chociażby w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej czy Hucie Pieniackiej. Proces uzyskiwania kolejnych zgód jest w trakcie realizacji. Nawet w takim dniu, dniu zadumy i modlitwy, premier polskiego rządu nie mógł się powstrzymać od manipulacji".

Rafał Leśkiewicz

rzecznik Karola Nawrockiego

Problem jednak w tym, że krótka lekcja z kalendarza obnaża jego narrację. Wpis Leśkiewicza, podobnie jak inne komentarze sympatyków PiS, to grubymi nićmi szyty PR.

Prawica oszalała. I trudno jej się dziwić – zostali rozegrani po mistrzowsku

Otóż zgody ekshumacyjne leżały na stole już wiosną 2025, a więc na kilka miesięcy przed tym, jak Nawrocki wprowadził się do Pałacu Prezydenckiego. Co więcej, jak pisaliśmy w naTemat.pl w połowie stycznia 2025 w artykule "Tusk z Zełenskim załatwili sprawę Wołynia? Premier mówi o przełomie", po spotkaniu polskiego premiera i prezydenta Ukrainy w Warszawie szef rządu stwierdził: "Nie pozwolę, by Wołyń wykorzystywano w politycznych grach, ale będę pracował na rzecz zrozumienia tego problemu przez Ukrainę" (przypomnijmy panu Leśkiewiczowi: druga tura wyborów prezydenckich odbyła się 1 czerwca 2025).

Przypisywanie zasług prezydentowi, który wszedł do gry, gdy warunki były już wynegocjowane przez MSZ, to polityczna ekwilibrystyka najwyższej próby. Ale w obozie prawicy tonący brzytwy się chwyta.

W polskiej polityce historycznej obowiązywał dotąd niepisany dogmat: patriotyzm, martyrologia i twarde rozliczanie sąsiadów to wyłączna franczyza prawicy. Kiedy temat schodził na Wołyń, ale też na zbrodnie nazistowskich Niemiec w trakcie II wojny światowej i reparacje, politycy PiS wchodzili na mównicę w glorii jedynych sprawiedliwych, gotowych do szermierki, podczas gdy druga strona była tradycyjnie oskarżana o "pedagogikę wstydu" i dyplomatyczną gnuśność.

I nagle Donald Tusk bezczelnie i z pełną premedytacją wszedł na terytorium przeciwnika. Zajął strategiczne wzgórze i postawił na nim flagę z napisem: "Mur Pamięci". Bo przez 8 lat rządów Zjednoczonej Prawicy słyszeliśmy potężne deklaracje. Wokół relacji z Ukrainą budowano wielkie narracje, uściski prezydentów w kadrach wyglądały imponująco, a pomoc po rozpętanej przez Putina pełnoskalowej wojny płynęła szerokim strumieniem.

Jednak w kluczowej, najbardziej bolesnej kwestii historycznej – zniesienia zakazu ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej – polska dyplomacja za czasów PiS, podobnie jak prezes IPN, którym był wtedy Karol Nawrocki, wciąż odbijała się od ściany. Kijów brał, dziękował, ale w sprawie mogił naszych rodaków na Wołyniu pozostawał nieugięty. Prawica miała w tej sprawie absolutny monopol na słowa, ale wielki deficyt efektów.

Przełom przyniósł rok 2025. Pod koniec kwietnia Paweł Kowal ogłosił coś, co jeszcze rok wcześniej wydawało się niemożliwe. – Pierwszy raz od 10 lat Ukraina wydała realne zgody na ekshumacje i dodatkowo na poszukiwania ofiar m.in. zbrodni wołyńskiej. IPN ponowił 13 wniosków, w tym o ekshumacje w Hucie Pieniackiej, poszczególne instytucje przestawiają kolejne – mówił w rozmowie z PAP poseł Paweł Kowal, pełnomocnik rządu ds. odbudowy Ukrainy, który kieruje też polsko-ukraińską Grupą Roboczą ds. dialogu.

To był efekt twardej i chłodnej dyplomacji duetu Tusk-Sikorski, którzy – w przeciwieństwie do swoich poprzedników – zagrali z Kijowem w otwarte karty.

Tusk zrobił coś, co dla PiS jest niewybaczalne

Szef rządu ze swoimi współpracownikami odebrał prawicy monopol na narodową pamięć. Pokazał, że skuteczna polityka historyczna to nie ta, która najgłośniej krzyczy na wiecach, ale ta, która potrafi postawić twarde warunki w gabinetach dyplomatycznych i przynieść konkretne rezultaty.

Prawica w rocznicę krwawej niedzieli szaleje, bo nagle zorientowała się, że została z ręką w nocniku, jedynie krzycząc o patriotyzmie. Rząd Tuska po prostu ten patriotyzm materializuje.

Spotkanie Karola Nawrockiego z Wołodymyrem Zełenskim w grudniu 2025 oczywiście również było istotne, bo podbiło ten temat. Ale też trzeba powiedzieć jasno: miało ono charakter uzupełniający. Dziś Rafał Leśkiewicz zarzuca premierowi manipulację. Ale to rzecznik prezydenta nie mógł się od niej powstrzymać.