Screen z nagrania na YouTube GROMDA
Członkowie federacji GROMDA kreują się na bezkompromisowych zawodników Fot. za YouTube GROMDA

Gołe klaty, "twarde charaktery", "lanie po mordzie" i "obrona polskich granic" – Gromda od lat buduje wizerunek środowiska, które chce nie tylko organizować brutalne walki, lecz także mówić Polakom, czym są patriotyzm, porządek i prawdziwa męskość. Pytanie, czy ktokolwiek poza jej zawodnikami powinien (i ma ochotę) przyjmować te zasady.

REKLAMA

Niewielkie, liczące kilkanaście tysięcy mieszkańców miasto na Mazowszu przez lata kojarzyło się przede wszystkim z przemysłową historią zakładów Pronit, bliskością Kozienickiego Parku Krajobrazowego czy z pochodzącym stąd Andrzejem Piasecznym.

Dziś o Pionkach znów mówi cała Polska, ale tym razem w kontekście wydarzeń, z którymi wielu mieszkańców nie chce być kojarzonych. Wszystko za sprawą zatrzymania Adama C., zawodnika federacji Gromda, podejrzanego o udział w brutalnym pobiciu pary obywateli Ukrainy we Wrocławiu.

"Stygmatyzowanie jest krzywdzące"

Gromda weszła na rynek w 2020 roku z formatem walk na gołe pięści, który miał odróżnić ją zarówno od tradycyjnych sportów walki, jak i federacji freak-fightowych. I od początku budowała swoją tożsamość w kontrze do świata influencerów.

"Tu nie liczy się, ile masz lajków, ale jak mocno ładujesz po mordzie" – taki przekaz miał podkreślać, że liczyć ma się siła, charakter i odporność, a nie popularność w mediach społecznościowych.

Pierwsza gala odbyła się w czerwcu 2020 roku w Warszawie. Od trzeciej edycji organizacja na stałe przeniosła się do Pionek. Federacja sprzedawała jednak nie tylko same pojedynki. Wokół nich zbudowała opowieść o sile, ulicznym kodeksie i wizerunku "twardych charakterów".

Sama formuła opiera się na brutalności: mały ring, brak klasycznych rękawic i tzw. piąta runda bez limitu czasu, w której walka kończy się dopiero przez nokaut, poddanie lub decyzję sędziego.

Kontrowersje wokół Gromdy nie dotyczą jednak wyłącznie formuły pojedynków. Na oficjalnych profilach federacji publikowane są materiały wykorzystujące agresywną retorykę. Na przykład w jednym z filmów promocyjnych słychać okrzyki "Tu jest Polska", a jeden z uczestników wykonuje gest podcięcia gardła.

W nagraniach i wpisach pojawiają się przekazy wymierzone w migrantów i cudzoziemców. W jednym z materiałów pada hasło: "Witamy w Polsce. Chlebem, solą i twardą rzeczywistością. Szybko weryfikujemy każdego. Bez taryfy ulgowej".

W innym pojawiają się słowa o tym, że osoby chcące mieszkać w Polsce powinny "bardziej upodobnić się do zamieszkałego kraju", a język ukraiński powinien zostać zastąpiony polskim.

Pojawiają się również ostrzegawcze hasła o "tradycyjnym wpi*rdolu" i "prostowaniu każdego pyskacza".

Towarzyszy temu określona estetyka siły i dominacji. O taki wizerunek dbają sami zawodnicy – w materiałach promocyjnych występują półnadzy, z wyeksponowanymi mięśniami, tatuażami, ciężkimi łańcuchami. Obok nich pojawiają się symbole narodowe, w tym polska flaga. To obraz świata, w którym siła fizyczna, uliczny kodeks i własne zasady mają zastępować oficjalne reguły.

Po aferze z zatrzymaniem członka Gromdy za pobicie pary Ukraińców część materiałów zniknęła z profilu federacji na Facebooku, jednak wcześniej były szeroko udostępniane i komentowane w internecie.

W jednym z dostępnych nadal na YouTube materiałów pojawia się narracja o "obronie polskich granic". W nagraniu pada również wulgarne stwierdzenie, że chodzi o to, by "żaden brudas na krzywy ryj im się nie wp**rdolił".

