Para w dniu ślubu, na zdjęciu znak "cancelled"
On chciał intercyzy, a ona nie – ślub został odwołany Fot. Shutterstock / canva

– Kiedy budujemy relację i zawieramy małżeństwo, wciąż silne jest przekonanie, że wszystko powinno być wspólne. Wtedy pojawiają się argumenty podszyte emocjami: "Nie ufasz mi", "Po co ci to?", "Pewnie chcesz mnie oszukać", "Ty zgromadzisz majątek, a ja zostanę z niczym". Z takimi obawami przychodzą do mnie klienci – mówi mec. Monika Ośmiałowska, radczyni prawna. Czy Polacy chętnie decydują się na intercyzę?

REKLAMA

Przez lata wokół intercyzy narosło wiele mitów. Była kojarzona przede wszystkim z brakiem zaufania, planowaniem rozwodu jeszcze przed ślubem albo układem, w którym zamożniejszy partner zabezpiecza się przed "pazerną" drugą stroną.

– Pamiętasz, jak szesnaście lat temu broniłam się rękami i nogami przed intercyzą? Maciek miał swój biznes, a ja jeszcze spłacałam kredyt studencki. Do tego wychowywałam małego syna z poprzedniego związku. Byłam oburzona, że w ogóle proponuje mi coś takiego. Dziś patrzę na tę sprawę zupełnie inaczej – wspomina Gabriela, moja koleżanka.

Ostatecznie do podpisania intercyzy nie doszło, ale z perspektywy czasu przyznaje, że wtedy kierowały nią przede wszystkim emocje. Samą propozycję odebrała jako sygnał "bezpiecznej furtki". Dziś ma z mężem wspólnotę majątkową.

Ale są też sytuacje, kiedy nie udaje się dojść do porozumienia. Nie ma ani intercyzy, ani ślubu.

"Nie lubimy tych rozmów, bo są mało romantyczne"

Mecenas Monika Ośmiałowska, radczyni prawna, takich historii widziała już wiele. Sala weselna zarezerwowana, zaproszenia rozdane, wspólna przyszłość zaplanowana. I nagle pojawia się temat intercyzy. Niekiedy wystarczy jedna rozmowa o pieniądzach, by ślub stanął pod znakiem zapytania.

Prawniczka wspomina historię narzeczonych, których dzieliła ogromna różnica zarobków. Mężczyzna zarabiał kilkukrotnie więcej od partnerki. Para planowała trójkę dzieci, dlatego kobieta liczyła się z koniecznością czasowej rezygnacji z aktywności zawodowej. Informowała przyszłego męża, że cały majątek zgromadzony przed ślubem jest jego majątkiem osobistym, ale zależy jej przy planowaniu rodziny, aby po ślubie wszystko, czego się dorobią, było już wspólne. Mężczyzna nie zgodził się na to rozwiązanie. Ostatecznie ślub został odwołany.

– I w tym momencie pojawia się pytanie, czy chodziło o miłość, czy o jakąś transakcję. Ten temat nie jest zero-jedynkowy. Jeśli partnerzy mają podobny status majątkowy, zwykle nie ma większego problemu z podpisaniem rozdzielności. Trzeba jednak pamiętać, że nawet wtedy konieczne jest ustalenie zasad dotyczących codziennych wydatków, utrzymania dzieci czy prowadzenia domu. Ludzie muszą się po prostu dogadać. Mam wrażenie, że nie lubimy tych rozmów, bo są mało romantyczne. Wolimy zakładać, że wszystko samo się ułoży – zauważa mec. Monika Ośmiałowska.

Jak podkreśla, właśnie takie sytuacje pokazują, jak emocjonalnym i trudnym tematem potrafi być intercyza w praktyce. Czy to dlatego wciąż stosunkowo niewielu Polaków decyduje się na intercyzę?

Główny problem polega na tym, że ludzie po prostu bardzo się tego boją. Z mojego doświadczenia wynika, że ten lęk dotyczy przede wszystkim kobiet. Kiedy budujemy relację i zawieramy małżeństwo, wciąż silne jest przekonanie, że wszystko powinno być wspólne. Wtedy pojawiają się argumenty podszyte emocjami: "Nie ufasz mi", "Po co ci to?", "Pewnie chcesz mnie oszukać", "Ty zgromadzisz majątek, a ja zostanę z niczym". Z takimi obawami przychodzą do mnie klienci, pytając, czy rozdzielność majątkowa jest w ich przypadku wskazana.

mec. Monika Ośmiałowska.

prawniczka, radczyni prawna

Jak podkreśla prawniczka, za tym lękiem najczęściej kryje się obawa o przyszłość i własne bezpieczeństwo finansowe. Jej zdaniem w przypadku osób aktywnych zawodowo i niezależnych ekonomicznie intercyza nie musi być zagrożeniem dla związku, lecz może stanowić formę zabezpieczenia na wypadek nieprzewidzianych życiowych scenariuszy.

