Rozłam w PiS to jeszcze nic. Prof. Markowski stawia sprawę jasno: Nieuctwo się panoszy!
Rozłam w PiS to jeszcze nic. Prof. Markowski stawia sprawę jasno: Nieuctwo się panoszy! fot. naTemat

Prof. Radosław Markowski nie wierzy, że konflikt wokół Mateusza Morawieckiego jest wydarzeniem przełomowym. Jego zdaniem znacznie ważniejsze od partyjnych rozgrywek są polityczna amnezja wyborców, degradacja debaty publicznej i rosnąca niechęć do mierzenia się ze skomplikowaną rzeczywistością.

REKLAMA

Sezon ogórkowy w polskiej polityce nie istnieje. Zamiast niego są lojalki, frakcje, groźby wykluczeń i spekulacje o przyszłości Mateusza Morawieckiego.

Prof. Radosław Markowski, politolog i socjolog z Polskiej Akademii Nauk oraz Uniwersytetu SWPS, przekonuje jednak, że medialne emocje wokół sporu na prawicy są mocno przesadzone.

Morawiecki chce wrócić dzięki krótkiej pamięci

Prof. Markowski nie kryje zdumienia, że były premier próbuje budować własny projekt polityczny i przedstawiać się jako potencjalny kandydat do ponownego objęcia władzy. Przypomina Polski Ład, aferę Pegasusa, nietrafione inwestycje oraz gwałtowny wzrost cen w czasie rządów PiS.

– Mateusza Morawieckiego podziwiam za to, że ma czelność proponować się na następnego premiera – mówi.

Jego zdaniem były szef rządu musi liczyć na jedno: że wyborcy nie będą pamiętali kosztów decyzji podejmowanych zaledwie kilka lat temu.

To właśnie pamięć, a właściwie jej brak, jest według politologa jednym z kluczowych problemów demokracji. Obywatele często oceniają władzę przez pryzmat ostatnich wydarzeń, ignorując cały bilans rządów. Dzięki temu politycy mogą wracać z nową narracją, jakby wcześniejsze błędy nigdy się nie wydarzyły.

Piaskownica zamiast poważnej polityki

Profesor ostro ocenia również poziom debaty publicznej. Jego zdaniem parlament coraz częściej przypomina miejsce pełne "magla i brudu", a politycy – niezależnie od barw partyjnych – są brutalni, kłamliwi i pozbawieni inwencji.

Problem pogłębiają media, które premiują konflikt, tragedię i sensację. Markowski mówi wprost, że dziennikarze nakręcają koniunkturę na samo zło, zamiast poświęcać uwagę edukacji, nauce, rozwojowi czy bezpieczeństwu.

W efekcie obywatele dostają świat uproszczony do starcia dwóch obozów. Tymczasem – jak podkreśla ekspert – rzeczywistość jest skomplikowana, a polityczny symplicyzm, czyli sprowadzanie wszystkiego do łatwych haseł, otwiera drogę autorytaryzmowi.

Bez faktów nie ma demokracji

Prof. Radosław Markowski zwraca uwagę, że coraz mniej ludzi odczuwa potrzebę sprawdzania informacji i dociekania przyczyn. W debacie znikają fakty, a ich miejsce zajmują emocje, tożsamości i opowieści dopasowane do politycznych baniek.

– Nie ma faktów, nie ma demokracji – podsumowuje. Jego zdaniem demokracja nie może opierać się wyłącznie na psychologicznych lękach i fałszywych narracjach. Potrzebuje obywateli zdolnych odróżnić korelację od przyczynowości, dane od propagandy i opinię od wiedzy.

Profesor łączy ten kryzys z kondycją edukacji. Masowość studiów nie przełożyła się na jakość kształcenia. Krytykuje uczelnie, które "za pieniądze rozdają dyplomy", oraz system, w którym formalne wykształcenie coraz częściej nie oznacza rzeczywistych kompetencji.

Polska odniosła sukces, ale nie umie o nim mówić

Najmocniejszy paradoks rozmowy dotyczy oceny ostatnich dekad. Markowski przypomina, że od 1989 roku Polska dokonała ogromnego skoku cywilizacyjnego: wzrosła gospodarka, zmieniły się miasta, drogi i jakość życia.

– Ta Polska, która istniała w latach 90., po prostu już nie istnieje – mówi. A jednak społeczeństwo pozostaje przekonane, że kolejne rządy były wyłącznie złe. Zdaniem profesora warto więc zapytać, jak kraj, którego politycy są stale oceniani jako nieudolni, mógł osiągnąć tak wiele.