Marcin Kierwiński, sms do Polaków.
Kierwiński stara się wytłumaczyć wpadkę na Lubelszczyźnie. Screen: tvn24/yt, Łukasz Kmita/x

Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński obiecał na antenie TVN24, że przeprowadzi zmiany w systemie ostrzegania ludności. Ostatnie wydarzenia pokazują, że obecny wręcz kompromituje polskie państwo.

REKLAMA

W nocy ze środy na czwartek rakieta Ch-101 naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła w pobliżu Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim. Włączono syreny alarmowe, ale nikt nie wysłał do mieszkańców SMS-ów z alertem Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Tak, chodzi o ten system, który informuje cię o tym, że może mocno wiać wiatr i padać deszcz.

Z wpadki tłumaczył się w studiu TVN24 minister Kierwiński. – Proszę pamiętać, że to też nie jest metoda, aby zasypać społeczeństwo w każdej sytuacji milionem SMS-ów – powiedział, zupełnie zapominając, że system działa jak informator pogodowy i już teraz "zasypuje" nas nierzadko zbędnymi wiadomościami.

Polityk KO dodał, że czas trwania zagrożenia wyniósł 13 min, do tego w nocy nikt nie odczytałby SMS-a. To doprowadziło go do wniosku, że "najskuteczniejszym elementem powiadomienia są syreny alarmowe".

Tyle że oba te elementy – syreny i SMS-y – powinny się uzupełniać: te pierwsze obudzić mieszkańców, drugie poinformować, co się dzieje.

Cell Broadcast kontra szef MSWiA. Kierwiński jakby pierwszy raz to na oczy widział

W odpowiedzi na to wszystko dziennikarka TVN24 puściła nagranie brytyjskiej stacji BBC, na którym widać testy systemu Cell Broadcast, który pozwala na uruchomienie ostrzeżenia dźwiękowego nawet w tych smartfonach, które są wyciszone.

– Pracujemy nad tym... Bo to nie są rzeczy, które są dla nas nowe. To są rzeczy, nad którymi od wielu tygodni pracujemy i też tego typu funkcjonalności pewnie szybko zostaną uruchomione – tłumaczył się niepewnie Kierwiński.

Wiadomo, że jeszcze w tym roku powstanie specjalna aplikacja informująca o zagrożeniach w trybie online.

Kolejna wpadka MSWiA. Odsyłają Polaków pod link, który działa tylko w teorii

Teraz po raz kolejny zobaczyliśmy brak profesjonalizmu rządzących. W piątkowy poranek Polakom rozesłano SMS z linkiem do "Poradnika bezpieczeństwa". Timing nieszczególnie dobry, bo sugerujący jakby groził nam zmasowany atak Rosji.

Do tego nikt nie przewidział chyba (jak to możliwe?), że odbiorcy wiadomości zaczną masowo wchodzić na podany link. W efekcie wszyscy wspólnie wywołaliśmy przeciążenie serwera i strona z "Poradnikiem" szybko stała się niedostępna. Rząd sam sprowokował DDoS, czyli coś w postaci ataku hakerskiego – przeciążenia serwera, które ma na celu zablokowanie działania strony internetowej.

Czy nikt w rządzie nie wpadł na to, że tak to się skończy? Mało tego, jak to możliwe, że serwery państwowe nie są przygotowane na taką ewentualność?

Sam Kierwiński na dodatek desperacko bronił systemu, pisząc na X, że wszystko działa poprawnie.

Problemy komunikacyjne

I to nie wyczerpuje listy wpadek rządzących z ostatnich dwóch dób. Premier Donald Tusk w czasie czwartkowej konferencji prasowej wypalił nagle, że nad terytorium Polski spadły dwa obiekty. I była to prawda, ale szef rządu nie dodał, że drugim był niegroźny balon wojskowy. Sprawę szybko podchwyciła TV Republika, która zaczęła straszyć widzów, że "jakiś kolejny obiekt się znalazł wojskowy".

Sama Rosja nie skomentowała tego, co stało się w Polsce, jednocześnie potwierdzając, że przeprowadziła masowe ataki na Ukrainę.