Donald Trump
Donald Trump niesłusznie oskarżył Chiny o sfałszowanie wyborów w USA? Foto: Phil Mistry/Shutterstock

Donald Trump wygłosił zapowiadane od kilku dni orędzie do narodu. Zasugerował w nim, że wybory w 2020 r. zostały sfałszowane przez Chiny. Analiza dowodów, jakie przedłożył prezydent USA, pokazuje, że to nadal tylko jego narracja, a nie twarde fakty.

REKLAMA

Już z samej zapowiedzi wybrzmiewało, że orędzie Donalda Trumpa może być próbą zemsty na Joe Bidenie. W czasie czwartkowego wystąpienia prezydent przekazał Amerykanom, że podjął decyzję o odtajnieniu informacji wywiadowczych, które "ujawniają szokujące luki w infrastrukturze wyborczej". Dowiedzieliśmy się też, że Chiny miały zdobyć wrażliwe dane 220 mln amerykańskich wyborców.

Trump Show. Prezydent USA w orędziu oskarżył Chiny

Trump wygłaszał swoje orędzie w najlepszym czasie antenowym, czyli ok. godz. 21:00 amerykańskiego czasu. I od razu wyszło na jaw, że wystąpienie ma charakter polityczny. Prezydent najpierw chwalił siebie i swoją administrację (ponownie zaklinając nieco realia), a dopiero po paru minutach przeszedł do rzeczy i ostrzegł, że system wyborczy, którym dysponują Amerykanie, "w sposób katastrofalny nie spełnia standardów".

By przedstawić dowody, ogłosił "natychmiastowe odtajnienie i publikację kluczowych informacji wywiadowczych, które ujawniają szokujące luki w infrastrukturze wyborczej" USA. Wszystko miało pokazać, że "obecny system wyborczy jest niebezpiecznie narażony na ataki hakerskie, nadużycia oraz zagraniczną ingerencję".

Do tego przekazał, że od 2020 r. Chiny nielegalnie pozyskały już dane 220 mln amerykańskich wyborców, co ma stanowić "największe naruszenie bezpieczeństwa danych w historii". – Utrata tych danych stanowi bezprecedensowy koszmar z punktu widzenia bezpieczeństwa wyborów. Informacje wywiadowcze dowodzą wręcz, że Chiny oddelegowały do tego nowego projektu specjalną jednostkę ds. wykorzystywania danych – snuł dalej swoją opowieść.

Miał być hit, jest kit?

Problem w tym, że analiza dokumentów, jaką wykonał Reuters, sugeruje, że Trump po prostu kłamał. W zestawie odtajnionych raportów jest m.in. dokument CIA, który zawiera obawy dotyczące jakości wyborów, ale w... Wenezueli.

W innym dokumencie czytamy, że chiński wywiad angażował się w kampanię wyborczą Joe Bidena. Dodano, że Pekin "nie ma zamiaru obecnie potajemnie ingerować lub próbować wpłynąć na wynik wyborów". Jedyną sugestią dotyczącą tego, że prezydent USA może mieć rację, jest zapis o tym, że Chiny mogą odważyć się na ingerowanie w wybory. Brak jednak dowodów na to, że reżim Xi Jinpinga podjął taką decyzję.

Sytuacji nie poprawia kuriozalny – patrząc z perspektywy polskiego wyborcy – model wyborczy, jaki obowiązuje w USA. W części amerykańskich stanów wyborca musi okazać dokument tożsamości przed oddaniem głosu, ale nie istnieje jeden ogólnokrajowy obowiązek legitymowania się w lokalach wyborczych.

Trump chce przeprowadzić na tym polu reformę, zakładającą obowiązek potwierdzenia obywatelstwa USA przy rejestracji na wybory i pokazywania dokumentu ze zdjęciem przy głosowaniu.

"Powinny stracić koncesję"

Wiele wskazuje na to, że orędzie Trumpa miało na celu zasugerowanie, że w 2020 r. "ukradziono" mu zwycięstwo (przegrał wtedy walkę o Biały Dom z Joe Bidenem), a do tego – co wydaje się ważniejsze – wytłumaczenie elektoratowi spodziewanej klęski Partii Republikańskiej w jesiennych wyborach uzupełniających do Kongresu.

Trump wszystko stara się obudować narracją o szerszym spisku. Gdy teraz stacje ABC, NBC i CNN podjęły decyzję o nietransmitowaniu jego orędzia na żywo, zasugerował, że świadomie działają na jego niekorzyść. – Co jest rzadko spotykane, stacje fake news NBC i ABC, zapowiedziały, że nie będą transmitować tego wystąpienia. Wiedziały, czego będzie dotyczyć, nie podoba im się ten temat. Wiedzą, jak skorumpowany jest nasz system, i nie chcą tego ujawniać – powiedział.

Dodał, że wraz z innymi redakcjami "są częścią spisku" i "chcą, aby to oszustwo trwało". Celem ma być "chronienie radykalnej lewicy". Zasugerował, że "fake news stacje" powinny stracić swoje koncesje na nadawanie.