Zawodnicy sami siebie określają jako "polskich chuliganów" oraz "bezpośrednią i konkretną siłę naszego narodu". Kreują się na bezkompromisowych wojowników, dla których liczy się własny uliczny kodeks.

To właśnie sprawa Adama C. – byłego zawodnika Gromdy podejrzanego o brutalne pobicie ukraińskiej pary we Wrocławiu – skierowała uwagę także na samą federację.

Nie jest to jednak pierwsza kontrowersja w jej historii. W 2022 roku szeroką krytykę wywołał zwiastun gali Gromda 8, utrzymany w gangsterskiej stylistyce. Skąpo ubrane kobiety pełniły w nim rolę tła dla mężczyzn, a w materiale pojawiały się również sek*istowskie i wulgarne treści.

Po wybuchu afery współpracę z Gromdą zakończył komentator sportowy Mateusz Borek, który był jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy klubu. Był to pierwszy moment, w którym wizerunek organizacji zaczął wywoływać krytykę także poza środowiskiem fanów sportów walki.

"Zbyteczne doszukiwanie się drugiego dna"

Dziś w sieci pojawiają się głosy próbujące łączyć Gromdę nie tylko z podejrzanym o brutalny atak we Wrocławiu, ale również z Pionkami, gdzie znajduje się siedziba klubu.

Takie głosy spotkały się ze sprzeciwem lokalnych przedstawicieli. Podkreślają oni, że nie można przenosić odpowiedzialności za działania jednej osoby na całą społeczność.

Przewodniczący Rady Miasta, Dominik Cybulski, uważa takie podejście za całkowicie nieuzasadnione i podkreśla, że nie wolno przenosić odpowiedzialności za czyn jednej osoby na całą lokalną społeczność.

Nie oszukujmy się, to głośne wydarzenie, jednak ten człowiek chyba nie jest nawet mieszkańcem Pionek. To osoba, która po prostu brała udział w walkach organizowanych przez tę federację. Równie dobrze ktoś z nas mógłby odwiedzić jakieś miasto raz czy dwa, a potem być z nim utożsamiany – a przecież nie na tym to polega

Dominik Cybulski

Przewodniczący Rady Miasta Pionki

– Uważam, że to zbyteczne doszukiwanie się drugiego dna. Pionki jako miasto nie jest mocno utożsamiane ani z Gromdą, ani z jej zawodnikami – dodaje.

W podobnym tonie wypowiada się Piotr Krakowiak, radny gminy Pionki.

– Stygmatyzowanie całych Pionek i naszej społeczności – niezależnie od tego, czy mówimy o mieście, czy o gminie – jest po prostu krzywdzące – ocenia Piotr Krakowiak.

Zaznacza, że jednoznacznie potępia agresję.

– Agresja w jakiejkolwiek formie jest czymś jednoznacznie negatywnym. Natomiast wrzucanie dzisiaj do jednego worka całych Pionek, naszej gminy, miasta i mieszkańców to totalne nieporozumienie. W każdym gronie, w każdej grupie zawodowej i w wielu różnych miejscach zdarzają się niestety "czarne owce" – mówi.

Zwraca uwagę, że federacja Gromda prowadzi działalność na terenie miasta, a nie gminy, dlatego nie chce oceniać samej organizacji. Odnosi się jednak do tego, w jaki sposób po ostatnich wydarzeniach mówi się o Pionkach i ich mieszkańcach.

– Jeżeli ktoś działa legalnie, organizuje tego typu wydarzenia zgodnie z prawem i ma swoich odbiorców, nie widzę powodów, żeby z góry oceniać to jednoznacznie negatywnie – uważa radny. 

Dominik Cybulski, przewodniczący Rady Miasta Pionki, informuje, że do tej pory działalność Gromdy nie budziła w mieście kontrowersji. Jak mówi, zarówno jako mieszkaniec, jak i radny, nie przypomina sobie, aby działalność federacji budziła wcześniej niepokój w mieście.

– Do tej pory ani same wydarzenia, ani ich uczestnicy nie sprawiali żadnych problemów – mówi.

