energetyki w sklepie w USA
Jezus Chrystus stał się gwiazdą. Jego wizerunek jest wykorzystywany na puszkach napojów energetycznych w USA Fot. Shutterstock / Zdjęcie poglądowe

Amerykański rynek napojów energetycznych przeżywa duchowe trzęsienie ziemi. Kiedy wydawało się, że w świecie zdominowanym przez gigantów pokroju Red Bulla czy Monstera nie da się już wymyślić nic nowego, do gry wkroczyła religia. Tylko czy puszka naszpikowana kofeiną naprawdę jest manifestacją wiary?

REKLAMA

W Stanach Zjednoczonych dynamicznie rośnie nowy segment rynku: chrześcijańskie napoje energetyczne. Co jednak najciekawsze, nie jest to pojedynczy i niszowy eksperyment, ale przemyślana fala tzw. identity marketingu (marketingu tożsamościowego), która trafia na niezwykle podatny grunt w amerykańskim Pasie Biblijnym i daleko poza nim. Niekwestionowanym liderem tego trendu stała się marka Agape Energy, która wprost promuje się hasłem: "Making Jesus Impossible To Ignore" ("Czyniąc Jezusa niemożliwym do zignorowania").

Ewangelizacja w energetyku, czyli jak Jezus Chrystus został gwiazdą w USA

Nazwa też nie jest przypadkowa. Greckie słowo agape w teologii chrześcijańskiej oznacza bezwarunkową i najwyższą formę miłości Boga do człowieka. Twórcy napoju uznali, że tę głęboką ideę można doskonale połączyć z nowoczesnym stylem życia. Pod względem składu produkt wpisuje się w modny nurt wellness: kofeina pochodzi z zielonej herbaty i ekstraktu z guayusy, cukier zastąpiono tu miodem lub stewią, a całość naszpikowano ponoć witaminami z grupy B.

To jednak nie skład chemiczny decyduje o gigantycznym sukcesie komercyjnym. Kluczem jest opakowanie i ideologia. Konsumenci mogą sięgnąć po smaki o wymownych nazwach, takich jak Preachin' Peach (Brzoskwinia Kaznodziejska) czy Blessed Berry (Błogosławiona Jagoda). Co więcej, kupując większe pakiety, klient otrzymuje specjalnie zaprojektowane kartony ułatwiające... dzielenie się puszkami ze znajomymi w ramach codziennej pracy misyjnej. Do tego dochodzi dedykowana aplikacja mobilna, która łączy czytanie fragmentów Biblii z programem lojalnościowym – im więcej się modlisz i pijesz, tym więcej punktów zdobywasz.

Agape Energy nie jest osamotnione w tym nowym, ale też intratnym segmencie. Sukces marki wywołał natychmiastową reakcję rynku, na którym pojawiły się kolejne brandy "boskich energetyków", i które mają na swoich sztandarach szerzenie wiary przez sprzedaż napojów kofeinowych w puszcze:

  • 4GVN (Forgiven): stylizowana nazwa (ang. Przebaczony), kierująca swój przekaz do fanów sportów ekstremalnych,
  • Praise Energy: energetyk mocno zakorzeniony w kulturze uwielbienia (worship) i muzyki chrześcijańskiej,
  • Yahweh: bezpośrednie odwołanie do starotestamentowego imienia Boga, charakteryzujące się surowym, minimalistycznym designem; to też najbardziej kontrowersyjny i bezkompromisowy przedstawiciel fali chrześcijańskich energetyków w USA.
  • Genialny marketing czy profanacja uczuć religijnych?

    Marketing wszystkich tych marek, co widać po ich aktywności na Instagramie, jest nastawiony na młodego Amerykanina. A jak pisaliśmy niedawno w naTemat, Zetki, w tym te również z USA, odkryły katolicyzm i to kompletnie odwrotny trend niż w Polsce. "Młodzi Amerykanie i ludzie na całym świecie tłumnie zwracają się ku Kościołowi katolickiemu" – ocenia amerykańska organizacja Free Press. Ale katolickie energetyki budzą w USA emocje i dzielą opinię publiczną.

    Dla wielu liderów wspólnot religijnych oraz młodych chrześcijan "chrześcijańskie" napoje energetyczne są genialną odpowiedzią na potrzeby współczesnego świata. Twierdzą, że pozwalają odczarować wizerunek religii jako nudnej i przestarzałej, wprowadzając ją w obieg kultury masowej – w myśl zasady, że Jezus jest pop. "Boskie energetyki" stają się stałym elementem krajobrazu na chrześcijańskich kampusach, w przykościelnych kawiarniach oraz na festiwalach muzyki religijnej. – Bóg położył nam na sercu głoszenie Ewangelii właśnie poprzez napój energetyczny – oświadczył założyciel Yahweh, Armand Kurin.

    Z drugiej strony pojawia się głośna krytyka – i to płynąca z bardzo różnych środowisk. Sceptycy zarzucają firmom sprytne, a wręcz cyniczne wykorzystywanie najświętszych symboli oraz pojęć teologicznych do zarabiania wielkich pieniędzy. Krytycy pytają retorycznie: czy sprowadzenie bezwarunkowej miłości Boga (Agape) do poziomu gazowanego napoju z kofeiną za kilka dolarów nie jest przypadkiem formą współczesnego kupczenia w świątyni? Podobne spory zna zresztą Polska – wystarczy przypomnieć oburzenie po tym, jak na stroju Natalii Nykiel pojawiła się Matka Boska. Nie brakuje też ocen, że widniejący na puszkach Jezus Chrystus jest jak Myszka Miki, do którego wygasły prawa autorskie i można na nim zarabiać grube miliony.

    Niezależnie od ocen liczby bronią się same. Sprzedaż chrześcijańskich energetyków w USA notuje dwucyfrowe wzrosty rok do roku. Marki z powodzeniem zagospodarowały niszę, która dla globalnych koncernów była być może zbyt ryzykowna światopoglądowo. Wszystko wskazuje na to, że trend ten nie tylko utrzyma się za oceanem, ale wkrótce może podjąć próbę ekspansji na inne światowe rynki – choć np. w Polsce od 1 stycznia wszedł zakaz sprzedaży energetyków osobom niepełnoletnim, co dla nowych graczy oznacza dodatkowe bariery. Nie zmienia to jednak faktu, że przemysł spożywczy udowodnił po raz kolejny, że w kapitalizmie nie ma wartości, których nie dałoby się zamknąć w aluminiowej puszce.