
Anna Konieczyńska, polityczka KO i wiceprezeska Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, została zawieszona w partii. To pokłosie "afery powodziowej" i nieprawidłowości, do których miało dojść przy rozdzielaniu środków dla przedsiębiorców poszkodowanych we wrześniu 2024 roku. Kontrole prowadzi już CBA oraz resort rozwoju i technologii.
Sprawa nabrała ogromnego rozgłosu. Wirtualna Polska ustaliła, że 4,5 mln zł jako pomoc dla powodzian, którą przyznano Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A. (KARR), miało trafić do trzech podmiotów z jednej okolicy. "Jedna należy do męża wiceprezeski (Anny Konieczyńskiej – red.) instytucji rozdzielającej wsparcie, druga do ich sąsiada, trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem. Tyle że z danych straży pożarnej i systemów satelitarnych nie wynika, by te nieruchomości znalazły się pod wodą" – ustalił Szymon Jadczak.
Przypomnijmy, że pierwsze szacunki strat po powodzi we wrześniu 2024 roku mówiły o miliardach złotych.
"Afera powodziowa". Działaczka KO zawieszona, CBA w akcji
W odpowiedzi na te doniesienia rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński poinformował na X, że od kwietnia Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi kontrolę "przestrzegania procedur podejmowania i realizacji decyzji dotyczących wsparcia przedsiębiorców poszkodowanych w wyniku powodzi w 2024 r.". Dodajmy, że chodzi o programy pomocowe dla firm, a nie o wypłacany mieszkańcom zasiłek dla powodzian.
Po wybuchu afery zaczęły pojawiać się pytania, co dalej pozycją Anny Konieczyńskiej w KO. – Jeśli chodzi o panią wiceprezes, to już jakiś czas temu została zawieszona w partii, czeka ją sprawa w sądzie koleżeńskim, to jest kwestia dni, jak będzie jakiekolwiek rozstrzygnięcie – powiedział w poniedziałek 10 sierpnia wiceminister rozwoju i technologii oraz szef dolnośląskich struktur KO Michał Jaros, cytowany przez Polskie Radio.
Zobacz także
Wspomniał, że jego resort też prowadzi w tej sprawie kontrole, niezależne od CBA. – Sprawdzamy dokumenty w Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, a także, co ważne, oprócz tych dokumentów, to wystąpiliśmy do poszczególnych gmin o informację o zaświadczeniach – podkreślił.
Szef dolnośląskich struktur KO reaguje na doniesienia
Jaros wyjaśnił, że pomoc rządu po powodzi była możliwa po uprzednim okazaniu zaświadczenia, że dany przedsiębiorca został poszkodowany podczas powodzi. Wspomniał o dofinansowaniu, które otrzymał mąż prezeski. – Natomiast muszę powiedzieć, że trzeba też w jakimś stopniu się racjonalnie zachowywać. Jeżeli ktoś jest wiceprezesem, to raczej powinien się wstrzymywać z tego typu działaniami. Tym bardziej, że ta pomoc podobno jest wątpliwa – przyznał, ale jednocześnie zaznaczał, że nie chce tego szerzej oceniać, bo sprawę ostatecznie rozstrzygnie kontrola.
– Pomoc przedsiębiorcom była potrzebna, a pojedyncze przypadki nie powinny przesłaniać całego programu. (...) Na wsparcie dla powodzian zostało wydanych bardzo dużo pieniędzy, to miliony złotych. To było wsparcie, którego przedsiębiorcy oczekiwali. Dlatego nie może być tak, że grupka indywidualnych cwaniaczków, którzy wykorzystali sytuację, przykryje całą pomoc, ale i potrzeby, które były – skwitował wiceminister. Warto pamiętać, że jeszcze wiele miesięcy po kataklizmie powodzianie wciąż czekali na pomoc.
Na koniec zapowiedział, że "prymitywne i chciwe zachowania" będą piętnowane nie tylko w jego partii, ale o wszystkim po zakończeniu ministerialnej kontroli będą informowane organy ścigania.