– Jeśli małżeństwo się nie uda, intercyza pozwala rozstać się z klasą i – mówiąc kolokwialnie – nie pozabijać się przy podziale majątku. A jeżeli małżonkowie chcą wspólnie kupić nieruchomość czy inne wartościowe składniki majątku, mogą po prostu nabyć je na zasadach współwłasności – podkreśla.

Zdaniem mec. Ośmiałowskiej rozdzielność majątkowa najlepiej sprawdza się wtedy, gdy obie strony dysponują podobnym poziomem niezależności finansowej. Znacznie trudniejsza sytuacja pojawia się przy dużych nierównościach ekonomicznych.

– W sytuacji nierówności osoba, która nie ma własnych środków, może mieć znacznie większy problem z odejściem ze związku, nawet jeśli doświadcza przemocy. Spotykam kobiety, które mówią wprost: "Nie mogę odejść, bo nie mam za co utrzymać siebie i dzieci". Taka zależność daje jednej stronie ogromną władzę. Dlatego osoba lepiej sytuowana powinna spróbować spojrzeć na sprawę także z perspektywy partnera znajdującego się w gorszej sytuacji finansowej – podkreśla prawniczka.

Jak dodaje, mechanizm ten nie dotyczy wyłącznie kobiet. Coraz częściej podobne problemy zgłaszają również mężczyźni, którzy przejęli obowiązki domowe, podczas gdy ich partnerki rozwijają kariery zawodowe.

"Przecież wszystko jest nasze"

Jedną z największych pułapek, w jakie wpadają osoby decydujące się na intercyzę, jest ślepa wiara w zapewnienia partnera o ochronie przed "ryzykiem biznesowym". To klasyczny argument: jedno z małżonków zakłada firmę i – chcąc zabezpieczyć rodzinę przed długami czy wierzycielami – proponuje rozdzielność. Brzmi rozsądnie i odpowiedzialnie, ale w praktyce konsekwencje bywają znacznie bardziej złożone.

Mecenas Monika Ośmiałowska tłumaczy, że po latach takiego "bezpiecznego" układu część osób odkrywa, że majątek był gromadzony wyłącznie na nazwisko jednego z małżonków. W trakcie trwania związku słyszą zapewnienia, że "wszystko jest wspólne", jednak w momencie rozwodu okazuje się, że formalnie nie mają żadnych praw do nieruchomości czy oszczędności.

– W takich sytuacjach sąd ma ograniczone możliwości działania. Jeżeli dorosła osoba świadomie podpisała akt notarialny ustanawiający rozdzielność majątkową, bardzo trudno później dowodzić, że strony miały inne intencje – zaznacza prawniczka.

Mimo to mec. Ośmiałowska pozostaje zwolenniczką niezależności finansowej.

– Jestem zwolenniczką rozdzielności majątkowej, samodzielności i niezależności ekonomicznej, szczególnie kobiet. Problem polega na tym, że wiele osób nadal odbiera intercyzę jako dowód braku zaufania, a nie jako racjonalne zabezpieczenie. Tymczasem warto po prostu uczciwie spojrzeć na swoją sytuację i zastanowić się, jakie konsekwencje finansowe może przynieść każdy z możliwych scenariuszy – mówi.

Zdaniem prawniczki podejście do intercyzy stopniowo się zmienia. Coraz częściej decydują się na nią osoby młode, które obserwowały trudne rozwody swoich rodziców i chcą uniknąć podobnych sporów.

– Wielu młodych ludzi podchodzi dziś do małżeństwa bardziej pragmatycznie. Wiedzą, że rozwody się zdarzają i nie zakładają, że ich związek jest od tego ryzyka całkowicie wolny. Dlatego wolą uporządkować kwestie majątkowe na początku wspólnej drogi – zauważa mec. Ośmiałowska.

W internetowych dyskusjach regularnie powraca temat intercyzy.

"My z mężem nie mamy intercyzy. Urodziłam dzieci, moja kariera przez to stoi. To ja jestem na rodzicielskim i wychowuję dzieci, a on może normalnie pracować. Uzupełniamy się, ufamy sobie i on finansowo wyrównuje moje poświęcenie dla domu".

Dla wielu osób wspólność majątkowa jest formą zabezpieczenia na wypadek życiowych zmian. Nie brakuje jednak także głosów tych, którzy po rozwodzie żałują, że nie zdecydowali się na rozdzielność.

"Gdybym mogła cofnąć czas o kilkanaście lat, podpisałabym intercyzę i nie zastanawiała się. Teraz po rozwodzie jest walka o wszystko" – przyznaje jedna z internautek.

Podobne doświadczenia opisuje Mariusz: "Była żona zabrała dwa auta, nie chce się rozliczyć, a wspólnych kredytów też nie spłaca. Żałuję, że nie miałem intercyzy".

"Absolutnie nie brałam pod uwagę rozwodu"

Monikę poznaję na jednej z facebookowych grup poświęconych poradom prawnym. Od sześciu lat jest mężatką, a temat intercyzy pojawił się w jej związku jeszcze przed ślubem. Co ciekawe, inicjatywa wyszła właśnie od niej.

Powód? Duża dysproporcja majątkowa między przyszłymi małżonkami.

