
Po tym, jak tysiące migrantów przedostało się z Maroka do hiszpańskiej eksklawy Ceuta, w sieci zaczęły pojawiać się opinie, w których sugerowano, że wszystko jest skoordynowaną operacją rządu marokańskiego. Za wszystkim stałby więc afrykański pupil Donalda Trumpa, król Muhammad VI.
To, co dzieje się w Ceucie, szokuje. Sytuacji nie poprawiają doniesienia, jakie pojawiają się w social mediach. Niektórzy twierdzą, że imigranci, którzy przedzierają się do Europy, są tak naprawdę przestępcami zwolnionymi z marokańskich więzień na mocy królewskiego ułaskawienia i celowo zostali wysłani do Hiszpanii. Czy to prawda będą musiały teraz zweryfikować hiszpańskie służby.
Maroko uwolniło z więzień przestępców?
Jedna z kluczowych person tego dramatu, król Maroka Mohammed VI, ułaskawił tysiące więźniów. Ci mieli zostać natychmiast przetransportowani na granicę z Ceutą. Wszystko miałoby przypominać to, co działo się parę lat temu na granicy polsko-białoruskiej.
"Pikanterii" dodaje fakt, że wypuszczenie więźniów miało być częścią corocznych obchodów Dnia Tronu w Maroku, przypadających na 30 lipca. Właśnie wtedy król tradycyjnie udziela ułaskawienia. Tego też dnia doszło do wielkiego szturmu na Ceutę.
I częściowo te doniesienia znalazły już potwierdzenie. Władca Maroka wypuścił z zakładów karnych, ale podobno tylko mniej groźnych przestępców, tych, którzy nie zostali skazani za przestępstwa związane z przemocą.
Inni wskazują, że szturm mogła de facto sprowokować sama Hiszpania. Chodzi o niedawny wyrok Sądu Najwyższego, który orzekł, że imigranci zatrzymani po wjeździe do Ceuty drogą morską nie mogą być automatycznie poddawani "przyspieszonym deportacjom". Wykorzystać miały to grupy przemytników, które kłamliwie "sprzedały" to wszystko jako łatwiejszą drogę prawną dostania się do Europy.
Pupil Trumpa
Sam Mohammed VI świętował 27. rocznicę swoich rządów, popadając w samozachwyt i zaklinając realia. Tu zresztą dochodzimy do kolejnego powodu masowej migracji: w kraju panują głębokie nierówności społeczne, występuje niemal powszechna korupcja, nie wspominając o bezrobociu. To ostatnie dotyka szczególnie osób młodych. I to one starają się dostać do Europy.
Zobacz także
W kontekście panowania marokańskiego monarchy nie sposób nie wspomnieć o Donaldzie Trumpie. Prezydent USA popiera politykę Mohammeda VI, twierdzi, że ten ma prawa do Sahary Zachodniej. Mowa o terytorium, które pozostaje przedmiotem sporu od 1975 r. Jest się o co bić, gdyż znajdują się tam bogate złoża fosforytów (służą głównie do produkcji nawozów).
Mohammed VI potrafi się jednak odwdzięczyć: rzekomo nazwie 1000-kilometrową autostradę, która łączy miasta Tiznit i Dachla, imieniem... Trumpa.
Napisałem "rzekomo", gdyż rząd Maroka nie potwierdził jeszcze tych rewelacji. Przekazał je jedynie sam prezydent USA. "Dziękuję wielce szanowanemu Mohammedowi VI, królowi Maroka — to dla mnie ogromny zaszczyt! Z niecierpliwością czekam na możliwość przejechania kiedyś całej długości tej wspaniałej autostrady, mam nadzieję, że już wkrótce!", ekscytował się w social mediach Trump.
Trump mógł wiedzieć o tym, co może się stać?
Wszystko to rodzi pytanie, czy Trump mógł być informowany przez swojego pupila o tym, że Ceuta będzie oblegana przez imigrantów.
Nawet jeżeli tak było, amerykański prezydent mógł zignorować te ostrzeżenia: ma w końcu sporo na głowie w związku z wojną z Iranem. Jest także znany ze swoich izolacjonistycznych poglądów i domagania się od Unii Europejskiej, by ta radziła sobie z problemami sama (kłóci się to z wizją USA jako "światowego policjanta").
Ponadto ma na pieńku z premierem Hiszpanii, Pedrem Sánchezem. Powód? Nie chodzi tylko o to, że ten ostatni jest socjalistą. Madryt odciął się od Amerykanów w pierwszych tygodniach wojny na Bliskim Wschodzie, zamykając swoją przestrzeń powietrzną dla samolotów wojskowych z USA. Czyżby nadszedł czas zemsty?




