
Ministerstwo Finansów nie ma pojęcia, ile kosztują energetyki objęte opłatą cukrową. Przed podjęciem walki z bogatymi w taurynę i kofeinę napojami warto najpierw udać się do najbliższego dyskontu. No, chyba że analiza dotyczy cen z mniej więcej roku 2049.
Jarosław Neneman, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, odpowiedzialny jest za opracowanie projektu ustawy o zmianie ustawy o zdrowiu publicznym. Konkretnie chodzi tu o kwestię tzw. opłaty cukrowej. Ma ona zostać w niedalekiej przyszłości zaktualizowana, a kolejne produkty mają zostać nią objęte.
Projekt zmian obejmuje przede wszystkim uregulowanie kwestii koncentratów, które nie są objęte opłatą od środków spożywczych, napojów sprzedawanych jako suplementy diety (a obfitujących w cukier) i napojów zawierających 20 proc. soku i do 5 gramów cukrów. Zmiany nie wyglądają na kontrowersyjne, przynajmniej do pewnego momentu. Dotyczą przede wszystkim likwidowania luk wykorzystywanych przez producentów, ale z jednym ważnym zastrzeżeniem.
Jedną z proponowanych zmian jest podniesienie opłaty cukrowej za zawartość dodatku kofeiny lub tauryny z 10 groszy do złotówki. Urzędnicy z Ministerstwa Finansów, choć intencje mają zapewne czcigodne, dawno chyba nie byli w sklepie. Albo patrzą przyszłościowo. Bo wzmianka o cenach, która zawarta jest w projekcie, wygląda jakby pochodziła z roku mniej więcej 2049 (biorąc pod uwagę aktualną inflację).
Energetyki po 6,49 zł. Ministerstwo Finansów żyje w alternatywnej rzeczywistości
Jednym z uzasadnień dla zmian w opłacie za dodatek kofeiny i tauryny ma być niezwykle niska wartość opłaty od napoju energetycznego o pojemności 250 ml. Według Ministerstwa Finansów wynosi ona zaledwie "0,23 złotych, podczas gdy cena tego napoju to około 6,49 złotych".
Jest to kompletna bzdura, która w żaden sposób nie oddaje realiów rynkowych. Energetyki po 6,49 zł to najdroższy segment markowy. W trakcie pisania tego artykułu sięgnąłem po cenówki z aplikacji z zakupami na dowóz. Zgodnie z przewidywaniami tylko jedna z dostępnych w pięciu sklepach (Biedronka BIEK, Delio, Jush, Frisco i Lisek) marek systematycznie przekracza kwotę 6,49 zł i to zresztą nie w każdym e-sklepie, bo w części z nich cena za puszkę 250 ml wynosiła 5,49 zł.
By zobrazować sytuację: Black, Rockstar, Tiger, Oshee, Burn, DR Vita, Brainer, NGIN, Dzik – wszystkie ich produkty w wariancie 250 ml kosztowały poniżej 6,49 zł, nawet uwzględniając kaucję. Najniższa cena wynosiła 2,49 z, a najwyższa – 5,49 zł. Jedyną marką, która systematycznie oscylowała w okolicy 6,49 zł, był Red Bull.
Ministerstwo nie pokusiło się nawet o pobieżne sprawdzenie cen produktów, które obejmują opłatami
Polacy coraz częściej sięgają po marki własne. Analiza nie byłaby pełna bez uwzględnienia produktów spod szyldu BePower (Biedronka), Level-Up (Żabka), Crazy Wolf (Kaufland), Kong Strong (Lidl) czy Carrefour Classic (Carrefour).
Część z nich (niestety nie wszystkie) jest ujęta w gazetkach promocyjnych i stałych ofertach dostępnych online. Najniższa cena, jaką udało mi się znaleźć, pochodzi z niedawnej promocji, odbywającej się w tym samym tygodniu, w którym opublikowana została zapowiedź zmian ze strony Ministerstwa Finansów. Cena za napój energetyczny była w niej ponad sześciokrotnie niższa niż ta deklarowana przez urząd. Wynosiła ona zawrotne 1,25 zł. Przecena dotyczyła napoju Amper z Netto. Jego standardowa cena to 2,09 zł.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Przy przeglądaniu ofert stałych (nieobjętych promocją) najtańszą pozycją, którą udało mi się znaleźć, jest Big Power z Auchana. Niestety nie znam tej marki, a Auchan na swojej stronie nie podaje informacji, czy jest to marka własna, ale nie wydaje mi się, by była dostępna w innych sieciach. Tu stawka za puszkę (stacjonarnie i w ofercie z dostawą) wynosi 1,89 zł.
Energetyków nie należy bronić, ale proponowane zmiany są z kosmosu
Energetyki są oczywiście produktem powszechnie uważanym za szkodliwy, zdecydowanie odradzanym przez dietetyków i lekarzy. Weźmy jednak pod uwagę, że Ministerstwo Finansów w planie zmian posługuje się przede wszystkim argumentacją opierającą się na tym, że obecna wartość "opłat cukrowych" nie wpisuje się w aktualne trendy cenowe, posługując się szacunkami, które nie tylko nie oddają realiów rynkowych, ale są tak od nich odległe, jak tylko jest to możliwe.
Świadczy to o kompletnym braku znajomości rynku, który podlega regulacji urzędu i to nie z perspektywy twardych danych (których ministerstwo również nie podaje), ale przede wszystkim ze strony codziennego "dyskontowego" życia milionów Polaków.






