Kobieta ogląda zdjęcie mężczyzny na aplikacji randkowej
Na portalach randkowych można trafić nie tylko na singli, ale także osoby w związkach Fot. Shutterstock

Są razem od lat. Wychowują dzieci, spłacają kredyt, dzielą codzienność. Wydawało jej się, że o swoim mężu czy partnerze wie już wszystko. Do czasu, aż odkryła jego profil na Tinderze. Bo jak to możliwe, że mężczyzna, z którym spędziła kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, nagle pojawia się w aplikacji randkowej? – Mój partner przekonywał mnie, że szukał kogoś do wspólnego biegania – opowiada Natalia.

REKLAMA

Dźwięk Messengera.

Marta jest w pracy, kiedy przychodzi wiadomość od przyjaciółki: "Przepraszam, że ci to wysyłam, ale musisz to zobaczyć".

Załącznik. Screen z Tindera.

Twarz jej męża, pokazana z profilu, w świetle zachodzącego słońca. Zrobiła mu to zdjęcie rok wcześniej podczas wakacji. Pod spodem opis: "Szukam kogoś do miłych rozmów... Co się wydarzy później, tego nie wie nikt..."

Najpierw zimno. Potem gorąco. Dreszcze.

Marta zamyka się w firmowej toalecie i szlocha. Ledwie wczoraj wyznawał jej, że ją kocha nad życie. Czy to wszystko jedno wielkie kłamstwo? Tak jak 10 lat ich wspólnego życia?

***

Natalia dowiedziała się przypadkiem. Jej partner brał prysznic, a telefon zostawił na stole. Nagle ekran się zaświecił. Charakterystyczny płomyk i powiadomienie: "Ktoś polubił twój profil".

Zamarła. Potem wpadła w szał.

Partner Natalii tylko wzruszył ramionami. Nie próbował nawet specjalnie się tłumaczyć. "Portal jak portal" – uzasadniał.

Mówił, że szukał kogoś do wspólnego biegania. Natalię trudno namówić na aktywność, a sportowe grupki na Facebooku już mu się znudziły. Wciąż widział tam te same twarze. 

To założył konto na Tinderze. Nie mówił jej o tym, żeby "nie robiła afery". "Szukam towarzystwa do biegania" – brzmiał opis. W galerii same zdjęcia z treningów i zawodów.

– Nie wiedziałam, kto tu zwariował – opowiada Natalia. – Czy on, bo wymyślił najgłupszą wymówkę świata, czy ja, bo przez moment zastanawiałam się, czy on przypadkiem nie mówi prawdy. Tinder do biegania?! Od tego są inne aplikacje albo grupy w sieci, a nie portal do randkowania. Z drugiej strony... w galerii naprawdę nie było zdjęć z gołą klatą w lustrze. Przez parę dni miałam w głowie absolutny mętlik.

Mąż na Tinderze

Mogłoby się wydawać, że znalezienie własnego męża na Tinderze to sytuacja jeden na milion. Tymczasem wpisy regularnie pojawiające się na Facebooku pokazują, że takich historii przybywa. 

"Mąż szedł w zaparte. Najpierw wmawiał mi, że robię aferę z niczego, że to nic nie znaczy. Potem, że założył konto z ciekawości. Później, że to ktoś założył mu to konto i on nie ma pojęcia, dlaczego to zrobił".

"Ej, miałyśmy tego samego faceta? Bo ja profil swojego też znalazłam na Tinderze. Musiałam założyć fejkowe konto, bo nie uwierzyłam, jak mi znajoma powiedziała, że gdzieś jej mignął w aplikacji. Chyba nie muszę mówić, że to już mój eks?".

"Ratunku, znajoma napisała mi, że widziała mojego męża na Tinderze! Co robić?".

Skupiam się na męskiej stronie tego zjawiska nie bez powodu – takie przykłady widzę we własnym otoczeniu i z takimi historiami najczęściej spotykam się w internecie. Mam także bohaterki, które znalazły na Tinderze swoich mężów.

Oczywiście działa to w obie strony – znalezienie na Tinderze własnej żony jest przecież równie możliwe. Jednak na opowieść mężczyzny, który znalazł na Tinderze własną żonę, jeszcze nie trafiłam.

Magdzie na Facebooku wyświetlił się post z grupy "Bękarty Tindera". To publiczna grupa, w której kobiety ostrzegają się nawzajem przed mężczyznami poznanymi w aplikacji. Dzielą się historiami o kłamstwach, manipulacjach i nieudanych randkach.

Magda zaczęła czytać wpis i nagle rozpoznała na zdjęciu swojego męża.

Ktoś ostrzegał przed nim inne kobiety. Powód? Umawiał się na spotkania, ale nigdy na nie przychodził.

