Donald Tusk
Niezręczna wypowiedź premiera mogła przerazić Polaków. Foto: EUS-Nachrichten/Shutterstock

W sieci pojawiły się zaskakujące doniesienia, wedle których na terytorium Polski spadła nie tylko rakieta, ale też drugi, tajemniczy obiekt. Chaos informacyjny pogłębiła wypowiedź premiera Donalda Tuska i TV Republiki.

REKLAMA

Nie jeden, a dwa obiekty spadły na nasz kraj? Okazuje się, że tak właśnie było. Tyle że w przypadku tego drugiego nie było powodów do obaw.

Drugi obiekt i wielkie straszenie

Premier Donald Tusk przekazał w czasie konferencji prasowej, że na polskie terytorium spadła nie tylko rakieta, ale też jakiś inny obiekt. Nie wyjaśnił, o co dokładnie mu chodzi.

– Nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska, ale dwa z tych obiektów naruszyły przestrzeń powietrzną Polski. Znaczy jeden na pewno, bo tutaj mamy jego ślady, a drugi w pobliżu polskiej granicy, ale to był bardzo krótki sygnał, więc z nim nie było związanych żadnych konsekwencji – powiedział premier.

Temat podchwyciła TV Republika, która od razu podkręciła atmosferę, dodając, że "jakiś kolejny obiekt się znalazł wojskowy". To "coś" miało spaść w pobliżu miejscowości Koło w woj. wielkopolskim, więc niedaleko granicy z Niemcami. To sprowokowało u dziennikarzy stacji kpiny, że wywoła to ostrą reakcję rządu KO.

Najgorsze w tym wszystkim było to, że była to prawda. Tyle że tylko częściowo. W okolicach Koła spadł bowiem kompletnie niegroźny balon szkoleniowy, który testowała armia USA. To urządzenie, które jest wykorzystywane do zbierania danych, pewna tańsza alternatywa dla drona.

Wszystko wyjaśnił dopiero rzecznik rządu, wskazując przy okazji na brak profesjonalizmu TV Republiki, która starała się wykorzystać chaos informacyjny do przeprowadzenia ataku na polski rząd i siania zamętu.

"Republika po raz kolejny wybrała dezinformację zamiast faktów. Straszy 'kolejnym obiektem wojskowym' w okolicach Koła. To wojskowy balon szkoleniowy z ćwiczeń sojuszniczych. Dziś doskonale widać komu zależy na bezpieczeństwie, a komu na dezinformacji. Pytanie – w czyim interesie? Jeszcze raz proszę: polegajcie na komunikatach służb, a nie politykach przebranych za dziennikarzy", napisał na swoim profilu na X rzecznik rządu Adam Szłapka.

Co dokładnie się stało?

Na razie wiadomo, że w nocy z środy na czwartek w Tarnawie-Kolonii na Lubelszczyźnie spadła rakieta, najprawdopodobniej rosyjska – najprawdopodobniej był to pocisk manewrujący Ch-101 (Moskwa nie wspomniała o tym w swoim komunikacie ani słowem). Nikt nie ucierpiał. Po pocisku pozostał tylko lej w ziemi.

Sprawę badają polskie służby. Solidarność z Polską ogłosiło NATO, podtrzymując swoje zobowiązania do bronienia polskiej przestrzeni powietrznej.

Na miejscu zdarzenia nie do końca zadziałał system powiadamiania mieszkańców o tym, co się dzieje. Choć włączono syreny alarmowe, władze nie wysłały do mieszkańców Lubelszczyzny SMS-ów z komunikatem Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. W efekcie ci musieli samodzielnie sprawdzać w sieci, co się stało. Mogła wybuchnąć panika. Sprawa jest nieco kuriozalna, gdyż system ten regularnie informuje o silnym wietrze, piecykach i czadzie, nawet akcjach... szczepienia lisów.