
Przyszłość właśnie zaczyna doganiać 40- i 50-latków, bo to oni jako pierwsi wchodzą w wiek, w którym da się obliczyć przyszłą emeryturę według twardych zasad nowego systemu. Praca bez pełnych składek i przestoje w zatrudnieniu przekładają się na świadczenia, które nie dobiją nawet do ustawowego minimum.
To pokolenie trafiło na bardzo trudny moment. Są już na tyle blisko starości, by zacząć się jej obawiać, ale jednocześnie wpadli w tryby systemu, który niczego nie gwarantuje ponad to, co sami wypracują. A ponieważ żyjemy coraz dłużej, ich odłożone składki będą musiały zostać rozciągnięte do granic możliwości.
Stopa zastąpienia, czyli relacja pierwszej emerytury do przeciętnej płacy w momencie przejścia na emeryturę, ma spaść do około 27 proc. w 2050 roku (dla porównania w 2022 roku było to 58 proc.). Najsilniejszy spadek po 2030 roku dotknie właśnie generacje, które doświadczyły bezrobocia, bierności zawodowej i rosnącej liczby niestandardowych form pracy z niskimi składkami, takich jak umowy cywilnoprawne czy samozatrudnienie.
Dla części 40- i 50-latków przyszłość wygląda bardzo brutalnie
Jak opisuje Infor, najbardziej uderzające są nie same ogólne prognozy, ale skrajne wyniki, które można zobaczyć w narzędziu ZUS. Serwis wskazuje, że w przypadku części dzisiejszych 40- i 50-latków kalkulator potrafi pokazać świadczenie na poziomie zaledwie 800-1200 zł. Chodzi o osoby urodzone w latach 70. i 80., które mają za sobą lata pracy z lukami składkowymi, okresy na umowach o dzieło, zatrudnienie "na czarno", wypłaty "pod stołem" albo dłuższe przerwy w aktywności zawodowej.
Zobacz także
To jest właśnie opis dzisiejszych roczników 70. i 80. Nie chodzi oczywiście o to, że każdy 45-latek dostanie "głodową emeryturę". Chodzi o to, że właśnie w tej grupie wiekowej szczególnie łatwo zobaczyć skutki porozrywanej historii zawodowej. Starsze roczniki w większym stopniu korzystały jeszcze z wcześniejszych mechanizmów systemu i z dłuższych okresów pracy zapisanych w kapitale początkowym.
Młodsi mają więcej czasu, by jeszcze coś odbudować. Dzisiejsi 40- i 50-latkowie są pośrodku: już za blisko emerytury, by temat odłożyć i zbyt często zbyt daleko od pełnego, równego przebiegu składkowej kariery.
Skąd biorą się emerytury po 800 zł?
Na portalu PUE/eZUS od jakiegoś czasu działa Kalkulator emerytalny, który pozwala sprawdzić szacunkową wysokość przyszłego świadczenia. ZUS udostępnia też coroczną informację o stanie konta, gdzie widać zgromadzone składki i kapitał emerytalny. To właśnie tam wielu 40- i 50-latków po raz pierwszy może zobaczyć, jak bardzo lata pracy z lukami w składkach, na umowach cywilnoprawnych albo z niskimi wpłatami odbijają się na prognozach przyszłej emerytury.
Sam ZUS bardzo jasno opisuje mechanikę wyliczenia. Prognozowana emerytura w nowym systemie to zwaloryzowane składki zapisane na koncie, zwaloryzowany kapitał początkowy i środki z subkonta, podzielone przez średnie dalsze trwanie życia dla wieku przejścia na emeryturę. Im mniej pieniędzy zgromadzonych na koncie i im dłuższy statystyczny czas pobierania świadczenia, tym niższy miesięczny wynik. ZUS podkreśla przy tym, że kalkulator pokazuje tylko prognozę, a nie gwarantowaną przyszłą kwotę, ale sam sposób liczenia pozostaje bezlitosny.
Właśnie dlatego takie skrajne wyniki nie są żadnym błędem systemu, tylko jego logiczną konsekwencją. Jeśli ktoś przez część kariery pracował bez pełnych składek, miał długie przerwy, zarabiał niewiele albo zbyt wcześnie zamierza wyjść z rynku pracy, to w kalkulatorze może zobaczyć kwoty, które wyglądają jak pomyłka, choć nią nie są.