Dla Magdy był to szok. Z mężem tworzyli, jak jej się wydawało, szczęśliwe małżeństwo. Mieli dwójkę dzieci, wspólne życie i żadnego kryzysu. Nie miała pojęcia, że w ogóle korzysta z aplikacji.

Jeszcze większym zaskoczeniem okazało się jednak to, że rzeczywiście nie spotykał się z poznanymi tam kobietami. Po co więc w ogóle założył profil? Zażenowanie mieszało się z uczuciem ulgi.

Czy profil na Tinderze to od razu zdrada?

Sam fakt, że osoba będąca w związku ma aktywny profil na Tinderze, nie musi automatycznie oznaczać, że pojawiła się tam z planem zdrady. Jak tłumaczy Bartłomiej Borys, psychoterapeuta, psycholog i terapeuta relacji, o zdradzie mówimy z pewnością wtedy, gdy celem jest poszukiwanie kontaktów seksualnych. Intencji i motywacji do tego, żeby być na Tinderze, może być jednak znacznie więcej.

– Schemat bywa prosty: pojawia się napięcie, nuda lub samotność. Wchodzimy na Tindera, swipujemy, dostajemy tzw. matcha i na chwilę poprawiamy sobie samopoczucie, choćby poprzez podbudowanie własnej wartości – zauważa ekspert. – Z badań porównujących singli z osobami w związkach wynika, że ci drudzy rzadziej szukają w aplikacji nowej relacji.

Wspomniane przez Borysa badania naukowców ze Stanford Medicine z 2023 roku pokazują, że blisko dwie trzecie użytkowników Tindera pozostaje w związku, a połowa z nich wcale nie szuka randek w świecie realnym. Dla wielu aplikacja służy przede wszystkim do zabijania nudy, regulowania emocji czy sprawdzania własnej atrakcyjności.

Kiedy jesteśmy z kimś w relacji przez długi czas, naturalnie wkrada się rutyna, a ocena ze strony partnera z czasem powszednieje. Dlatego część osób sięga po Tindera właśnie po to, by poprzez szybki match dostarczyć sobie natychmiastowego potwierdzenia własnej wartości.

Bartłomiej Borys

psychoterapeuta, psycholog i terapeuta relacji

Czy samo posiadanie profilu na Tinderze może świadczyć o zdradzie? O to samo pytam dr hab. mec. Olgę Piaskowską, prof. USWPS.

– Sam fakt posiadania konta na Tinderze czy innym portalu randkowym nie oznacza jednoznacznie, że doszło do zdrady. Jeżeli jednak ktoś samodzielnie założył takie konto, to raczej zrobił to w jakimś celu. Można więc uznać, że świadczy ono o pewnej intencji poszukiwania kontaktu – odpowiada prawniczka.

Psycholog: To duże uproszczenie

Dla partnerki, która niespodziewanie dostaje np. zrzut ekranu z profilem męża w aplikacji randkowej, takie odkrycie jest jednak niezwykle bolesne. Sama obecność na Tinderze natychmiast uruchamia skojarzenie ze zdradą. Bartłomiej Borys zwraca jednak uwagę, że w takich sytuacjach warto oddzielić fakty od tego, co dopowiadamy sobie pod wpływem silnych emocji.

– Faktem jest to, że "mój mąż czy mój partner jest na Tinderze". Natomiast cała reszta to już jest interpretacja: "na pewno mnie zdradza". Oczywiście Tinder z założenia jest aplikacją dla osób, które szukają relacji, więc taka automatyczna reakcja jest zrozumiała. Ale dziś ludzie korzystają z niej również po to, żeby poznać znajomych, porozmawiać czy potwierdzić własną wartość. To nie musi oznaczać, że doszło do czegokolwiek – podkreśla psychoterapeuta. – Zachęcam zawsze do ostrożności, bo rozumiem, że pojawiają się emocje i łatwo wpaść w automatyczną reakcję. To jest jednak dość duże uproszczenie, bo nie zawsze właśnie o to chodzi.

"To tylko dla zabawy"

Przyłapany na gorącym uczynku mężczyzna czasem zaklina się: "Sam konta nie zakładałem, zrobił to kolega, oczywiście dla żartu". Czy taka wersja wydarzeń jest wiarygodna?

– To, że kolega założył konto dla zabawy, jest raczej mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. Zdarzają się sytuacje, w których ktoś złośliwie zakłada takie konto, żeby dokuczyć np. byłemu partnerowi. Może się też zdarzyć, że ktoś nawet nie ma świadomości, że jego zdjęcia znajdują się w internecie albo że ktoś prowadzi korespondencję pod jego nazwiskiem – mówi mec. Piaskowska.

Co w takim razie powinien zrobić ktoś, kto twierdzi, że konta nie założył?

– To wszystko jest kwestią udowodnienia, że to faktycznie nie my założyliśmy konto i nie my mieliśmy do niego dostęp, tylko ktoś zrobił to w naszym imieniu.

