Władimir Putin.
Rosja potwierdza ataki. Foto: photoibo/Shutterstock

Rosja potwierdziła, że to ona stała za zmasowanym, nocnym atakiem na Ukrainę. Podkreśla jednak, że celem nalotów były "lotniska wojskowe, zakłady przemysłu obronnego oraz wojskowe centra telekomunikacyjne i logistyczne". Wszystko skomentowało też NATO.

REKLAMA

Noc z środy na czwartek była na Ukrainie gorąca: rosyjska armia zaatakowała naszego wschodniego sąsiada za pomocą rakiet manewrujących, pocisków balistycznych oraz dronów uderzeniowych. Eksplozje zarejestrowano w Kijowie, Lwowie, Winnicy, Krzywym Rogu, Czerkasach oraz w obwodzie sumskim. Są ofiary śmiertelne i ranni.

Rosja: tak, to my

Kilkanaście godzin po tym wszystkim głos zabrało rosyjskie Ministerstwo Obrony, które podało, że "w nocy Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej przeprowadziły zmasowane uderzenie z wykorzystaniem precyzyjnego uzbrojenia dalekiego zasięgu bazowania naziemnego, powietrznego i morskiego oraz uderzeniowych bezzałogowych statków powietrznych". Resort zastrzega jednak, że celem były jedynie obiekty związane z produkcją, magazynowaniem i dostawami uzbrojenia rakietowego oraz zakłady produkujące drony. Do tej listy doszły elementy ukraińskiego systemu obserwacji powietrznej.

"Strzelano do lotnisk wojskowych, zakładów przemysłu obronnego oraz wojskowych centrów telekomunikacyjnych i logistycznych na Ukrainie", czytamy w komunikacie ministerstwa.

Przyznano się też do nalotów na infrastrukturę portową nad Morzem Czarnym i trafienia statku towarowego w porcie Jużne i dwóch innych statków, które znajdowały się bardziej na wschód i południe od Odessy. Za ich pomocą miano przewozić sprzęt wojskowy.

Ani jednym zdaniem nie wspomniano jednak o tym, jakoby jedna z rakiet spadła na terenie Polski.

Cele cywilne

Z opisu władz Rosji wyłania się obraz, w którym kraj ten zaatakował tylko cele militarne. Ukraina wskazuje jednak też na drugą stronę nalotów: w Kijowie płonęło kilka obiektów, które były niezamieszkałe, z kolei we Lwowie trafiono dwa bloki mieszkalne. Ranni są cywile, podaje się liczbę co najmniej 15 osób. Zginęła co najmniej jedna.

Wiele więc wskazuje na to, że Moskwa pokazuje tylko część prawdy o nocnych wydarzeniach.

NATO komentuje

Wydarzenia dotyczące upadku na terenie Polski tajemniczego obiektu – rzekomej rakiety – skomentował rzecznik Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił w Europie (SHAPE) pułkownik Martin O'Donnell. W rozmowie z Interią zastrzegł, że "NATO będzie podejmować wszelkie działania w celu obrony Sojuszu". Dodał, że rakieta była "rosyjska".

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że w operacji neutralizacji obiektu latającego, który pojawił się polskiej przestrzeni powietrznej, uczestniczyły dwa polskie myśliwce F-16 oraz latająca cysterna Airbus A330, polski samolot wczesnego ostrzegania Saab 340 AEW oraz polski śmigłowiec Mi-24.

Z kolei Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych generał Alexus Grynkewich miał rozmawiać już z Szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte skomentował całą sprawę na X. "Stoimy w solidarności z Polską i będziemy kontynuować wzmacnianie naszej gotowości do obrony przed wszelkimi zagrożeniami, w tym atakami rakietowymi. Ten incydent to kolejny lekkomyślny akt ze strony Rosji i niebezpieczna konsekwencja jej wojny przeciwko Ukrainie. Potępiam śmiertelne uderzenia zeszłej nocy w całej Ukrainie. NATO kontynuuje dostarczanie niezbędnego wsparcia, aby Ukraina mogła się bronić. Nasze zaangażowanie jest niezachwiane", zapewniał.

Premier Donald Tusk twierdzi, że podejmowane są wszelkie działania, które mają pomóć w ustaleniu, co dokładnie się stało.

– Chcemy wskazać służbom i prokuraturze, jak wielkie znaczenie ma szybkie wyjaśnienie wszystkich okoliczności tego dramatycznego zdarzenia, całe szczęście bez ofiar i zniszczeń – skomentował to, co miało miejsce.