Jego słowa potwierdza również policja. Komenda Miejska Policji w Radomiu przekazała, że nie otrzymywała zgłoszeń ani skarg mieszkańców związanych z działalnością federacji.

– Organizowane przez federację wydarzenia są imprezami zamkniętymi, o których organizator nie informuje policji. W związku z tego typu imprezami nie mieliśmy interwencji – przekazała rzecznik KMP w Radomiu.

Cybulski podkreśla, że miasto nie angażuje się w organizację ani promocję gal Gromdy. Z federacją łączy je jedynie to, że jeden z miejskich podmiotów odpłatnie (na zasadach komercyjnych) udostępnia jej halę sportową, w której odbywają się wydarzenia. 

– Na plakatach promujących wydarzenia Gromdy nigdy nie widniał herb ani logotyp miasta. Miasto Pionki nie promuje tej federacji – zaznacza. 

"Nie było interwencji"

Krakowiak przyznaje, że walki na gołe pięści są dyscypliną kontrowersyjną, a sam nigdy nie uczestniczył w galach federacji.

– Nie jestem zwolennikiem tego typu dyscyplin, ale boks czy MMA mają swoich odbiorców. Sam nie uczestniczyłem w takich wydarzeniach i nie jest to obszar moich zainteresowań – zaznacza.

Krakowiak podkreśla, że nie otrzymywał sygnałów od mieszkańców domagających się interwencji w sprawie federacji. Jednocześnie zaznacza, że nie zna jej działalności od kulis.

Do nas, radnych, nie dotarły żadne apele, petycje ani zgłoszenia od mieszkańców wskazujące, że nie akceptują oni tej działalności. Nie byłem również proszony o żadną interwencję w tej sprawie.

Piotr Krakowiak

radny gminy Pionki

– Nie znam tej działalności od kuchni, co nie znaczy, że nie wiem, kim są właściciele. Nie są to moi znajomi, nie mam z nimi żadnych kontaktów – ale wiem, kim są te osoby i kojarzę, kto za tym stoi – są to informacje powszechne i publicznie dostępne – dodaje.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

Dominik Cybulski przyznaje, że wcześniej nie śledził szczegółowo działalności Gromdy i nie znał materiałów, które wzbudziły kontrowersje.

– Nie interesuję się zbytnio sportami walki i nie śledzę na bieżąco organizowanych gal. Będę musiał zweryfikować to w internecie, bo do tej pory nie miałem świadomości, że taka tematyka w ogóle była tam poruszana – mówi.

Jednocześnie zaznacza, że z informacji, które do niego dotarły, wynika, iż federacja odcięła się od zachowania swojego zawodnika.

– Wiem jedynie to, że sama federacja całkowicie odcina się od tego incydentu. I słusznie – to nie miało nic wspólnego ze sportowym zachowaniem, które federacja sztuk walki promuje – dodaje.

Rzeczywiście, właściciel Gromdy Mariusz Grabowski po sprawie Adama C. potępił jego zachowanie i zapewnił, że osoby dopuszczające się przemocy poza ringiem nie będą miały miejsca w federacji.

Sprawa ponownie skierowała jednak uwagę na sposób, w jaki federacja od lat buduje swój wizerunek. Od początku podkreślała, że daje drugą szansę zawodnikom z trudną przeszłością. Krytycy wskazywali jednak, że historie z kryminalną przeszłością niejednokrotnie stawały się częścią wizerunku "twardych charakterów", który Gromda sprzedawała swoim odbiorcom.

Kontrowersje wzbudzała także przeszłość samego szefa federacji. Według publikacji medialnych Mariusz Grabowski w 2016 roku został prawomocnie skazany na 2,5 roku pozbawienia wolności m.in. za kradzież z włamaniem, oszustwo oraz pomoc w porwaniu przedsiębiorcy dla okupu. Grabowski podkreślał, że odbył karę i od lat prowadzi działalność biznesową.

Wątpliwości wzbudziło również nagranie, na którym Grabowski podczas toastu mówił o "zebraniu chłopaków i wyprostowaniu chochołów". Określenie to bywa używane jako pogardliwe określenie Ukraińców. To nie był odosobniony przypadek – w materiałach publikowanych przez Gromdę regularnie pojawiają się przekazy wymierzone w Ukraińców, utrzymane w agresywnym i konfrontacyjnym tonie.