Ciąg dalszy tekstu poniżej

Nie oznacza to jednak, że obawy i poczucie zranienia drugiej strony są nieuzasadnione, zwłaszcza jeśli para nigdy nie ustaliła granic zachowań w sieci. Obawy te mają zresztą potwierdzenie w statystykach.

Z badań dr Elisabeth Timmermans z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie, na które powołuje się psychoterapeuta, wynika, że ponad połowa użytkowników Tindera pozostających w związkach zadeklarowała spotkanie offline z kimś poznanym w aplikacji. Ryzyko, że za wirtualnym profilem pójdzie realny kontakt, wciąż więc istnieje.

– To jest realny problem i realny lęk, natomiast nie możemy jednoznacznie stwierdzić, że będzie to dotyczyło każdej takiej sytuacji. Warto spojrzeć na to szerzej – mówi Bartłomiej Borys.

Prawniczka: "Jeden screen absolutnie nie wystarczy"

A co, jeśli żona znajdzie nie tylko profil na Tinderze, ale także screen rozmowy? Czy taka korespondencja może być już dowodem zdrady?

– Pytanie brzmi: dowodem na co? Na pewno może być dowodem na to, że ktoś prowadził rozmowy z inną osobą, poza swoim związkiem. Może więc pośrednio świadczyć o określonych intencjach, ale sama rozmowa nie oznacza jeszcze, że doszło do zdrady. Tak samo, jak posiadanie konta na Tinderze nie jest jednoznaczne z tym, że ktoś zdradza partnera – tłumaczy mec. Olga Piaskowska.

Czy jeden screen może rozstrzygnąć sprawę w sądzie?

– Sam jeden profil na Tinderze czy jeden screen absolutnie nie wystarczy. Jeżeli ktoś rzeczywiście zdradza, zwykle nie jest to jedyny ślad. Mogą pojawić się rozmowy, połączenia telefoniczne czy inne informacje. Dopiero wszystko razem może świadczyć o tym, że ktoś pozostaje w relacji poza swoim związkiem małżeńskim – mówi prawniczka.

Jak dodaje, sprawach rozwodowych coraz częściej pojawiają się więc cyfrowe ślady.

– Kiedyś bardzo często ludzie wynajmowali detektywa, żeby cokolwiek ustalić. Dziś, właśnie ze względu na rozwój mediów społecznościowych i różnego rodzaju platform, dużo materiału dowodowego stanowią screeny.

Niektórzy myślą, że jeżeli mają prywatny profil na Instagramie i zamieszczą tam zdjęcia, to nikt nigdy do tego nie dojdzie. Nic bardziej mylnego. Ktoś to kiedyś zobaczy, zrobi screena. Czasami nawet jeżeli partner, partnerka czy były partner, partnerka nie obserwuje danego profilu, zawsze może znaleźć się ktoś ze znajomych, kto taki materiał udostępni.

dr hab. mec. Olga Piaskowska

prof. USWPS

Podobnie jest z nagraniami. Ale czy nagranie rozmowy wykonane bez wiedzy drugiej osoby może być dowodem? Tu również nie ma prostej odpowiedzi.

– Z punktu widzenia procesowego nie mamy takiego rozwiązania, jak tak zwany "owoc z zatrutego drzewa", czyli zasady, zgodnie z którą nagranie wykonane bez zgody drugiej osoby automatycznie nie może zostać wykorzystane. O tym, czy faktycznie będzie ono potraktowane jako dowód, decyduje sąd. Sąd ocenia również, czy takie nagranie jest wiarygodne – mówi mec. Piaskowska.

Od czego zależy jego wiarygodność?

– Jeżeli z nagrania wynika jednoznacznie, że ktoś był manipulowany i rozmowę prowadzono w taki sposób, żeby usłyszeć i nagrać konkretną rzecz, raczej nie będzie ono uznane za wiarygodny dowód. Jeżeli natomiast jest to spontaniczna rozmowa, może zostać w taki sposób potraktowana. Wszystko jest jednak decyzją sądu w konkretnym przypadku – podkreśla.

Jak dodaje Bartłomiej Borys, choć aktywny profil randkowy nie musi oznaczać zdrady, to pewnością jest czymś, o czym warto z partnerem porozmawiać. Zamiast od razu wyciągać daleko idące wnioski, dobrze najpierw ustalić, czego właściwie szukał na Tinderze.

– To odczucie osoby, która dowiaduje się, że jej partner jest na Tinderze, jest bardzo ważne i trzeba o nim rozmawiać. Do tej rozmowy przede wszystkim zachęcam, bo często pojawia się ogromny gniew, deklaracja rozstania itp. A nie zawsze wydarzyło się coś, o czym nie można porozmawiać – podsumowuje ekspert.