Donald Tusk w Lublinie
Premier Donald Tusk skomentował incydent z rakietą. Wojsko zachowało pełną gotowość Fot. https://x.com/PremierRP

– Byliśmy gotowi do zestrzelania tej rakiety – stwierdził Donald Tusk na odprawie służb w Lublinie. W czwartek 30 lipca nad ranem prawdopodobnie rosyjski pocisk uderzył w okolicach miejscowości Tarnawa-Kolonia. Dlaczego nie zlikwidowano go przed uderzeniem na terenie Polski?

REKLAMA

Nad ranem mieszkańców Lubelszczyzny obudziły syreny alarmowe. Wojskowe radary wykryły obiekt, który naruszył naszą przestrzeń powietrzną i uderzył w pole, zostawiając potężny krater. Strona ukraińska twierdzi, że w Polskę uderzyła rosyjska rakieta Ch-101. Brak alertów RCB wywołały ogromny chaos i obawy mieszkańców o bezpieczeństwo.

Reakcja rządu. Donald Tusk o rosyjskiej rakiecie CH-101

Donald Tusk przyznał na pilnej odprawie służb w Lublinie, że doszło do groźnego incydentu nad naszym terytorium.

– Mamy poważne zdarzenie. Pocisk spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia. Nie ma żadnych informacji na szczęście ani o ofiarach, ani o stratach – przekazał szef rządu, zaznaczając, że odbył już konsultacje z generałem Ireneuszem Nowakiem, Dowódcą Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych.

Premier odniósł się też do wstępnych komunikatów napływających z Kijowa, w których wskazywano na rosyjską rakietę. – Jak na razie wszystko na to wskazuje, że mamy do czynienia z rosyjskim pociskiem manewrującym Ch-101, ale też nie wyprzedzamy efektów szczegółowego badania. Będziemy musieli mieć 100 proc. pewność, jaki pocisk, kto go wystrzelił – mówił szef rządu.

Tusk pochwalił też działanie wojska. Jego zdaniem piloci myśliwców zareagowali błyskawicznie. – Byliśmy gotowi do zestrzelania tej rakiety w przypadku gdyby kontynuowała swój lot – podkreślił Tusk. Wojsko nie zneutralizowało jej nad terytorium kraju tylko dlatego, że leciała ona prosto na teren niezabudowany.

Te pierwsze informacje wskazują jednoznacznie, że odpowiednie służby, przede wszystkim wojsko, nasi piloci, nasze samoloty zadziałały bardzo szybko i sprawnie. Nie było bezpośredniego zagrożenia w związku z tym, że rakieta spadła w terenie niezabudowanym. Informacje są jednoznaczne. Byliśmy gotowi do zestrzelania tej rakiety w przypadku gdyby kontynuowała swój lot.

Donald Tusk

Premier RP

Dowództwo upewniło się, że rakieta nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla ludności cywilnej i zrezygnowało z ataku. W innym wypadku, gdyby tor lotu przebiegał nad domami, wojskowi podjęliby decyzję o zestrzeleniu.

Gen. Nowak o pociskach zagrażających polskiej przestrzeni powietrznej

Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że od godziny 2:00 polskie myśliwce F-16 operowały przy granicy, czekając na polecenia, a wspierały je maszyny sojusznicze z Niemiec.

"Dowódca operacyjny był w pełnej gotowości, miał wszelkie uprawnienia do wydania decyzji o zestrzeleniu obiektu" – powiedział szef MON. Przypomniał, że blisko granicy przebywało w tamtym czasie około 20 obiektów.

Głos zabrał również generał Ireneusz Nowak, opisując skalę zagrożenia. Wojskowy zwrócił uwagę na "dwa pociski, które bezpośrednio zagrażały i stwarzały ryzyko naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej".

Tymczasem śledczy badają miejsce incydentu. "Na miejscu jest około 100 funkcjonariuszy różnych służb, w tym wojska i policji" – powiedział prokurator Grzegorz Trusiewicz, nadmieniając obecność czterech prokuratorów. Przekazał też informację o wniosku ze strony ukraińskiej dotyczącym pomocy ich fachowców przy oględzinach w Tarnawie-Kolonii.

Odprawa służb w Lublinie już się skończyła. Po wszystkim premier Tusk dodał jeszcze post o tym, że jest w kontakcie z liderami państw Europy i "wszyscy deklarują pełną solidarność i gotowość wszelkiej pomocy".

Potężny wybuch na Lubelszczyźnie. Relacja świadka

Incydent ma ścisły związek z rosyjskim ostrzałem wymierzonym m.in. we Lwów. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych potwierdziło, że niezidentyfikowany obiekt na Lubelszczyźnie pojawił się na radarach o 3:40, by po sześciu minutach zniknąć ze wskaźników.

Huk postawił na równe nogi okolicznych mieszkańców, którzy przeżyli chwile grozy. Kobieta mieszkająca niespełna kilometr od miejsca uderzenia podzieliła się relacją z redakcją portalu Onet.

"Zbudził nas szum. Słychać było, że coś leci bardzo nisko. Spojrzałam na zegarek: była 3:47" – opisywała świadek zdarzenia. Opowiedziała o gigantycznym hałasie przypominającym rozpadnięcie się jakiejś konstrukcji.

Chwilę później jej mąż opuścił dom, aby sprawdzić źródło przerażających dźwięków. "Okazało się, że coś spadło na polu uprawnym niedaleko naszych zabudowań i stąd wielki wybuch" – wyznała mieszkanka. Chwilę później syreny wyły nad Lubelszczyzną, zaroiło się od jednostek straży pożarnej, a przestrzeń powietrzną zaczęły patrolować śmigłowce.