
Zegar tyka, a politycy skupieni wokół Mateusza Morawieckiego wciąż nie zamierzają podporządkować się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Prezes PiS grozi konsekwencjami, lecz jego ultimatum nie brzmi już jak rozkaz niepodważalnego lidera. To raczej dowód, że w partii rozpoczęła się walka o dziedzictwo po człowieku, który przez dekady trzymał swoje środowisko żelazną ręką.
Zegar tyka. O północy ze środy na czwartek 23 lipca mija czas ultimatum, które Jarosław Kaczyński postawił politykom Prawa i Sprawiedliwości związanym ze środowiskiem Mateusza Morawieckiego. Mają wybrać: partia albo inicjatywa byłego premiera.
Tylko czy prezes PiS naprawdę zdecyduje się wyrzucić buntowników? Wątpliwe. A czy obserwujemy początek końca niepodważalnej władzy Jarosława Kaczyńskiego? Możliwe.
Saga Bourne'a przełożona na język PiS
Filmowe przygody Jasona Bourne’a otwiera część o podtytule "Tożsamość". Jasne jest, że lwia część osób w Prawie i Sprawiedliwości – zbliżając się do Konfederacji – zapomniała, jaka jest ich tożsamość, jakie są podwaliny partii, którą reprezentują. Popełnili błąd, który nie tylko dostrzegł, ale miał też odwagę wytknąć Mateusz Morawiecki.
A przecież zaczęło się – dawno, dawno temu, pod koniec lat 90. – od diagnozy, że III Rzeczpospolita została zdominowana przez układy, korupcję oraz elity wywodzące się z poprzedniego systemu. To jest tożsamość naszego, polskiego Bourne’a – czyli Jarosława Kaczyńskiego i Prawa i Sprawiedliwości. Z przymrużeniem oka rzecz jasna.
Ponad 20 lat temu Jarosław Kaczyński zagarnął popularne wtedy hasło o konieczności powstania IV RP. Większości konstytucyjnej nigdy nie zdobył, ale "IV RP" to też kolokwialne określenie rządów Kaczyńskiego z tamtych czasów. A czasy to były tak egzotyczne, że jego koalicjantem był niejaki Roman Giertych. Stąd też nieobce jest dziś myślenie, że dla władzy Jarosław Kaczyński wszedłby w koalicję nawet z Grzegorzem Braunem.
Ta kartka z historii przypomina też czasy, gdy prezes PiS był właśnie takim surowym ojcem rządzącym twardą ręką i nawet jak popełniał błędy i miał krótką ławkę koalicyjną – miał też zdolności trzymania partii w ryzach. Miał odwagę wyrzucać, jak w 2011 roku, takie postaci jak Zbigniew Ziobro, Tadeusz Cymański czy Jacek Kurski. Którzy później z podkulonymi ogonami wracali jak synowie marnotrawni do swego surowego ojca.
Morawiecki nie czeka grzecznie na sukcesję. To jego "krucjata"
W filmach o Jasonie Bournie po "Tożsamości" był kolejny film – "Krucjata". Jednak obecnie zdecydowanie bardziej skuteczną krucjatę prowadzi Mateusz Morawiecki. Były premier wie, że sukcesja w PiS może nigdy nie nadejść. Dlatego jest obecny w mediach społecznościowych, organizuje własne środowisko, buduje program i pokazuje, że rozumie zasady współczesnej politycznej gry.
Można się z nim fundamentalnie nie zgadzać, ale jednocześnie nie można odmówić tego, że obecną polityczną rzeczywistość "ogarnia" – on i jego zaplecze – zdecydowanie lepiej niż Jarosław Kaczyński i jego akolici.
Najlepszym dowodem jest wydarzenie zaplanowane na 31 lipca. Mimo partyjnego ultimatum Morawiecki nie zamierza zwijać projektu. W programie znalazła się nawet debata pod tytułem "Rozwój a wykluczenia. Jak idąc do przodu nie zostawić nikogo z tyłu. Lewicowa perspektywa". To sygnał, że były premier chce wyjść poza twardy elektorat PiS.