– To ja byłam w tej słabszej pozycji. Pracowałam zawodowo, ale nie posiadałam praktycznie żadnego majątku. Mój przyszły mąż był w zupełnie innej sytuacji finansowej – opowiada.

Jak podkreśla, podpisanie intercyzy nie miało nic wspólnego z brakiem zaufania czy planowaniem ewentualnego rozstania.

– Absolutnie nie brałam pod uwagę rozwodu. Chodziło raczej o to, żeby nikt nikogo nie posądzał o materializm. Nie chciałam, żeby ktokolwiek pomyślał, że jestem z nim dla pieniędzy – wyznaje.

Jej przyszły mąż przyjął propozycję ze spokojem. Większe emocje wzbudziła ona w otoczeniu. Część znajomych nie rozumiała, po co młodzi ludzie planujący wspólną przyszłość decydują się na rozdzielność majątkową.

Monika nie żałuje swojej decyzji.

– Dało mi to komfort psychiczny i poczucie niezależności. Gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym dokładnie to samo – mówi.

Jej zdaniem rozmowa o finansach nie zabija romantyzmu, lecz pozwala uniknąć wielu problemów w przyszłości.

– Uważam, że takie kwestie powinno się jasno regulować już na początku związku. Jeśli myślimy o sobie poważnie, nie powinno być tematów tabu. Zwłaszcza że od decyzji finansowych często zależy później byt całej rodziny – podsumowuje.

Intercyza nie odbiera prawa do spadku

Jednym z najczęstszych powtarzanych mitów jest przekonanie, że podpisanie intercyzy pozbawia małżonków prawa do dziedziczenia po sobie. To nieprawda.

– Rozdzielność majątkowa nie wpływa na zasady dziedziczenia ustawowego. Jeśli małżonkowie nie sporządzą testamentu, po śmierci jednego z nich drugie nadal dziedziczy zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego. Intercyza zmienia jedynie sposób określenia majątku należącego do zmarłego, ale nie odbiera współmałżonkowi statusu spadkobiercy. Prawo do dziedziczenia wygasa dopiero wraz z prawomocnym rozwodem – tłumaczy mec. Monika Ośmiałowska, do której wracam z tym pytaniem.

Dla prawniczki najważniejszy wniosek jest prosty: finanse i uczucia to dwie różne sfery życia. Rozmowa o majątku przed ślubem może być trudna, ale często pozwala uniknąć znacznie poważniejszych konfliktów w przyszłości.

Co ciekawe, wiele par po podpisaniu intercyzy szybko zapomina o jej konsekwencjach. Partnerzy swobodnie przelewają sobie pieniądze, finansują wspólne wydatki i mieszają prywatne środki.

Tymczasem z perspektywy prawa nie wszystkie takie transfery są neutralne. Jeśli nie dotyczą zwykłego utrzymania rodziny, mogą zostać potraktowane jako darowizny, a to może rodzić określone konsekwencje podatkowe.

Czytaj dalej

A co z kredytem?

Warto pamiętać, że intercyza wpływa nie tylko na podział majątku między małżonkami, ale również na sposób, w jaki bank ocenia zdolność kredytową. Jak wyjaśnia Marcin Berus, ekspert kredytowy, w większości instytucji finansowych rozdzielność majątkowa oznacza, że każdy z małżonków jest traktowany jako odrębne gospodarstwo domowe.

– Jeśli mamy intercyzę, większość banków uznaje, że prowadzimy jednoosobowe gospodarstwo domowe. Oznacza to, że drugi małżonek nie musi być uwzględniany przy ubieganiu się o kredyt hipoteczny. Możemy samodzielnie nabywać nieruchomość i samodzielnie wnioskować o finansowanie – tłumaczy Marcin Berus.

Ekspert zwraca jednak uwagę, że rozdzielność majątkowa nie zawsze działa na korzyść kredytobiorców. Jeśli małżonkowie zdecydują się złożyć wspólny wniosek kredytowy, bank może uznać, że każde z nich ponosi oddzielne koszty utrzymania.

– Paradoksalnie może to obniżyć wspólną zdolność kredytową. Gdyby te same osoby pozostawały we wspólności majątkowej i razem ubiegały się o kredyt, ich zdolność mogłaby zostać oceniona wyżej – podkreśla Berus.

Rozdzielność majątkowa może natomiast okazać się korzystnym rozwiązaniem, gdy jeden z małżonków posiada już znaczące zobowiązania finansowe.

– Intercyza pozwala wyłączyć z procesu kredytowego małżonka, który jest już mocno obciążony innymi kredytami. W takiej sytuacji może to znacząco poprawić zdolność kredytową drugiej osoby – mówi ekspert.

Nie wszystkie banki podchodzą jednak do tej kwestii w identyczny sposób.

– BNP Paribas jest praktycznie jedynym bankiem, który mimo rozdzielności majątkowej nadal uwzględnia współmałżonka jako członka gospodarstwa domowego. W większości pozostałych banków sytuację finansową partnerów można oceniać oddzielnie, zgodnie z zasadą rozdzielności majątkowej – wyjaśnia Marcin Berus.