Donald Tusk
Donald Tusk ostro o aferze powodziowej. Zapowiedział, co z ludźmi, którzy nieuczciwie rozdysponowali pieniądze. Fot. shutterstock

Donald Tusk zabrał głos w sprawie afery, która wybuchła po doniesieniach o wątpliwym sposobie rozdzielania środków dla powodzian na Dolnym Śląsku. Premier nie owijał w bawełnę. – Gorącym żelazem wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy – zadeklarował.

REKLAMA

O tym, że Donald Tusk ma kolejny problem, bowiem działaczka KO Anna Konieczyńska została zawieszona po "aferze powodziowej", informowaliśmy w naTemat. Dzień później przed wtorkowym posiedzeniem Rady Ministrów szef rządu zabrał w tej sprawie głos.

Tusk o aferze powodziowej i medialnych doniesieniach

– Mówimy tutaj o sytuacji, za którą odpowiada w sensie instytucji Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego. Sprawa jest w mediach, także nie muszę chyba nikogo poinformować. Tam jest podejrzenie, że osoby, które decydowały, rozstrzygały o tym, kto otrzymuje pomoc, ratowały swoich, w tym osoby, które najprawdopodobniej według wszelkich dostępnych danych nie ucierpiały w czasie powodzi – zaczął.

Po chwili zwrócił uwagę na to, że przy tak dużej skali pomocowej, jaka była dla powodzian po wielkiej wodzie w 2024 roku i szybkim tempie dystrybucji m.in. pieniędzy trzeba było się liczyć z ryzykiem pewnych nadużyć.

– Tylko tych indywidualnych zasiłków dla ludzi poszkodowanych powodzią wydano 62 tysiące. W takim szybkim trybie tysiące decyzji dotyczących firm, przedsiębiorstw, dziesiątek różnych instytucji. Jak państwo pamiętacie, przygotowaliśmy wiele mechanizmów na różne okoliczności – tłumaczył premier. Jednocześnie zastrzegł, że państwo nie odpuści żadnej osobie, która dopuściła się nieprawidłowości.

– Dla mnie najważniejsze jest, aby instytucje państwa działały i żeby prędzej czy później każde ewentualne nadużycie zostało zidentyfikowane i ukarane gorącym żelazem. Wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy dla powodzian, bo takie rzeczy są w sposób tak oczywisty nie do zaakceptowania. Ktoś, kto miał władzę w ręku, żeby wydać publiczne pieniądze polskich podatników na pomoc ludziom, którzy ucierpieli, jeśli wydał je w sposób niewłaściwy, poniesie naprawdę bardzo surowe konsekwencje – oświadczył Donald Tusk.

O co chodzi w aferze powodziowej?

Sprawa nabrała ogromnego rozgłosu, gdy Wirtualna Polska ustaliła, że 4,5 mln zł jako pomoc dla powodzian, którą przyznano Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A. (KARR), miało trafić do trzech podmiotów z jednej okolicy. "Jedna należy do męża wiceprezeski (Anny Konieczyńskiej – red.) instytucji rozdzielającej wsparcie, druga do ich sąsiada, trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem. Tyle że z danych straży pożarnej i systemów satelitarnych nie wynika, by te nieruchomości znalazły się pod wodą" – ustalił Szymon Jadczak.

W odpowiedzi na te doniesienia rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński poinformował na X, że od kwietnia Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi kontrolę "przestrzegania procedur podejmowania i realizacji decyzji dotyczących wsparcia przedsiębiorców poszkodowanych w wyniku powodzi w 2024 r.". Dodajmy, że chodzi o programy pomocowe dla firm, a nie o wypłacany mieszkańcom zasiłek dla powodzian.

Po wybuchu afery zaczęły pojawiać się pytania, co dalej pozycją Anny Konieczyńskiej w KO. – Jeśli chodzi o panią wiceprezes, to już jakiś czas temu została zawieszona w partii, czeka ją sprawa w sądzie koleżeńskim, to jest kwestia dni, jak będzie jakiekolwiek rozstrzygnięcie – powiedział w poniedziałek 10 sierpnia wiceminister rozwoju i technologii oraz szef dolnośląskich struktur KO Michał Jaros, cytowany przez Polskie Radio.