Zobacz także
Wracając jednak do sagi – tytuł "Krucjata" w oryginale to "Supremacy". A to już można tłumaczyć jako zwierzchnictwo, a nawet dominacja czy wszechwładza. I to mogłoby się kojarzyć z Jarosławem Kaczyńskim, ale tym z 2015 roku. Wygrał wybory prezydenckie i parlamentarne – i choć wciąż bez konstytucyjnej większości, to rządził i dzielił i do dziś odczuwamy tego konsekwencje, jak choćby z Sądem Najwyższym czy Trybunałem Konstytucyjnym.
30, 20 czy nawet 10 lat temu Kaczyński był takim surowym ojcem z twardą ręką i przytomną oceną tego, co dookoła. Przytomną nie oznacza, że dobrą dla większości. Była to wizja nie tyle coraz bardziej skrajnego konserwatysty, a coraz bardziej zapalczywego lidera, poszatkowanego emocjonalnie po katastrofie smoleńskiej, przez co jako obywatele musieliśmy brać czynny udział w tym przykrym spektaklu.
Po "Tożsamości" i "Krucjacie" nadchodzi "Dziedzictwo"
Konflikt w PiS przypomina kolejne części sagi o Jasonie Bournie. Najpierw była tożsamość – antykorupcyjna, antyestablishmentowa i zbudowana na obietnicy IV RP. Potem przyszła supremacja: osiem lat rządów rozpoczętych w 2015 roku, podczas których Kaczyński rządził i dzielił, pozostawiając głęboki spór o państwo, sądy i Trybunał Konstytucyjny.
Dzisiejsze ultimatum blednie jednak przy metodach, które prezes stosował dekadę temu. Dlatego coraz bliżej jesteśmy "Dziedzictwa" – momentu, w którym zmienia się główny aktor. Morawiecki ma ambicje, zaplecze i szansę na przejęcie części wyborców centrum. Potrzebuje tylko jednego: nie cofnąć się teraz ani o krok.
Właśnie dlatego uważam, że obecnie Jarosław Kaczyński to już nie silny, surowy ojciec, a "sympatyczny" dziadek. Niektórym miło posłuchać, innych irytuje – wraca do dawnych czasów i ma staromodną wizję przyszłości. Jednak jego ultimatum nie ma najmniejszego przełożenia na rzeczywistość inną niż to, że w sezonie ogórkowym mamy o czym pogadać.
Spór na prawicy i rozłam w PiS
Symboliczną puentą jest odejście Jana Rokity z tygodnika "Sieci". To jedyna osoba, która po ostatnich decyzjach Kaczyńskiego skądkolwiek odeszła. Były polityk, a obecnie publicysta, zakończył 13-letnią współpracę z periodykiem po tym, jak redakcja nie opublikowała jego tekstu krytykującego Przemysława Czarnka.
Artykuł "Powstrzymać Czarnka" ukazał się ostatecznie w "Rzeczpospolitej", a w nim czytamy, że "Przemysław Czarnek wykorzystując przydzieloną mu przez Jarosława Kaczyńskiego pozycję kandydata na premiera, próbuje przeciągnąć PiS do grona nienawidzących Zachodu sprzymierzeńców "osi zła" – napisał Rokita.
Jak dodał, Czarnek "zaprzecza nie tylko dziedzictwu ideowemu PiS-u, ale i całej tradycji polskiej myśli politycznej". Właśnie o to toczy się dziś prawdziwa walka. Nie tylko o władzę po Kaczyńskim, ale także o odpowiedź na pytanie, czym PiS ma być w najbliższej przyszłości.
Cały komentarz dotyczący ultimatum Kaczyńskiego, buncie ludzi Morawieckiego i początku walki o polityczne dziedzictwo dostępny jest na naszym kanale YouTube pod tym linkiem. Zachęcamy do udziału w dyskusji.






