
Donald Trump ma walczyć o to, by Polska dostała stałe członkostwo w G20. A przynajmniej tak twierdzą eksperci konserwatywnego think tanku Hudson Institute. Wszystko wpisuje się w szerszy kontekst: patrzenia przez część analityków z USA na nasz kraj jako junior partnera w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
Peter Rough i Ulrich Speck, eksperci think tanku Hudson Institute, na łamach "Washington Post" przedstawili ciekawą koncepcję: Donald Trump ma wspierać nasz kraj. G20 ma w planach prezydenta USA zyskać na znaczeniu i w czasie szczytu w Miami (14–15 grudnia 2026) skupić się na wzroście gospodarczym, deregulacji, bezpiecznych dostawach energii oraz rozwoju sztucznej inteligencji.
Trump chce Polski w G20
W ostatnich latach spotkania organizacji były bardziej PR-owymi eventami bez większego znaczenia. Teraz ma się to zmienić. I to szansa dla naszego kraju, mimo że prognoza Międzynarodowego Funduszu Walutowego mówi wprost: Polska w G20 chyba nie tak prędko. Trump uważa nas jednak za solidnego sojusznika, także gospodarczego. Wartość naszego PKB w ciągu dwóch dekad podwoiła się, przekraczając już nawet próg biliona dolarów. Jesteśmy też 6. gospodarką w Unii Europejskiej, w 2028 r. przebijemy się – jak twierdzą analitycy – do pierwszej dwudziestki świata.
Rough i Speck twierdzą, że obecna administracja Białego Domu chce, byśmy byli stałymi członkami G20. Wymieniają trzy kluczowe argumenty. Po pierwsze – w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej, które "dociążają się" rozbudowanymi systemami socjalnymi i niską innowacyjnością – my koncentrujemy się na wzroście, a do tego dysponujemy pokoleniem innowacyjnych przedsiębiorców. Po drugie: jesteśmy dziś liderem w obszarze obronności. I wreszcie po trzecie: nasze stałe członkostwo zapewniłoby reprezentację w G20 Europy Środkowej, co poparli już liderzy tego regionu w kwietniowej deklaracji szczytu Trójmorza w Dubrowniku.
"Stałe włączenie Polski do G20 nie byłoby prezentem dla Warszawy, ale odzwierciedleniem jej zasłużonej pozycji wśród czołowych gospodarek świata. Polska jest sojusznikiem, którego Trump potrzebuje, aby odciągnąć G20 od jej najgorszych instynktów" – podsumowują eksperci na łamach "Washington Post".
Dodajmy, że Donald Tusk i Radosław Sikorski również chcą Polski w G20. W naTemat pisaliśmy też, kogo wyrzucilibyśmy z tej elitarnej grupy, gdyby tak się stało.
Zobacz także
Wszystko wpisuje się w szerszy kontekst
Teoria obu ekspertów wpisuje się w to, jakie plany wobec naszego kraju mają konserwatywne środowiska w USA. Pojawiła się tu już idea Trójmorza. Chodzi o koncepcję utworzenia bliskiej współpracy państw Europy Środkowo-Wschodniej położonych między Morzem Bałtyckim, Czarnym i Adriatyckim. Jej głównym celem jest zwiększenie bezpieczeństwa, rozwój gospodarczy oraz wzmocnienie niezależności tych krajów wobec silniejszych sąsiadów, szczególnie Rosji i Niemiec.
Quiz: Kto to powiedział – Kaczyński czy Tusk?
1 / 20 Przepraszam bardzo, panie marszałku, ale ja bez żadnego trybu...
Dla USA idea ta wydaje się atrakcyjna, ponieważ wzmacnia państwa Europy Środkowo-Wschodniej będące sojusznikami Stanów Zjednoczonych. Silniejsza współpraca tych krajów może ograniczać wpływy Rosji i zwiększać bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO. Niesie to jednak też za sobą pewne ryzyko: że w razie agresji ze strony Moskwy to na naszych barkach może być obrona regionu (wszystko staje się co coraz bardziej jasne: szczególnie w kontekście ostatnich porażek USA w Iranie).
Warto w tym miejscu wspomnieć też o prognozach George'a Friedmana, guru konserwatystów z USA, który w swojej głośnej książce "Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek" stwierdził, że Polska ma potencjał do stania się lokalnym mocarstwem. Warunkuje to jednak upadkiem Rosji. – Polska zostanie wielką potęgą wraz z upadkiem Rosji, bo widzę ją jako przegraną w wojnie – powiedział rozmowie z "Faktem" w 2025 roku.




