40-letni mężczyzna przyglądający się z niepokojem sobie w lustrze
Bolesna prawda o stawkach ZUS. Wysoka emerytura wymaga pensji przekraczającej 17 tys. zł brutto. Fot. Ivan Moreno sl / Shutterstock

Dzisiejszy 40-latek musi zarabiać krocie, by w przyszłości liczyć na 8 tys. zł emerytury z ZUS. Nie mamy dobrych informacji dla przyszłych seniorów, bo państwowy system bezlitośnie przelicza zgromadzone składki. Kobiety przy identycznej pensji dostaną jeszcze mniej. Dlaczego?

REKLAMA

W 2026 roku płaca minimalna wynosi 4806 zł brutto (ok. 3606 zł netto), przy stawce godzinowej 31,40 zł brutto, a przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w czerwcu 2026 r. było to 9401,58 zł brutto.

Luka między wypłatą a emeryturą

Emerytura niestety nie jest równa średniej pensji. Niezależnie od tego, czy mówimy o średniej krajowej, czy o osobistych zarobkach osiąganych przez kilkadziesiąt lat zawodowego życia.

Dlatego najnowsze wyliczenia przyszłych świadczeń, w tym prognoza emerytur dla 40- i 50-latków, mogą wręcz przerazić dzisiejszych pracowników, przed którymi jeszcze co najmniej dwie dekady trudnych zmagań na rynku pracy.

Luka między ostatnią wypłatą na etacie a pierwszym przelewem od państwa urośnie do gigantycznych rozmiarów. Bolesne zderzenie z rzeczywistością czeka w szczególności przedstawicieli dzisiejszej klasy średniej.

QUIZ: Kultowe seriale dla młodzieży lat 90.

logo
Quiz

1 / 15 Jaki to serial?

Ile trzeba zarabiać na 8 tys. zł emerytury. Bezlitosne wyliczenia dla 40-latków

Eksperci przeanalizowali przypadek mężczyzny urodzonego w maju 1985 roku. Jak informuje portal WP Finanse, jeśli zgromadził on już 100 tys. zł zwaloryzowanych składek i planuje zakończyć karierę w wieku 65 lat, czyli w 2050 roku, musi mieć bardzo wysokie dochody.

Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy w inFakt.pl, wyliczył, że "aby w takim przypadku uzyskać świadczenie bliskie 8 tys. zł miesięcznie, dzisiejsza pensja powinna wynosić około 17 tys. zł brutto".

Taka kwota stanowi mniej więcej 195 proc. przeciętnego wynagrodzenia w kraju. W jeszcze gorszym położeniu są kobiety. Ze względu na niższy wiek emerytalny i dłuższy przewidywany czas pobierania świadczenia, 40-letnia Polka zarabiająca wspomniane 17 tys. zł brutto otrzyma jedynie 5206 zł miesięcznie.

Decyzja o przesunięciu końca pracy choćby o rok potrafi podnieść wysokość ostatecznej kwoty świadczenia o około 10 proc., a przy kilku latach dłuższej aktywności można mieć emeryturę wyższą nawet o 41 proc. Dla wielu osób praca na emeryturze, już po przekroczeniu wieku emerytalnego, stanie się zatem koniecznością.

Jak zostać rentierem? Kapitał na życie z odsetek to kosmos

Alternatywą dla państwowego systemu są prywatne oszczędności. W naTemat opisywaliśmy już, jak zacząć życie z odsetek, stosując regułę 4 proc. Zakłada ona uzbieranie równowartości 25-krotności przewidywanych rocznych wydatków. W polskich realiach gospodarczych bezpieczny próg wypłat dla 40-latka wynosi jednak 3,5 proc. rocznie.

Jak wynika z przywoływanych przez serwis wyliczeń "Gazety Prawnej", osoba w tym wieku planująca budżet na poziomie 8 tys. zł miesięcznie potrzebuje aż 2,7 mln zł oszczędności. To bariera nieosiągalna dla większości z nas. Analitycy zalecają więc powolne zmniejszanie wymiaru godzin zamiast zwalniania się z pracy.

Nadzieją na obniżenie tego progu staje się włączenie do kalkulacji przyszłej emerytury. Zgromadzony kapitał musi wtedy pokrywać jedynie różnicę między naszymi oczekiwaniami a wysokością świadczenia z ZUS. Taki "trik" obniża docelowy wymóg o setki tysięcy złotych.

Zasada 50/30/20 pozwala spokojnie budować prywatne zabezpieczenie

Ratunkiem pozostaje dbanie o domowy budżet w uproszczonej formie. Zasada 50/30/20 pochodzi z książki "All Your Worth: The Ultimate Lifetime Money Plan", którą Elizabeth Warren wydała w 2005 roku razem z córką, Amelią Warren Tyagi. Mechanizm opiera się na banalnym podziale bieżących dochodów netto.

Połowę miesięcznej (50 proc.) wypłaty przeznaczamy na rachunki, raty i żywność. Kolejne 30 proc. to pula na kino, restauracje czy abonamenty, dzięki której nie czujemy frustracji z powodu zaciskania pasa. Pozostałe 20 proc. stanowi kapitał, który trafia na konta oszczędnościowe lub jest inwestowany na rynkach.

"Zapewnia balans finansowy – pozwala Ci jednocześnie zadbać o przyjemności i oszczędności, bez frustracji i większych wyrzeczeń" – czytamy w opracowaniu na portalu banku Santander.

Bankierzy z ING Banku Śląskiego doają, że właśnie "najefektywniejsza jest metoda pośrednia – podejście systematyczne i uporządkowane, ale bazujące na możliwie najprostszym, najbardziej przejrzystym systemie" – przekonują. Prostota 50/30/20 jest tu więc nie uproszczeniem, lecz warunkiem wytrwania (i przetrwania) przy założonym planie.