Maroko odkręca "migracyjny kran". Europa jest szantażowana?
Maroko odkręca "migracyjny kran". Europa jest szantażowana? fot. naTemat

Obrazy tłumów przedzierających się do Ceuty wyglądają jak spontaniczny kryzys, ale Maciej Pawłowski widzi w nich polityczny mechanizm nacisku. Ekspert ds. śródziemnomorskich i migracji przekonuje, że Europa nie powinna już pytać, czy przyjmować migrantów, lecz jak robić to selektywnie, bezpiecznie i wspólnie.

REKLAMA

Tłumy migrantów próbujących dostać się do Ceuty mogą wyglądać jak kolejna odsłona chaotycznego kryzysu na południu Europy. Jednak za tymi obrazami kryje się chłodna polityczna kalkulacja. Maroko potrafi wykorzystywać migrację jako narzędzie nacisku na Hiszpanię, a Europa wciąż nie ma spójnej odpowiedzi na zjawisko, którego nie da się już zatrzymać, lecz można nim rozsądnie zarządzać.

Gościem "Rozmowy naTemat" jest Maciej Pawłowski, ekspert ds. śródziemnomorskich i migracji w Instytucie Nowej Europy, publicysta XYZ, wieloletni korespondent z Afryki oraz autor książki "Brama do Europy. Czy Afryka Północna zdecyduje o przyszłości Starego Kontynentu?".

Najnowsze wydarzenia w Ceucie nie muszą być początkiem niekontrolowanej fali. Zdaniem Macieja Pawłowskiego Maroko po raz kolejny mogło ograniczyć działania własnych służb granicznych, by wywrzeć presję na Hiszpanię. Stawką jest przede wszystkim spór o Saharę Zachodnią i hiszpański projekt nadawania obywatelstwa jej mieszkańcom.

Maroko trzyma rękę na "migracyjnym kranie"

Pawłowski przypomina, że europejska strategia po 2015 roku opierała się na umowach z państwami Afryki Północnej, które miały zatrzymywać osoby próbujące nielegalnie dostać się do UE. System okazał się skuteczny, ale dał partnerom Europy potężne narzędzie polityczne.

– To jest trochę jak z kranem. Marokańczycy mogą go odkręcić lub zakręcić – tłumaczy ekspert. W jego ocenie władze w Rabacie nie kontrolują całego przemytu, ale pełnią rolę filtra. Gdy chcą wymusić ustępstwa, wystarczy, że na pewien czas przestaną go uszczelniać.

Jednocześnie samo dotarcie do Ceuty nie oznacza jeszcze swobodnego wjazdu do kontynentalnej Hiszpanii. Enklawa jest oddzielona od Maroka ogrodzeniem, a podróż promem do Algeciras czy Tarify wiąże się z kolejnymi kontrolami.

Migracja pod kontrolą?

Najważniejsza teza Pawłowskiego wykracza jednak poza wydarzenia na granicy. Jak podkreśla, migracji nie da się całkowicie zatrzymać. Napędzają ją różnice ekonomiczne, konflikty, zmiany klimatyczne i rosnąca presja demograficzna. Dodatkowo legalny wjazd do Europy pozostaje trudny, co część osób wypycha w stronę nielegalnych szlaków.

– Nie powinniśmy już dyskutować, czy w ogóle mamy przyjmować imigrantów, tylko jak ich przyjmować – mówi ekspert. Jego zdaniem potrzebna jest migracja selektywna: mocniejsze granice i Frontex, ale równocześnie prostsza droga dla lekarzy, pracowników technicznych i osób gotowych do integracji.

Polska, podobnie jak inne starzejące się państwa, będzie potrzebować ludzi do pracy w ochronie zdrowia, budownictwie, przemyśle i opiece nad seniorami. Alternatywą może być nie etniczna jednorodność, lecz kurczące się i biedniejące społeczeństwo.

Bez integracji sami tworzymy problemy

Pawłowski zwraca uwagę, że wielomiesięczne oczekiwanie na prawo pobytu i brak możliwości legalnej pracy zwiększają ryzyko szarej strefy oraz przestępczości. Dlatego państwo powinno szybciej legalizować pobyt, uczyć języka i ułatwiać wejście na rynek pracy. Osoby popełniające przestępstwa powinny być natomiast szybko deportowane.

Ekspert ostrzega też przed rozbijaniem wspólnej europejskiej polityki migracyjnej. Przywracanie granic wewnątrz UE uderzyłoby nie tylko w swobodę podróżowania, ale także w handel, a Polska odczułaby to szczególnie mocno.

Według Pawłowskiego Europa ma około 20 lat, by rozsądnie przepracować okres wzmożonej migracji z Afryki. Histeria i populistyczne hasła nie zatrzymają tego procesu. Mogą za to odebrać państwom możliwość kontrolowania go na własnych warunkach.