Niedługo później w przestrzeni publicznej pojawił się jednak kolejny materiał związany z jednym z zawodników, który ponownie wywołał dyskusję o języku używanym wobec Ukraińców.

Daniel "Piasek" Piaskowski opublikował na Instagramie nagranie odnoszące się do ostatnich wydarzeń. Osoby wspierające Ukrainę określał mianem "proukraińskich świń", a o Ukraińcach mówił, że są "pasożytami".

Czy mieszkający w Pionkach Ukraińcy mogą czuć się bezpiecznie?

– W Pionkach działa kilka zakładów, które zatrudniają cudzoziemców. Do tej pory nie docierały do mnie żadne sygnały o jakichkolwiek przejawach agresji – mówi Cybulski.

Dodaje, że sam zna osoby z Ukrainy, które związały swoje życie z miastem.

– Mam kilku znajomych z Ukrainy, którzy postanowili tu pracować, a niektórzy osiedlili się w Pionkach na stałe. To są tacy sami ludzie jak my i nie ma żadnego powodu, by traktować ich inaczej – podsumowuje. 

"To są dwa zupełnie różne światy"

Podobnie na sprawę patrzą przedstawiciele lokalnego sportu. W Pionkach od dekad działa KS Proch Pionki – klub, który wychował kolejne pokolenia sportowców. Dziś skupia się przede wszystkim na szkoleniu młodych zawodników. Prezes klubu Mariusz Rysiewski zaznacza, że Proch koncentruje się na własnej działalności.

– Ja tego w ogóle do siebie nie biorę. To są dwa zupełnie różne światy. My robimy swoje: szkolimy dzieci, dbamy o naszych podopiecznych i chcemy, żeby wyrosły na dobrych ludzi. To jest całe motto naszej działalności – mówi.

Odnosząc się do związku federacji z Pionkami, dodaje:

– To, że ta federacja wywodzi się z naszego miasta, to jedno, ale ja na ten temat nic więcej nie mogę powiedzieć. Proszę nas – z całym szacunkiem – w ogóle z tym nie łączyć. My zajmujemy się zupełnie innymi rzeczami i to jest dla nas jedyny priorytet – zaznacza.

Dla prezesa Prochu sport to przede wszystkim coś więcej niż sama rywalizacja. Rysiewski zwraca uwagę na jego wychowawczą rolę – naukę dyscypliny, szacunku do zasad i odpowiedzialności.

– Nie każdy z tych chłopców zostanie Robertem Lewandowskim i trzeba im to szczerze od małego tłumaczyć. Ale poprzez sport, zdrową rywalizację i rozwiązywanie problemów – czy to na boisku, czy w szatni – oni wyrabiają swoje charaktery. Dla mnie najważniejsze jest to, kim ten zawodnik stanie się jako człowiek za parę lat – mówi. 

Choć Gromda buduje swój wizerunek wokół ulicznej estetyki i brutalności, nie opiera się wyłącznie na kontrowersji. Federacja wypromowała własne gwiazdy, m.in. niepokonanego mistrza Mateusza "Don Diego" Kubiszyna, który wcześniej zdobywał tytuły w kick-boxingu.

Do sprawy Adama C. Kubiszyn odniósł się w opublikowanym oświadczeniu. Zaapelował, by nie utożsamiać jego osoby ani całej federacji z zachowaniem jednego zawodnika. Podkreślił, że dla Adama C. nie ma już miejsca w szeregach ugrupowania, a organizacja nie akceptuje przemocy poza ringiem.

Oświadczenie Kubiszyna wywołało szeroką dyskusję w internecie. Część komentujących poparła jego stanowisko, ale pojawiły się również obraźliwe wpisy, w których zarzucano mu m.in. "zdradę" środowiska i nakazywano mu "spadać na front".

Równolegle sprawą internetowych publikacji osób związanych z Gromdą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Śledczy sprawdzają, czy materiały zamieszczane w sieci mogły zawierać treści nawołujące do nienawiści lub przemocy wobec cudzoziemców, w szczególności obywateli Ukrainy.