
Przybył z 2036 roku, był amerykańskim żołnierzem i wiedział, co wydarzy się na świecie w kolejnych latach. Tak przynajmniej przedstawiał się John Titor, jeden z najsłynniejszych rzekomych podróżników w czasie. Jego historia była tak szczegółowa, że do dziś ma swoich zwolenników. Tyle że przyszłość zrobiła mu wyjątkowo złośliwy numer. Nie potoczyła się tak, jak zapowiadał.
Historii o podróżnikach w czasie jest zaskakująco dużo. Niektóre brzmią naprawdę ciekawie, ale problem zaczyna się wtedy, gdy zaczynamy szukać dowodów.
Bo podróże w czasie fascynują chyba właśnie dlatego, że nie wydają się aż tak absurdalne, jak wiele innych paranormalnych historii. W końcu każdy z nas podróżuje w czasie. Tyle że bardzo nudno – sekunda po sekundzie, ciągle do przodu.
Fizyka robi się jednak znacznie ciekawsza, kiedy w grę wchodzą ogromne prędkości i potężna grawitacja. Z teorii względności wynika, że czas nie musi płynąć jednakowo dla wszystkich. Teoretycznie można więc wyobrazić sobie sytuację, w której dla jednej osoby mija znacznie mniej czasu niż dla ludzi pozostających na Ziemi.
Można to nazwać pewnym rodzajem podróży w przyszłość. Gorzej z powrotem.
Nie znamy mechanizmu, który pozwalałby człowiekowi cofnąć się do konkretnego dnia, przejść ulicą z 2026 do 1967 roku albo przypadkiem zobaczyć świat sprzed stu lat.
A jednak ludzie od dekad twierdzą, że dokładnie coś takiego im się przydarzyło.
Mężczyzna, który nie pasował do 1941 roku
Jedną z najsłynniejszych historii stworzyło jedno zdjęcie. Fotografię wykonano w 1941 roku w Kolumbii Brytyjskiej podczas ponownego otwarcia mostu. Widać na niej tłum ludzi. Większość mężczyzn ma garnitury, kapelusze i krawaty.
Pośród nich stoi jednak ktoś, kto od razu rzuca się w oczy.
Ma okulary przeciwsłoneczne, mniej formalne ubranie i trzyma w dłoniach niewielki aparat fotograficzny. Na tle pozostałych wygląda niemal tak, jakby ktoś wkleił na stare zdjęcie współczesnego faceta.
Kiedy fotografia trafiła po latach do internetu, szybko pojawiła się teoria: oto przypadkiem sfotografowano podróżnika w czasie. Tyle że po bliższym przyjrzeniu się zagadka robi się dużo mniej zagadkowa.
Podobne okulary były już wtedy dostępne. Rzekomo nowoczesna koszulka okazała się swetrem z emblematem, a niewielkie aparaty fotograficzne produkowano jeszcze przed wykonaniem fotografii.
Mężczyzna po prostu odstawał strojem od bardzo formalnie ubranej reszty.
Co więcej, ludzie stojący tuż obok niego wydają się zupełnie niewzruszeni. Nikt nie patrzy na niego jak na człowieka, który właśnie wysiadł z DeLoreana.
Najwyraźniej w 1941 roku nie wyglądał tak dziwnie, jak wygląda dla nas dzisiaj.
Żołnierz, który miał przybyć z 2036 roku
Znacznie więcej wysiłku w przekonanie ludzi o swojej podróży włożył John Titor. Na początku XXI wieku pojawił się na internetowych forach i twierdził, że jest amerykańskim żołnierzem z 2036 roku.
Nie opowiadał tylko, że "w przyszłości wydarzą się złe rzeczy". Podawał daty, nazwiska, opisywał konflikty i szczegóły techniczne.
Stany Zjednoczone miały pogrążyć się w wojnie domowej i zostać podzielone na pięć regionów. Później miała wybuchnąć wojna nuklearna pomiędzy USA i Rosją, a zginąć miały miliardy ludzi.
Titor opowiadał nawet, jak działa jego maszyna czasu.
Według niego technologia miała zostać opracowana w przyszłości, a on sam został wysłany do 1975 roku po komputer IBM 5100. W roku 2000 zatrzymał się natomiast po rodzinne fotografie utracone podczas przyszłej wojny.
"Żołnierz z przyszłości" przez wiele miesięcy siedział na internetowych forach i opowiadał ludziom, co ich czeka.
W marcu 2001 roku zniknął. Więcej się nie odezwał.
Zobacz także
Brzmi jak naprawdę porządnie rozpisana historia science fiction.
I przez pewien czas właśnie ogrom szczegółów działał na korzyść Titora. Skoro ktoś potrafi odpowiedzieć niemal na każde pytanie, łatwo uznać, że musi coś wiedzieć.
Tyle że minęły lata.
Zapowiadana wojna domowa nie wybuchła. Stany Zjednoczone nie rozpadły się na pięć regionów. Nie doszło też do nuklearnego konfliktu według przedstawionej przez niego chronologii.
Titor wcześniej miał na to odpowiedź: podróż do przeszłości może zmienić linię czasu.
Trzeba przyznać: bardzo wygodne rozwiązanie. Gdy przepowiednia się sprawdza, podróżnik znał przyszłość. Gdy się nie sprawdza – przyszłość została przez niego zmieniona.
Pilot spojrzał w dół i zobaczył przyszłość
Jeszcze dziwniejszy jest przypadek brytyjskiego pilota Victora Goddarda. W 1935 roku leciał nad Szkocją i minął opuszczone lotnisko. Miejsce było zaniedbane, hangary niszczały, przez nawierzchnię przebijała trawa.
Podczas lotu powrotnego pogoda gwałtownie się pogorszyła. Goddard znalazł się w potężnej burzy, stracił kontrolę nad samolotem i zaczął spadać. Nagle burza miała zniknąć.
Pilot ponownie zobaczył pod sobą to samo lotnisko. Tyle że teraz działało.
Na ziemi stały żółte samoloty szkoleniowe, mechanicy mieli niebieskie kombinezony, a wśród maszyn znajdował się model, którego Goddard wcześniej podobno nie znał.
Po chwili niezwykły obraz zniknął.
Najciekawsze wydarzyło się kilka lat później. Lotnisko naprawdę ponownie uruchomiono. Pojawiły się tam żółte samoloty, niebieskie kombinezony i nowy typ maszyny.
Czy Goddard na kilka chwil zajrzał w przyszłość? Możliwe jest też dużo bardziej przyziemne wyjaśnienie. Pilot znajdował się w sytuacji ekstremalnego stresu. Leciał w otwartym kokpicie, przez gwałtowną burzę, miał problemy z widocznością i utracił kontrolę nad maszyną. W takich warunkach łatwo o błędną percepcję, a później również o zniekształcenie wspomnień.
Najnowszy odcinek "Biura Tajemnic" opowiada o najsłynniejszych przypadkach rzekomych podróżników w czasie. Co się z nimi stało? Czy którejś z historii nie udało się racjonalnie wyjaśnić?





